Reklamacja zamiast krzyku

Zamiast korzystać z narzędzi, które już mają, frankowicze biernie czekają na superustawę. Takiej nie będzie.

Frankowicze oczekują rozwiązań, które bez konieczności podejmowania przez nich jakichkolwiek działań rozwiążą ich finansowe problemy. Nie jest to przejaw próżniactwa, lecz w dużej mierze niewiedzy — wynika z obserwacji Rzecznika Finansowego (RF) i Rzecznika Praw Obywatelskich (RPO). Takie wnioski pojawiły się w sprawozdaniu przedstawicieli tych instytucji po zakończeniu trwającego ponad rok roadshow po kraju. W spotkaniach uczestniczyło około 2,5 tys. posiadaczy kredytów walutowych.

Zobacz więcej

Adam Bodnar Grzegorz Kawecki

— W trakcie tych spotkań i bezpośrednich rozmów dostrzegliśmy, że istotnym problemem jest zrobienie pierwszego kroku w sporze z instytucją finansową, czyli przygotowanie reklamacji — mówi Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich.

Niewiedza i strach

Obawy klientów są różne — jedni nie wiedzą, jak sformułować pismo do banku, innych paraliżuje strach przed jego reakcją. Tymczasem reklamacja dotycząca zapisów umowy kredytowej, co do których kredytobiorca ma zastrzeżenia, powinna być pierwszym krokiem, jaki powinien zrobić w swojej sprawie frankowicz. Na odpowiedź bank ma 30 dni. Warto podkreślić, że odrzucona reklamacja nie zamyka furtki do walki o swoje prawa, wręcz przeciwnie — otwiera kolejne.

Jedna z nich prowadzi do Rzecznika Finansowego, instytucji, która może na przykład udzielić porady prawnej czy poprowadzić mediację na drodze do polubownego rozwiązania sporu na linii klient — bank. Dlaczego frankowicze nie składają reklamacji? Zdaniem rzecznika finansowego, brakuje odpowiedniej wiedzy i edukacji. Po szkoleniach dla posiadaczy kredytów walutowych, które przeprowadzono w trakcie ostatniego roku, liczba wniosków o pomoc do rzecznika wzrosła trzykrotnie — z 727 w 2016 r. do 2325 w 2017 r.

Polityczne obietnice

W instruowaniu frankowiczów o tym, jak dochodzić swoich praw, nie pomagają również obietnice składane przez polityków. Od czarnego czwartku (15 stycznia 2015 r.), czyli od momentu, kiedy kurs franka szwajcarskiego znacznie umocnił się względem innych walut (wzrósł o kilkanaście procent), a rata kredytu mocno zdrożała, średnio co sześć miesięcy pojawiała się obietnica ustawowego rozwiązania problemu kredytobiorców walutowych. Zamiast szukać dróg egzekwowania swoich praw, frankowicze czekają więc na kompleksową ustawę, która zdejmie z nich problem wysokich kosztów kredytów spowodowanych różnicą kursową. Takie rozwiązanie jednak nie nadejdzie, gdyż problem kredytobiorców walutowych jest złożony — w umowach pojawiło się wiele niedozwolonych zapisów, co uniemożliwia rozwiązanie go jednym aktem prawnym.

Kurs i klauzule

Nastoje frankowiczów podgrzewa bądź studzi skaczący kurs szwajcarskiej waluty. Aleksandra Wiktorow, rzecznik finansowy, podkreśla, że problem może przycichnąć, ale sam nie zniknie.

— Przeciętny kredytobiorca identyfikuje głównie problem wzrostu salda zadłużenia, wynikający ze stosowania mechanizmu indeksowania lub denominowania kredytu do waluty obcej. Tymczasem te umowy zawierają inne postanowienia powodujące, że klienci płacą wyższe raty, niż powinni, a które można uznać za abuzywne, czyli niedozwolone postanowienia umowne — wyjaśnia rzecznik finansowy. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Wysota

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Reklamacja zamiast krzyku