Pepco osłabło w końcówce roku

opublikowano: 13-01-2022, 07:49

Mimo wysokiej inflacji przychody porównywalne giełdowego detalisty w ostatnim kwartale rosły powoli albo wcale. Wynikom sprzedażowym pomogło jednak szybkie otwieranie nowych sklepów

Sprzedaż rośnie, ale Covid negatywnie wpłynął na popyt, a na pandemiczne restrykcje nałożyły się problemy w łańcuchu dostaw - tak Grupa Pepco, notowana na warszawskiej giełdzie od maja ubiegłego roku, tłumaczy wstępne wyniki sprzedażowe w czwartym kwartale 2021 r., będącym dla spółki pierwszym kwartałem roku obrotowego.

- W trudnym otoczeniu udało nam się zachować dobre marże i utrzymać koszty pod kontrolą. Sprzedażowo mamy za sobą mocny kwartał, a na nowych rynkach zachodnioeuropejskich, na które weszliśmy, wyniki są lepsze od naszych oczekiwań. Powinniśmy w tym roku osiągnąć cele w zakresie zysków i przyspieszyć rozwój sieci - mówi w rozmowie z „PB" Andy Bond, prezes Grupy Pepco.

Grupa Pepco w tym okresie miała 1,35 mld EUR przychodów (w przeliczeniu ok. 6,1 mld zł), czyli o 12,4 proc. więcej niż rok wcześniej. Ten wzrost to jednak niemal wyłącznie efekt szybkiego powiększania sieci o nowe placówki. Na koniec kwartału grupa miała 3,66 tys. sklepów, podczas gdy rok wcześniej było ich ok. 3,2 tys. Końcówka roku kalendarzowego była pod względem otwarć rekordowa, bo w ostatnim kwartale otworzono 161 sklepów, w tym 55 w Europie Zachodniej.

- W tym roku finansowym na pewno znacząco przekroczymy liczbę 400 otwarć, negocjacje w sprawie najmu powierzchni jeszcze trwają, więc za wcześnie, by mówić o konkretnych liczbach. Kryzys jest dobrą okazją do zwiększania udziałów w rynku, co długoterminowo przynosi największą wartość akcjonariuszom, więc to jest dla nas priorytet- mówi Andy Bond.

Na poziomie LFL - czyli na tej samej powierzchni sprzedaży, co rok wcześniej - przychody całej Grupy Pepco w ostatnim kwartale wzrosły o 0,7 proc. To zasługa handlujących m.in. żywnością sklepów Poundland i Dealz, w których sprzedaż LFL skoczyła o 1,5 proc., bo w samych sklepach pod szyldem PEPCO, handlujących głównie tekstyliami - sprzedaż porównywalna ani drgnęła.

- Wynik na poziomie LFL nie jest słaby, jeśli weźmie się pod uwagę kontekst. Ceny w naszych sklepach muszą być na najniższym możliwym poziomie - zwłaszcza w warunkach wysokiej inflacji, gdy nasi klienci mają mniej pieniędzy do wydania niż rok wcześniej. Na to nałożyły się uciążliwe restrykcje covidowe - może w Polsce mniej dotkliwe niż rok wcześniej, ale np. w Rumunii, gdzie większość populacji jest niezaszczepiona, do sklepów można było wchodzić tylko z paszportem covidowym, co sprawiło, że ruch w nich był wyraźnie niższy - tłumaczy prezes Grupy Pepco.

Do tego dochodzą problemy z łańcuchem dostaw - istotne, bo tekstylia sprowadzane są głównie z Azji.

- W pierwszym kwartale odczuwaliśmy jeszcze zaburzenia w łańcuchu dostaw, mała część asortymentu świątecznego nie dotarła do nas na czas. Większość tych problemów jest już jednak za nami, pod koniec stycznia sytuacja powinna wrócić do normy. Presja na marże w takim otoczeniu jest wyraźna, ale radzimy sobie z tym dzięki oszczędnościom w zakresie kosztów zakupów, wynajmu i dystrybucji - mówi Andy Bond.

Podczas czwartkowej sesji na GPW kurs Pepco zareagował na wstępne dane finansowe negatywnie i spadał o ponad 3 proc. James Anstead z Barclaysa w notatce analitycznej wskazywał, że w sklepach pod szyldem Pepco oczekiwano dynamiki LFL na poziomie 5 proc., a tymczasem żadnego wzrostu nie było. Pozytywnie odebrał jednak to, że spółka nie zmieniła zdania w sprawie oczekiwanej w tym roku rentowności - a przy okazji publikacji wyników rocznych w grudniu jej przedstawiciele zapowiadali, że w kolejnym roku finansowym „zyski wzrosną w tempie porównywalnym do ostatnich lat".

„Spółka nie komentowała w nowy sposób perspektyw finansowych na ten rok obrotowy, ale nic w tym dziwnego, skoro oczekiwania ogłoszono w połowie grudnia. Pierwszy kwartał roku obrotowego jest typowo najważniejszy dla rocznego zysku (odpowiada za ponad jedną trzecią), pozytywną informacją jest więc to, że spółka pozostaje na ścieżce do osiągnięcia oczekiwanego wyniku" - pisze James Anstead, który utrzymał rekomendację „przeważaj" i cenę docelową na poziomie 55 zł za akcję.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane