Protestowali, zyskali krocie

Grzegorz Nawacki
07-09-2011, 00:00

Gigantyczny majątek zbiły na prywatyzacji załogi państwowych spółek — wynika z analizy Ernst Young.

60 mld zł — tyle są warte darmowe akcje, które otrzymali pracownicy prywatyzowanych firm

Gigantyczny majątek zbiły na prywatyzacji załogi państwowych spółek — wynika z analizy Ernst Young.

Pracownicy państwowych firm często protestują przeciw prywatyzacji. Nie powinni, bo sporo na tym zyskują — wynika z analizy Ernst Young. Od 1997 r. pracownicy mają prawo bezpłatnego objęcia 15 proc. akcji prywatyzowanej spółki. Według wyliczeń firmy konsultingowej, 613 spółek przyznało pracownikom akcje o nominalnej wartości 5,9 mld zł, z czego 2,3 mld zł przypadło na firmy, które są notowane na GPW. Ernst Young pokusił się o wyliczenie, ile pracownicy na tym zarobili.

Nie tylko na giełdzie...

— Uwzględniając tylko 31 spółek, które są notowane na GPW, przychód pracowników wyniósł 24,4 mld zł, czyli o 22,1 mld zł więcej niż wartość nominalna akcji —mówił Jacek Hryniuk, partner Ernst Young, podczas IV Forum Inwestycyjnego w Tarnowie.

A ile zarobili pracownicy pozostałych 582 spółek? W zależności od przyjętych założeń przychód brutto pracowników wyniósł od 26,95 mld do 34,5 mld zł. W sumie po uwzględnieniu podatków, m.in. podatku Belki, przychody pracowników można szacować na 30 mld zł, do nawet 60 mld zł.

...i nie tylko załogi

Ale nie tylko pracownicy zyskali na prywatyzacji. Według analizy firmy doradczej, wzrosła też efektywność spółek uwolnionych spod kurateli państwa. Sporo zyskał także nasz rynek kapitałowy.

— 66 proc. spółek debiutujących w ciągu pierwszych pięciu lat miało państwowy rodowód. Tylko w latach 1997-98 58 takich spółek trafiło na GPW. W czerwcu 2011 r. sprywatyzowane stanowiły 47 proc. kapitalizacji GPW [73 proc., jeśli uwzględnić jedynie spółki krajowe — red.]. Przyspieszenie prywatyzacji w ostatnich latach znacznie złagodziło skutki odczuwania ogólnoświatowego kryzysu finansowego. GPW szybko odrobiła straty i umocniła się przed giełdą austriacką, węgierską i czeską — mówi Jacek Hryniuk.

Prywatyzacja przyciągnęła też sporo kapitału z zagranicy. Zagraniczni inwestorzy strategiczni, którzy kupowali spółki od skarbu państwa, wydali na nie w ciągu 20 lat około 42 mld zł. Ale to nie cały ich wkład — dodatkowo w przejęte spółki zainwestowali ok. 52 mld zł — wylicza Ernst Young.

139,8

mld zł Tyle majątku miał na koniec 2010 r. skarb państwa w swoich firmach -112,2 mln zł w spółkach publicznych, 14,4 mld zł — w jednoosobowych, 13,2 mld zł — w pozostałych spółkach i przedsiębiorstwach państwowych.

okiem eksperta

Państwo ma za dużo majątku

Piotr Ciżkowicz, główny ekonomista Ernst Young

Na pewno w przypadku Polski nie możemy mówić o jakimkolwiek pośpiechu czy "dzikiej prywatyzacji". Wszelkie dane wskazują na to, że procesy zbywania majątku trwają u nas zdecydowanie dłużej niż w innych gospodarkach transformacyjnych. Jedni mogą oceniać to zjawisko pozytywnie, a inni negatywnie. Natomiast faktem jest, że wciąż mamy bardzo dużo majątku, którego państwo, po pierwsze — może, a po drugie — powinno się pozbyć z korzyścią dla budżetu, rynku kapitałowego i samej firmy. W 2008 r. co 8. Polak pracował w państwowej firmie. Natomiast w krajach wysoko rozwiniętych, takich jak Wielka Brytania, Francja czy np. Dania, maksymalnie 3 osoby na 100 pracują w państwowych spółkach.

Giełda Papierów Wartościowych nie odda koszulki regionalnego lidera

W naszej strategii nie ma przejęć innych giełd — mówi prezes GPW, która pozycję w regionie zawdzięcza prywatyzacji.

GPW rządzi w regionie. I to, zdaniem ekspertów dyskutujących podczas panelu na IV Forum Inwestycyjnym, szybko się nie zmieni.

— Będzie jeden lider w regionie, ale nie wyklucza to istnienia giełd w innych krajach. Dla każdej gospodarki ważne jest, by miała giełdę, by małe spółki miały gdzie być notowane, bo to łatwiejsze i tańsze. Rozmiar ma znaczenie, płynność przyciąga płynność. Wygląda na to, że to miejsce zajmie Warszawa. Międzynarodowe firmy chcą być notowane w Londynie, ale regionalne, np. z Ukrainy, w Warszawie — mówi Richard Cormack, dyrektor zarządzający Goldman Sachs w Londynie.

Szef GPW nie zamierza spocząć na laurach.

— Jesteśmy giełdą, która dynamicznie się rozwija nie tylko siłą masy gospodarki. Mamy wizję strategiczną, którą jest umocnienie roli GPW jako finansowego centrum regionu absorbującego kapitał i spółki. Gdy dziś idziemy do emitentów z Ukrainy, Węgier czy Czech, to mówimy: jeśli wybieracie między GPW a platformą bardziej stabilną, która ma płaski wzrost i walczy o życie, to wybierzcie największy rynek w regionie, który jeszcze ma potencjał — mówi Ludwik Sobolewski, prezes GPW.

Miejsce dla dwóch

Wyższość GPW uznają nawet rywale.

— Polski rynek wyróżnia się rozmiarem, co wynika z populacji i wielkości gospodarki. Poza tym w krajach bałtyckich największe firmy zostały sprzedane inwestorom strategicznym. GPW ma duże wsparcie władz — tyle razy, ile tu słyszałem o wsparciu rządu dla rynku kapitałowego, nie słyszałem w sumie w ciągu pięciu lat na Łotwie. Inne rządy powinny używać IPO z takim skutkiem jak polski — mówi Indris Ascuks, p.o. prezesa łotewskiej giełdy Nasdaq OMX Riga.

Największy rywal GPW — giełda w Wiedniu — widzi szansę na to, że w regionie będą dwa duże rynki.

— W ostatnich latach obserwujemy wiele fuzji giełd na świecie. Teraz w trakcie jest połączenie dwóch ogromnych giełd we Frankfurcie i Nowym Jorku. To wielka szansa dla takich giełd, jak Warszawa czy Wiedeń, bo średnie spółki będą za mało znaczące dla takiego giganta. Nasz region może zmieścić więcej niż jedną giełdę, bo tutejsza gospodarka ma potencjał dla zapewnienia biznesu obu — ocenia Heinrich Schaller, prezes wiedeńskiej giełdy Wiener Borse.

GPW nie ma drapieżnych zamiarów względem sąsiadów.

— Nie wiem, ile razy jeszcze będę musiał powtórzyć, że naszym celem nie jest przejmowanie innych giełd. Z logiki wizji strategicznej wynika, że nie jesteśmy zainteresowani małymi giełdami. Chcemy budować jedno centrum, a nie kupić małą giełdę i tworzyć tam rynek kapitałowy, by ochronić wartość inwestycji — dodaje Ludwik Sobolewski, prezes GPW.

Kapitalizm po polsku

Resort skarbu przekonuje, że sukces GPW to nie przypadek.

— Polski model prywatyzacji od czterech lat ultrakonsekwentnie promuje prywatyzację przez rynki kapitałowe. Prywatyzacja nie jest celem, ale krokiem do zrealizowania pewnej wizji kapitalizmu. W Rosji oparto ją na kapitale prywatnym, ale skupionym w rękach kilku wpływowych polityków i biznesmenów, więc powstał oligopol. Na drugim biegunie były Węgry, gdzie państwowy majątek sprzedano inwestorom branżowym. I wreszcie polski model, czyli dążenie do sektora prywatnego z wykorzystaniem rynku kapitałowego. Udało się zbudować zgodę polityczno-ekonomiczną wokół tego modelu. A przecież jeszcze kilka lat temu prywatyzacja miała w Polsce wielu wrogów. Teraz nie ma głosów sprzeciwu — mówi Krzysztof Walenczak, wiceminister skarbu państwa.

Skarb nie martwi się o wpływy z prywatyzacji

W tym roku resort obiecuje sprzedać giełdę energii i elektrownię z Niedzicy. Na tym jednak nie poprzestanie.

Koniec roku — jak zwykle, kiedy domyka się prywatyzacyjny bilans — będzie dla resortu skarbu pracowity.

