Szefowie drugiego banku
w Wielkiej Brytanii biją się
w piersi i nie dowierzają.
Po raz pierwszy od 40 lat
stracili pieniądze.
Kryzys na rynku nieruchomości w USA nadal zbiera żniwo. Jego ostatnią ofiarą jest Royal Bank of Scotland Group (RBS), drugi pod względem wielkości bank na Wyspach Brytyjskich. Z powodu odpisania 11,4 mld USD zanotował w pierwszej połowie roku 1,33 mld USD straty.
Rekord na minusie
To pierwszy wynik poniżej kreski od 40 lat, czyli od momentu gdy bank jest notowany na londyńskiej giełdzie. Dla porównania, przed rokiem miał 6,9 mld USD zysku.
Informacja nie wystraszyła jednak giełdowych graczy, a kurs zwyżkował nawet o 3 proc. Powód? Wynik, choć na minusie, okazał się lepszy, niż prognozowali analitycy (2,3-3,3 mld USD straty).
Pocieszaniem akcjonariuszy zajął się również szef banku, który zapowiedział poprawę wyników.
— Zrobimy wszystko, aby strata na taką skalę nigdy się nie powtórzyła — zapewniał Fred Goodwin, prezes RBS.
Zawinił Holender
Największy wpływ na ujemny wynik miały nieudane inwestycje holenderskiego banku ABN Amro, który został wchłonięty przez konsorcjum banków, m.in. RBS, w ubiegłym roku. Zdaniem analityków, gdyby nie jego odpisy związane z amerykańskim rynkiem nieruchomości, zyski byłyby większe, bo pozostałe działy radzą sobie dobrze.
Aby ratować finanse, bank chce wprowadzić plan restrukturyzacyjny, m.in. zwiększyć kapitał. Zdaniem anonimowych źródeł zbliżonych do RBS, uzyska to dzięki sprzedaży części aktywów. Na początek pod młotek ma pójść brytyjski dział ubezpieczeń. RBS chce za niego ponad 13 mld USD.
Prowadzone są również rozmowy o sprzedaży działów papierów wartościowych w Australii i Nowej Zelandii, które trafiły do portfela RBS po przejęciu ABN Amro.
Informacje częściowo potwierdza Tom McKillop, szef rady brytyjskiego banku, który zaznacza, że rozważa sprzedaż niektórych aktywów, jeśli oferowana cena będzie atrakcyjna.
— W grę nie wchodzi jednak dział ubezpieczeń — ucina Tom McKillop.