Promocyjne igraszki

Urszula Światłowska
opublikowano: 03-04-2006, 00:00

NIK skontrolowała wydatki na promocję w spółkach Skarbu Państwa. Izba wykryła nieprawidłowości, zażądała zmian. I co? I nic. Ministerstwo Skarbu milczy, spółki też się specjalnie nie przejęły.

Niespełna pół roku temu Najwyższa Izba Kontroli (NIK) ogłosiła „Informację o wynikach kontroli wydatków na promocję w przedsiębiorstwach państwowych i spółkach z udziałem skarbu państwa”. Z raportu wynika, że z tymi wydatkami w firmach publicznych i spółkach z udziałem Skarbu Państwa nie jest dobrze. Wymiar finansowy? Niewielki. Nieprawidłowości kosztowały podatników niespełna 6,6 mln zł. Z tego 65,5 tys. zł dotyczy uszczuplania środków publicznych, 90 tys. zł wydano z naruszeniem prawa, 3,8 mln zł — niegospodarnie, niecelowo i nierzetelnie. W skali państwa to wielkie pieniądze. Nie o pieniądze jednak tu chodzi, ale o niepokojące zjawisko.

Długa lista

NIK kontrolowała 30 przedsiębiorstw państwowych i spółek z udziałem skarbu państwa, m.in. KGHM Polska Miedź, Lotos, Międzynarodowe Targi Poznańskie, Naftę Polską, PPKS w Radomiu, Polską Żeglugę Morską i PZU oddział w Opolu.

— Kontrola dotyczyła ograniczonego kręgu podmiotów, ale dobranych w taki sposób, by były reprezentatywne zarówno pod względem branżowym, jak i terytorialnym — mówi Andrzej Sowiński, p.o. dyrektora Departamentu Gospodarki, Skarbu Państwa i Prywatyzacji w Najwyższej Izbie Kontroli.

Główne wnioski? Po pierwsze: organy nadzorujące przedsiębiorstwa i spółki właściwie nie zajmowały się wydatkami na promocję. „Nie interesowały się racjonalnością wydatków na szeroko rozumianą promocję i przyczyniały się tym samym do ugruntowania mechanizmu korupcjogennego, generowanego przez nadmierną dowolność w dysponowaniu środkami na promocję przez kierownictwa spółek i przedsiębiorstw państwowych” — czytamy w raporcie NIK. To właśnie niewystarczający nadzór nad działaniami promocyjnymi lub brak wewnętrznych regulacji, zdaniem NIK, ułatwił „niecelowe wydatki”. Po drugie: „niemal zupełny brak badań skuteczności i efektywności poniesionych w tej dziedzinie kosztów sprzyjał realizacji innych celów, takich jak ujawnione w tej kontroli NIK: uzyskiwanie przez spółkę handlową wpływu na władze lokalne lub walka dyrektora przedsiębiorstwa państwowego z Ministerstwem Skarbu o zachowanie stanowiska”.

— NIK szuka obiektywnych kryteriów, ale nie da się zmierzyć efektów wszystkich wydatków na promocję. Warto zaprosić konkurentów na wystawną kolację, by przekonać ich do poparcia naszej kandydatury w wyborach na prezesa stowarzyszenia branżowego. To prestiż, który trudno wycenić, ale nikt przy zdrowych zmysłach nie powie, że to się nie opłaca! — komentuje Marek Wróbel, prezes Neuron Agencja PR.

— Skuteczność wydatków na promocję to sfera trudna do oceny. Ale tym bardziej istotne są próby określenia, czy podejmowane działania przynoszą zamierzony skutek. To ważne przy planowaniu kolejnych wydatków — ripostuje Andrzej Sowiński.

Brak regulacji

NIK wytkęła kontrolowanym firmom brak przepisów wewnętrznych regulujących działalność promocyjną.

— Na 30 kontrolowanych przedsiębiorstw w 14 takich przepisów nie było, a w pozostałych 16 miały one wycinkowy bądź ogólny charakter. Brak uregulowań sprzyja dowolności w wydawaniu pieniędzy — mówi Andrzej Sowiński.

Oczywiście pojawia się pytanie, czy wprowadzenie sztywnych procedur jeszcze bardziej nie skomplikuje działań promocyjnych?

— Takie przepisy może nie eliminują, ale przynajmniej ograniczają możliwość popełnienia błędów wynikających z pośpiechu, nieznajomości problematyki — przekonuje Sowiński.

Można wszystko zorganizować tak, by nie utonąć w papierkach i jednocześnie działać „czysto”.

— Jeżeli wybieramy zewnętrznego doradcę, np. agencję public relations, zawsze organizujemy przetarg. Przygotowujemy też formalny brief, czyli informację dla agencji, czego oczekujemy i jaką ofertę powinna przygotować. Ważne, by brief był zatwierdzony przez zarząd firmy. Wtedy można sprawdzić, czy zrobiono go rzetelnie i czy przypadkiem nie przygotowano go „pod jedną agencję”. Jeżeli zaś planujemy wydatki na promocję, nawet drobne, bierzemy pod uwagę trzy oferty i dokładnie je dokumentujemy — mówi Tomasz Trabuć, PR manager Provident Polska.

Wiele hałasu o nic?

380 zł. Tyle — według raportu — KGHM wydawał codziennie na alkohol. Bulwersujące? Niekoniecznie.

— W Polsce wciąż wielu rzeczy nie da się załatwić bez alkoholu. KGHM to gigant. Znam mniejsze, prywatne firmy, gdzie wydaje się dużo więcej, a kilkaset złotych potrafi kosztować jedna butelka dobrego wina — mówi nam anonimowo specjalista od PR.

