„Nikt nie wierzy, że te kable zostały przecięte przypadkowo” - komentował na gorąco Boris Pistorius, niemiecki minister obrony, gdy w połowie listopada uszkodzone zostały ułożone na dnie Bałtyku światłowody łączące Litwę ze Szwecją i Finlandię z Niemcami. Do uszkodzenia arterii kabli doszło w pobliżu szwedzkiej wyspy Olandia, a podejrzenia padły na pływającą pod chińską banderą statek Yi Peng 3.
Uszkodzenie światłowodów nie spowodowało większych problemów – kraje nordyckie i bałtyckie połączone są z resztą Europy wieloma łączami (w tym ułożonymi na lądzie i przez cieśniny duńskie), więc użytkownicy nie odczuli skutków awarii.
Przez południową część Morza Bałtyckiego przebiegają pojedyncze światłowody. Najgęstsza sieć łączy Estonię z Finlandią (z Tallina do Helsinek w linii prostej jest niespełna 100 km), a także stolice obu tych krajów ze Sztokholmem.
- Zapewnienie bezpieczeństwa tej infrastruktury jest kluczowe dla stabilności gospodarczej i politycznej całego regionu, a także stanowi istotne wyzwanie dla podmiotów operujących w tym obszarze geograficznym – uważa Krzysztof Dyki, prezes ComCertu, współprzewodniczący rady programowej Kongresu Bezpieczeństwo Polski i członek Naukowo-Eksperckiej Rady Cyberbezpieczeństwa przy Wyższej Szkole Policji w Szczytnie.
Zwraca uwagę, że na dnie Bałtyku znajdują się kable światłowodowe łączące kluczowe kraje i regiony – od Skandynawii przez kraje bałtyckie, Polskę, Danię, aż po Rosję.
- Transmisja danych podmorskimi trasami to fundament współczesnej gospodarki cyfrowej. Celowy atak lub awaria w tej infrastrukturze może mieć natychmiastowe i dalekosiężne skutki – od przerwania dostępu do internetu i usług chmurowych po zakłócenia w systemach finansowych, energetycznych czy komunikacji biznesowej i administracji państwowej na całym kontynencie – mówi Krzysztof Dyki.
Do Polski, ze względu na jej dobre połączenie lądowe z europejskimi sieciami światłowodowymi, po dnie Bałtyku biegnie tylko jeden kabel tego typu, łączący duńską wyspę Bornholm z Kołobrzegiem. Ułożono go w 1997 r., a jego współwłaścicielem jest Orange Polska. Z Bornholmu światłowody biegną po dnie morskim dalej, do innych duńskich wysp i do Szwecji.
Spytaliśmy spółkę, jaka jest skala wykorzystania tej infrastruktury, czy podjęto dodatkowe działania w celu jej zabezpieczenia i czy w planach są inne inwestycje w infrastrukturę telekomunikacyjną na dnie Bałtyku.
„Orange Polska jest współwłaścicielem jednego kabla. Nie ma tam żadnej naszej transmisji" - odpowiedziało jedynie biuro prasowe spółki.
W ocenie Krzysztofa Dykiego w ostatnich latach widać zwiększone zainteresowanie budową kolejnych światłowodowych kabli podmorskich, co wynika z rosnącego zapotrzebowania na niezawodne, fizyczne (a nie radiowe lub satelitarne) łącza szerokopasmowe.
- Tego typu projekty, w tym inwestycje w centra danych w regionie bałtyckim, czynią z Bałtyku strategiczny korytarz łączący północ i południe Europy – mówi Krzysztof Dyki.
Wskazuje jednocześnie, że wraz z rozwojem infrastruktury rośnie ryzyko ataków cybernetycznych i działań dywersyjnych. W jego ocenie nie ulega wątpliwości, że Morze Bałtyckie to nie tylko szlak handlowy i energetyczny, ale też pole rywalizacji wpływów.
- Podmorskie kable stają się celem dla podmiotów, którym zależy na uzyskaniu nieautoryzowanego dostępu do danych lub na zakłóceniu ich transmisji. Fizyczne uszkodzenia infrastruktury, w tym na skutek sabotażu, mogą być trudne do szybkiej naprawy oraz ustalenia sprawcy. Państwa nadbałtyckie, będące członkami NATO i UE, widzą w ochronie infrastruktury teleinformatycznej w tym rejonie klucz do utrzymania stabilności i bezpieczeństwa całej Europy – mówi Krzysztof Dyki.