— Jest czterech chętnych do zakupu Towarowej Giełdy Energii. Do końca października powinniśmy mieć oferty wiążące. Kluczowym kryterium jest cena, ale ponieważ akcjonariuszy jest wielu, nie będzie to kryterium jedyne. Transakcję chcemy zamknąć do końca roku — zapowiada Adam Leszkiewicz, wiceminister skarbu.

W tym samym terminie resort chce sfinalizować prywatyzację elektrowni wodnych z Niedzicy, na który ostrzą sobie zęby krajowi giganci — nie tylko z branży energetycznej.

— Do końca przyszłego tygodnia oferenci dostali czas na poprawienie ofert wiążących na Niedzicę. Na tej podstawie podejmiemy decyzję — mówi Adam Leszkiewicz.

A to nie koniec.

— Intensywnie pracujemy nad ofertą PAK [Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin — red.] i PHN [Polskiego Holdingu Nieruchomościowego — red.], pod koniec października będziemy analizować stabilność sytuacji na rynku kapitałowym w związku z ofertą PKO BP — wylicza Aleksander Grad, szef resortu skarbu.

Do 14 października ministerstwo czeka na oferty wstępne na kopalnie Adamów i Konin, których prywatyzacja — zgodnie z porozumieniem zawartym z Elektrimem, inwestorem strategicznym w PAK — ma towarzyszyć ofercie publicznej akcji zespołu elektrowni.

— Debiut PHN i PAK planujemy na przełomie roku — mówi Adam Leszkiewicz.

Na finiszu jest też prywatyzacja Polfy Warszawa. Transakcję nadzoruje Polski Holding Farmaceutyczny (PHF), któremu państwowy właściciel patrzy na ręce. W grze zostały Polpharma i Actavis.

— W najbliższych dniach zarząd PHF wyłoni jednego oferenta, z którym będzie negocjował umowę sprzedaży — ujawnia wiceminister skarbu.

11,7

mld zł Tyle na razie wpłynęło do kasy MSP z prywatyzacji w 2011 r.

Aleksander Grad zaczyna zagraniczne tournée

Minister skarbu rusza

w objazd po stolicach. Plan:

nakłonić zagraniczne

spółki do debiutu na GPW.

Większość polityków najbliższe tygodnie spędzi na objeżdżaniu regionów w celu zbierania głosów wyborców. Aleksander Grad, minister skarbu, również planuje podróż po regionie — tyle że nieco większym. Cel też jest ambitniejszy.

— Odwiedzimy stolice w regionie — od Budapesztu po Kijów. Pojedziemy też do Tel Awiwu, Wilna, Lublany. Będziemy się tam spotykać z przedstawicielami świata polityki i biznesu, prezentując Warszawę jako miejsce, w którym warto plasować spółki. Pokażemy siłę i dynamikę naszego rynku — zapowiedział Aleksander Grad podczas IV Forum Inwestycyjnego w Tarnowie.

Zdaniem ministra, mamy się czym pochwalić.

— Na tle innych krajów regionu wyróżnia nas to, że zbudowaliśmy naprawdę silny rynek kapitałowy. Wciąż staramy się go wzmacniać poprzez działania skierowane do banków inwestycyjnych, domów maklerskich, inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych — mówi Aleksander Grad.

Minister czuje się współautorem tego sukcesu.

— Na 20 największych transakcji w historii polskiego rynku, 12 wykonała moja ekipa — podkreśla szef resortu skarbu.

Minister nie chce parytetu w spółkach państwowych

Kobiety nie potrzebują parytetu we władzach państwowych spółek. Tak propozycję SLD ocenia szef MSP.

W ramach kampanii wyborczej SLD zaproponował, by 30 proc. stanowisk we władzach państwowych spółek było zarezerwowane dla kobiet. Minister skarbu przyjmuje pomysł sceptycznie.

— O ile w polityce parytet jest potrzebny, by zwiększyć aktywność kobiet, o tyle w biznesie — nie. Kobiety, jeśli są dobre — a są, to nie potrzebują takiego wsparcia. Od czterech lat kierujemy się tym, by w radach nadzorczych i zarządach znajdowali się jak najlepsi ludzie i by panowała tam jak największa stabilność. Zasiadają w nich i kobiety, i mężczyźni. SLD, składając takie propozycje, próbuje rozwiązać własny problem. Wypełnił wprawdzie parytet na listach wyborczych, ale ma niewiele kobiet na czołowych miejscach i w ten sposób chce przykryć ten wstydliwy fakt — mówił Aleksander Grad, podczas IV Forum Inwestycyjnego w Tarnowie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Protestowali, zyskali krocie