Skoro więc fragment raportu, który najżywiej dyskutowano, nie odbiega jakoby od norm stosowanych w biznesie, to o co tyle krzyku? Nie wiadomo — jeszcze. Kontrolę przeprowadzono w drugiej połowie 2004 roku. Wyniki ogłoszono pod koniec zeszłego. A do tej pory Ministerstwo Skarbu Państwa nie ustosunkowało się do zarzutów Najwyższej Izby Kontroli. Czeka na raporty. Tym razem biegłych rewidentów.

W odpowiedzi na nasze pytania MSP odpowiada: „[...] w terminie sześciu miesięcy po upływie każdego roku obrotowego powinno odbyć się zwyczajne zgromadzenie wspólników lub walne zgromadzenie akcjonariuszy, którego przedmiotem obrad jest m.in.: rozpatrzenie i zatwierdzenie sprawozdania finansowego za ubiegły rok obrotowy, składającego się z bilansu, rachunku zysków i strat oraz informacji dodatkowej. Biorąc pod uwagę powyższe, proponuję po w/w terminie ponownie skontaktować się z MSP...”

Co dalej?

NIK wnioskowała też do Ministerstwa Skarbu Państwa, by zajęło się problematyką działań promocyjnych prowadzonych przez przedsiębiorstwa państwowe.

„Wyniki kontroli wydatków na promocję w przedsiębiorstwach państwowych i spółkach z udziałem Skarbu Państwa wskazują na konieczność dokonania przez organy państwowe […] analizy wydatków na działalność promocyjną, a w szczególności na sponsoring i darowizny. Właściwe organy […] powinny przy tym rozważyć, czy obowiązujące przepisy stanowią wystarczające narzędzie dla zapobiegania oraz przeciwdziałania niecelowym i niegospodarnym wydatkom w podmiotach gospodarczych kontrolowanych przez Skarb Państwa” — zaznaczają autorzy raportu.

— Przedsiębiorstwa informują nas o opracowywaniu lub uzupełnianiu przepisów regulujących działalność promocyjną — mówi Andrzej Sowiński.

Wedle zapewnień zainteresowanych firm kontrola NIK nie poszła na marne. Polska Żegluga Bałtycka zapewnia na przykład, że dostosowała się już do zaleceń przedstawionych w raporcie pokontrolnym. Wprowadziła nowe procedury, prowadzi analizy skuteczności działań reklamowo-promocyjnych. Podobnie odpowiada Polska Żegluga Morska (PŻM). „Przedsiębiorstwo Państwowe Polska Żegluga Morska ustosunkowało się do zastrzeżeń, potwierdzając, iż wprowadzi koordynację działań promocyjnych, podejmowanych przez poszczególne spółki kontrolowane przez PŻM. W tym celu utworzono Radę ds. Reklamy, organ doradczy dyrektora Przedsiębiorstwa, w skład którego wchodzą prezesi zarządów największych spółek zależnych Grupy PŻM” — pisze Krzysztof Gogol, doradca dyrektora naczelnego PŻM ds. mediów.

Coś z tego wynika? Nie wiadomo. Właściciel, czyli Ministerstwo Skarbu Państwa, prowadzi korespondencje ze spółkami — i czeka. „Uprzejmie informuję, że w czerwcu 2005 roku Minister Skarbu Państwa skierował do przedsiębiorstw państwowych prośbę o przekazanie informacji o zakresie obowiązujących w tych podmiotach procedur postępowania przy działalności promocyjnej (w tym reklamy, sponsoringu i reprezentacji). Do pozostałych przedsiębiorstw MSP zwróciło się z prośbą o uwzględnianie przy zawieraniu umów z biegłymi rewidentami badającymi ich sprawozdania finansowe, zlecania analiz wydatków na promocję, stosownie do planowanego budżetu w tym zakresie” — czytamy w piśmie z resortu skarbu.

Jak się rzekło: MSP oczekuje, aż pracę skończą rewidenci. Potem przygotuje raport i zacznie działać. Jak? Nie wiadomo.

— Przyczyny nieprawidłowości to pokłosie upolitycznienia państwowych spółek i obsadzenia rad nadzorczych przez partie polityczne. Dopóki prywatyzacja będzie wstrzymywana, nie wypleni się nieprawidłowości. Musi być prywatny właściciel, który sam dopilnuje, czy pieniądze wydawane są racjonalnie — podkreśla Aleksander Grad, zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Skarbu Państwa, poseł Platformy Obywatelskiej.

Okiem eksperta

Wspólne, czyli niczyje

Raport NIK daje kolejne, silne argumenty zwolennikom prywatyzacji mienia państwowego. Wciąż pokutuje w Polsce rozumowanie, że wspólne znaczy niczyje, więc może być wykorzystywane nierzetelnie i niegospodarnie. Przedsiębiorstwa państwowe i spółki z udziałem skarbu państwa nie podlegają przepisom ustawy o finansach publicznych, a ich władze — przepisom ustawy o odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych. Kontroli i oceny działalności dokonują organy założycielskie. W spółkach, w sprawach „dyscypliny finansowej” decydujący głos mają rady nadzorcze i udziałowcy, którzy co roku rozliczają zarządy z trafności podejmowanych decyzji i profesjonalizmu w ich wykonaniu. Dziwi więc reakcja Ministerstwa Skarbu Państwa — czyli głównego udziałowca — ograniczona jedynie do „skierowania prośby” do podmiotów poddanych kontroli. W tej sytuacji pozostaje poczekać na wyniki analiz przeprowadzonych przez biegłych rewidentów, które jednak z pewnością nie są wystarczającym środkiem eliminującym występowanie ewentualnych nieprawidłowości w przyszłości.

Maria Pietrzyk, prawnik z kancelarii Magnusson

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane