Przyszły szef NBP z wysokimi kwalifikacjami, choć nie tak znany jak Balcerowicz

Polska Agencja Prasowa SA
opublikowano: 21-10-2005, 17:27

Osoby, które Lech Kaczyński widzi na stanowisku przyszłego szefa Narodowego Banku Polskiego (NBP), mają wysokie kwalifikacje naukowe i zawodowe, choć nie są tak znane jak Leszek Balcerowicz - powiedział PAP w piątek szef sztabu kandydata PiS na prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Zbigniew Ziobro.

Osoby, które Lech Kaczyński widzi na stanowisku przyszłego szefa Narodowego Banku Polskiego (NBP), mają wysokie kwalifikacje naukowe i zawodowe, choć nie są tak znane jak Leszek Balcerowicz - powiedział PAP w piątek szef sztabu kandydata PiS na prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Zbigniew Ziobro.

    Ziobro nie chciał jednak zdradzić nazwisk  kandydatów na przyszłego szefa NPB, ani środowisk, z których się wywodzą. Zapewnił, że są to osoby "z całą pewnością liczące się i rynki mogą być spokojne"

    Podczas telewizyjnej debaty prezydenckiej z Donaldem Tuskiem (PO), w czwartek, Lech Kaczyński powtórzył, że w styczniu 2007 r., kiedy skończy się kadencja obecnego szefa NBP, nie zaproponuje Leszkowi Balcerowiczowi pełnienia misji w następnych latach. Kaczyński ujawnił, że ma dwie kandydatury na to stanowisko, nie chciał jednak podać nazwisk.

    Wśród ekonomistów panuje przekonanie, że kandydaci na stanowisko przyszłego szefa NBP związani są ze środowiskiem b. współpracowników Kaczyńskiego, zarówno z czasów Porozumienia Centrum z początku lat 90., jak i czasu, gdy Kaczyński był szefem Najwyższej Izby Kontroli. Padają nazwiska osób związanych z Andrzejem Diakonowem i Wojciechem Jasińskim.

    Sam Jasiński, obecnie poseł PiS, w poprzedniej kadencji członek sejmowej komisji finansów, uważa za przedwczesne informowanie o nazwiskach branych pod uwagę przy typowaniu przyszłego szefa NBP. Jednak jego zdaniem powinien być to ekonomista (sam Jasiński jest prawnikiem - PAP).

    Pytany o środowisko, z jakiego miałby pochodzić przyszły szef banku centralnego, Jasiński powiedział, że jest to "środowisko antybalcerowiczowskie".

    "Uważamy, że Polska, dopóki może, powinna prowadzić własną politykę pieniężną. Nie ma przecież wspólnej polityki pieniężnej, która w równym stopniu będzie służyła wszystkim państwom Eurolandu. My się nie łudzimy, że polityka prowadzona przez Europejski Bank Centralny, będzie zgodna z interesami Polski" - powiedział poseł PiS.

    Jego zdaniem, dopóki istnieje możliwość, to Polska powinna wykorzystać politykę pieniężną jako element polskiej polityki gospodarczej. "W tak myślących środowiskach należy szukać przyszłego szefa NBP" - dodał Jasiński.

    Rafał Antczak z CASE, doradca ekonomiczny PO zauważa, że dopóki nie zmienimy prawa, w tym konstytucji, żaden prezes NBP nie będzie mógł prowadzić polityki, która jest niezgodna z celami precyzyjnie określonymi w zadaniach NBP.

    Do tego - jak zauważył - przystępując do UE, Polska zobowiązała się do przestrzegania niezależności banku centralnego, a w prawodawstwie unijnym ta niezależność jest ściśle określona. "Można próbować iść na  wojnę z UE, ale powstaje  pytanie, po co, bo to my jesteśmy petentami w UE, a nie odwrotnie" - dodał.

    Odnosząc się do stwierdzenia, że Polska powinna prowadzić własną politykę pieniężną, Antczak powiedział, że jest to "bardzo ciekawe spostrzeżenie".

  "Kraje które prowadzą własną politykę pieniężną, to np. USA, Chiny. Na drugim biegunie są kraje odcięte od rynków, takie jak Kuba, Białoruś, państwa afrykańskie. Przyznam, że nie rozumiem, co znaczy niezależna polityka pieniężna w sytuacji otwartych przepływów na rynku kapitałowym" powiedział ekspert CASE.

    Jego zdaniem założenia, które przedstawił Jasiński, są "słabe merytorycznie" i gdyby zostały realizowane, to będą bardzo szybko zweryfikowane przez rynek.

  Antczak uważa, że realizacja postulatów głoszonych np. przez Jasińskiego będzie oznaczała konkretne konsekwencje dla ludzi - wahania kursów, czy wyższe sumy spłat kredytów.  "W Polsce jest np. kilkaset tysięcy ludzi, którzy spłacają kredyty mieszkaniowe. Wziąwszy pod uwagę ich rodziny, to jest to potężna grupa, która na własnej skórze może odczuć efekty nierozsądnej polityki. Wtedy nastąpi błyskawiczna, choć bolesna edukacja ekonomiczna społeczeństwa - powiedział Antczak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Polska Agencja Prasowa SA

Polecane