Przeciwnicy morskich wiatraków liczą kilometry

Produkcja prądu z wiatru na morzu jest coraz tańsza, ale budzi emocje lokalnych społeczności. Z tego powodu opóźniają się w Danii inwestycje. A w Polsce?

Widać, nie widać? — rodząca się dopiero branża morskiej energetyki wiatrowej w Polsce nie może tego pytania ignorować. A gdyby chciała, to ma świeże ostrzeżenie, prosto z Danii. Vattenfall ogłosił w zeszłym tygodniu, że musi opóźnić harmonogram budowy dwóch dużych projektów wiatrowych na morzu. Potrzebuje czasu na dodatkowe badania środowiskowe. To kosztowna decyzja, za którą stoi lokalna społeczność.

Duńskie doświadczenia podpowiadają, że inwestorzy, którzy
planują farmy wiatrowe na polskim morzu, powinni je budować w znacznej
odległości od brzegu — nawet 50 km. Inaczej mogą narazić inwestycję na
opóźnienia ze względu na dodatkowe badania środowiskowe
Zobacz więcej

MĄDRY POLAK PRZED SZKODĄ:

Duńskie doświadczenia podpowiadają, że inwestorzy, którzy planują farmy wiatrowe na polskim morzu, powinni je budować w znacznej odległości od brzegu — nawet 50 km. Inaczej mogą narazić inwestycję na opóźnienia ze względu na dodatkowe badania środowiskowe Fot. Bloomberg

— Właściciele domów stojących nad morzem domagają się, by wiatraki stały daleko, w odległości nawet 50 km od brzegu. I to mimo że przy obecnie zaplanowanej odległości, ok. 20 km, wieże i tak są praktycznie niewidoczne. Trzeba umieć sobie z takimi sprawami radzić — uważa Anders Dalegaard z Danish Wind Industry Association (Duńskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej).

Anders Dalegaard przekonuje, że do lokalnych opinii na temat inwestycji wiatrowych Dania podchodzi bardzo poważnie. Polsce zaleca podobne podejście, co cieszy Janusza Gajowieckiego, szefa Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

— Potrzebne są działania edukacyjne dotyczące morskiej energetyki wiatrowej — uważa Janusz Gajowiecki.

Bez nich branża stanie przed realnym problemem, który zaważył na losie branży wiatrowej na lądzie. Mimo wysokiego poparcia społecznego dla wiatraków ton dyskusjom na temat tego sektora nadało kilka protestujących społeczności. W efekcie odegrały znacząca rolę w kampanii wyborczej przed wyborami parlamentarnymi w 2015 r., a po wyborach uzyskały zamrożenie rozwoju branży wiatrowej. Jej rozmrażanie dopiero się zaczyna.

Polskie projekty offshore są dopiero w powijakach. Wizja obejmuje jednak stawianie wiatraków na Bałtyku w odległości nieco ponad 20 km od brzegu. Oznacza to, że zarys tych instalacji byłby widoczny na horyzoncie jedynie przy bardzo dobrej pogodzie.

— Lepiej rozmawiać o tym wcześniej niż później — mówi Janusz Gajowiecki.

Duńskie doświadczenia mają wartość, bo to przy brzegach tego kraju stanęła w 1991 r. pierwsza morska farma wiatrowa na świecie. Zakończyła już żywot i została rozebrana, ale Duńczycy z raz obranej drogi nie zeszli. Wiatr jest filarem ich strategii energetycznej i do 2030 r. ma mieć 60-procentowy udział w dostawach energii (dziś jest to 43,4 proc.).

Duńczycy inwestują w nowe farmy morskie tym chętniej, że ta technologia tanieje. Z danych Duńskiej Agencji Energii wynika, że koszt wyprodukowania jednej MWh energii elektrycznej plasuje offshore na pozycji drugiego najtańszego źródła energii (65 EUR/ MWh), zaraz za wiatrem na lądzie (55 MWh). Takie dane zachęcają polskie spółki do planowania inwestycji na Bałtyku. Z formalnościami najbardziej zaawansowana jest Polenergia, kontrolowana przez Dominikę Kulczyk. Goni ją PGE, a trzeci w kolejności jest Orlen. Morska energetyka wiatrowa zajmuje też ważne miejsce w projekcie Polityki Energetycznej Państwa. Jako technologia niskoemisyjna ma być polską odpowiedzią na rosnące ceny emisji dwutlenku węgla.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy