Rok wielkiej obfitości na rynkach finansowych

Krzysztof Kolany
opublikowano: 01-01-2020, 22:00

Po inwestycyjnie słabym roku 2018 kolejny przyniósł inwestorom solidne stopy zwrotu na (prawie) wszystkich rynkach. Globalnie w górę szły akcje, zyskiwały obligacje, podrożało złoto i surowce, umocnił się dolar. Wszystko dzięki przestawieniu monetarnej wajchy

Przez cały rok rynki finansowe żyły w niepewności generowanej przez wojnę handlową prezydenta Donalda Trumpa. Gospodarz Białego Domu najpierw obiecywał „wielki deal” z Państwem Środka, potem obłożył chiński import drakońskimi cłami, a w grudniu ogłosił „fazę pierwszą” długo wyczekiwanej umowy z Chinami. Na razie treść tego częściowego porozumienia handlowego wciąż nie jest publicznie znana i nie została podpisana przez władze USA i ChRL.

Drugim ważnym tematem inwestycyjnym 2019 r. była wolta największych banków centralnych. Jeszcze 12 miesięcy temu amerykańska Rezerwa Federalna dokonała czwartej w roku podwyżki stóp procentowych i zapowiadała dwie kolejne na rok 2019. A przewodniczący Jerome Powell powiedział, że program redukcji sumy bilansowej (QT) pozostaje na „autopilocie”. Rynkowi tak się to nie spodobało, że gwałtowną przeceną akcji postanowił wymusić na Fedzie zmianę polityki monetarnej.

Na kolejnych posiedzeniach kierownictwo Fedu zaczęło odcinać się od planów normalizacji polityki pieniężnej. Aż wreszcie w lipcu Jerome Powell i spółka definitywnie skapitulowali przed połączonymi siłami lobby finansowego i prezydenta Donalda Trumpa, który publicznie i bezpardonowo żądał od banku centralnego USA niższych (a najlepiej ujemnych) stóp procentowych oraz wznowienia QE. Donald Trump dopiął swego. W lipcu Fed dokonał pierwszej od 2008 r. obniżki stóp procentowych. W kolejnych miesiącach dorzucił dwie kolejne i we wrześniu zakończył QT — by już w październiku powrócić do QE, w ramach którego wpompował w rynek finansowy około 400 mld USD.

Polityka monetarna została też poluzowania po naszej stronie Atlantyku. Ustępujący prezes Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi zdołał przeforsować wznowienie QE i pogłębienie ujemnych stóp procentowych. We wrześniu mocno podzielona Rada Prezesów EBC zadecydowała o obniżeniu stopy depozytowej z -0,40 do -0,50 proc. i wznowieniu programu skupu obligacji w skali 20 mld EUR miesięcznie.

Hulaj indeks, QT nie ma

W ciągu ostatnich 12 miesięcy nastąpiła diametralna zmiana w globalnej polityce monetarnej. Najważniejsze banki centralne porzuciły nieśmiałe próby normalizacji polityki pieniężnej. Inwestorzy uświadomili sobie, że powrót do przedkryzysowych stóp procentowych i przykręcenie kurka z łatwym pieniądzem stało się praktycznie niewykonalne. Przynajmniej bez całkowitej demolki systemu finansowego i poważnej recesji w gospodarce. A skoro tak, to szybko powrócono do strategii inwestycyjnych tak popularnych przed rokiem 2018. Czyli kupowania wszystkiego, co się da, bez oglądania się na momentami absurdalnie wysokie wyceny, jakimi charakteryzowały się amerykańskie akcje (ze średnim C/Z rzędu 24) czy niemieckie obligacje 10-letnie z ujemną rentownością.

Chętnie kupowano też dług korporacyjny z ratingiem śmieciowym przynoszący odsetki niewiele wyższe od papierów skarbowych. W takich to nastrojach światowi inwestorzy skończyli rok 2019. Pozostawmy na boku kwestię, czy taki stan rzeczy jest do utrzymania na dłuższą metę. Przyjrzyjmy się wynikom, które w mijającym roku rynek dostarczył inwestorom. Amerykańskie akcje rozumiane jako indeks S&P500 dały zarobić ponad 28 proc. To lepiej niż dobrze i najlepiej od sześciu lat. Jeśli ktoś nie stracił wiary w „generałów hossy” spod szyldu FAANG (Facebook, Apple, Amazon, Netflix, Google), to w 2019 r. zarobił 40 proc. Napędzany „fangami” NASDAQ zyskał niemal 35 proc. Czy było w tym roku coś lepszego niż „fangi”? Owszem, było. Wszystkich na głowę pobił rynek grecki, gdzie indeks Athex wzrósł o prawie 49 proc.

Rosyjski RTS dał zarobić 44 proc., a rumuński BET 34 proc. Pomimo jednego z najsilniejszych krachów w historii (-38 proc. w jeden sierpniowy dzień) argentyński Merval do końca roku osiągnął imponującą (przynajmniej nominalnie) stopę zwrotu w wysokości 32 proc. Podobną jak jego brazylijski sąsiad Bovespa (+32 proc.) i nowozelandzki NZ50 (+31 proc.). Niemal połowa z 60 najważniejszych światowych indeksów urosła o ponad 20 proc.. A tylko siedem z 60 indeksów kończyło rok 2019 pod kreską. Wśród nich także nasz WIG20.

Nie tylko Ameryka

Hossa na rynkach akcji była globalna i nie objęła tylko kilku rynków. Europejski indeks Stoxx600 poszedł w górę o blisko 25 proc., niewiele ustępując na tym polu indeksowi S&P500. Akcje na rynkach wschodzących (reprezentowane przez iShares MSCI Emerging Markets ETF) dały zarobić ponad 15 proc., wypadając wyraźnie słabiej od rynków rozwiniętych, lecz zarazem wyraźnie lepiej niż rok wcześniej. Całkiem niezłą stopę zwrotu (8,1 proc.) osiągnęły amerykańskie obligacje skarbowe, co inwestorzy zawdzięczają obniżkom stóp w Rezerwie Federalnej. Ekspansywna polityka banków centralnych przysłużyła się cenom złota, które w ujęciu dolarowym podniosły się o 18 proc. Ceny surowców mierzone indeksem CRB wzrosły o 8,6 proc. po spadku o 12,4 proc. rok wcześniej. Wbrew wszelkim prognozom sprzed roku doszło do umocnienia dolara względem koszyka walut wymienialnych. Indeks dolara podniósł się o 1,6 proc. po wzroście o 4,3 proc. w roku poprzednim.

Słaby jak WIG20

Wśród najsłabszych giełdowych indeksów świata znalazł się niestety WIG20, który ze stratą niemal 5,5 proc. uplasował się na czwartym miejscu od końca. Gorzej wypadły jedynie indeksy w Chinach (B-Shares stracił 7 proc.), w Chile (-7,4 proc.) oraz na Ukrainie (-12 proc.). Tak słaba postawa polskich blue chipów jest w dominującym stopniu „zasługą” osiągnięć spółek kontrolowanych przez skarb państwa. Akcje JSW przeceniono o 66 proc., Aliora o 46 proc., PGNiG o 36 proc., Tauronu o 25 proc., PGE o 20 proc., a Orlenu o 18 proc. Ze stajni skarbu państwa nad kreską utrzymał się tylko KGHM (+7,5 proc.). W sektorze prywatnym klasą samą dla siebie były papiery CD Projektu, które po zwyżce o 93 proc. ustanowiły historyczne maksimum. Dobrze dały zarobić walory telekomów. W przypadku Playa było to 72 proc., a Orange’a Polska 47 proc. O niemal połowę podrożały akcje Dino, zaś akcjonariusze Cyfrowego Polsatu wzbogacili się o niemal 28 proc. Widać więc, że WIG20 był indeksem trzech prędkości: zapaści w szeroko pojętej energetyce, słabości banków i sile spółek informatyczno-telekomunikacyjnych.

Identyczne tendencje były widoczne na szerokim rynku. Wśród indeksów sektorowych brylowały gry (+87 proc.), informatyka (+39 proc.), telekomunikacja (+39 proc.) i nieruchomości (+29 proc.). Po prawie 20 proc. w dół poszły indeksy energetyki i branży paliwowej. Honoru warszawskiego parkietu broniły spółki mniejsze. Po fatalnym roku 2018 (-28 proc.) sWIG80 urósł o przeszło 12 proc. Nawet taki wynik globalnie plasowałby nasze giełdowe „maluchy” w dolnej części indeksowej tabeli. Nie wspominając już o mWIG-u 40 — w skali roku nie zmienił wartości.

Na co postawili Polacy

Podobnie jak w poprzednich latach fundusze akcji nie należały do ulubieńców polskich inwestorów. Według danych serwisu analizy.pl listopad 2019 r. był 22. miesiącem z rzędu (!), w którym odnotowano odpływ pieniędzy z funduszy akcyjnych. Zakończyła się za to 23-miesięczna seria przewagi umorzeń w funduszach absolutnej stopy zwrotu. Polacy w dalszym ciągu wybierali fundusze dłużne, zachęceni dobrymi osiągnięciami tego segmentu w otoczeniu rekordowo niskich rentowności polskich papierów skarbowych. Inwestycyjnym hitem mijającego roku w Polsce były nieruchomości oraz nieco już zapomniane detaliczne obligacje skarbowe. W desperackiej próbie obrony oszczędności przed spadkiem siły nabywczej pieniądza Polacy rzucili się na 4-letnie obligacje indeksowane inflacją CPI. Od czerwca sprzedaż detalicznych obligacji skarbowych biła historyczne rekordy, utrzymując się powyżej 1,5 mld zł miesięcznie. Za prawie połowę tych kwot odpowiadały właśnie „antyinflacyjne” papiery 4-letnie. Wszystkie „papierowe” aktywa zostały jednak zdeklasowane przez nieruchomości.

Kupowanie mieszkań stało się nowym sportem narodowym Polaków. Kto miał jakieś większe oszczędności, tego represja monetarna (czyli oprocentowanie lokat niższe od inflacji) wyganiała na rynek mieszkaniowy. Nieruchomości kupowali inwestorzy (zwłaszcza ci początkujący) oraz kredyciarze. Tych ostatnich tylko przez pierwsze 11 miesięcy 2019 r. przybyło niemal 220 tys. Polacy zadłużyli się na dodatkowe 60 mld zł, aby kupować rekordowo drogie mieszkania. A banki prześcigały się w maksymalnej wysokości proponowanego długu, oferując wysokokwotowe kredyty (nawet do 880 tys. zł) rodzinom o przeciętnych dochodach (zarabiającym dwie średnie krajowe pensje). Rekordowa podaż kredytu mieszkaniowego nawet przy rekordowej aktywności deweloperów musiała odbić się na cenach. Stawki ofertowe w Katowicach, Krakowie i Gdańsku poszły w górę o blisko 20 proc. W Warszawie, Szczecinie i Wrocławiu był to wzrost o około 15 proc.

W której ćwiartce jesteśmy?

Problem z rokiem 2019 jest taki, że wyłamał się on z klasycznego cyklu rotacji aktywów. Akcje zyskiwały, choć globalnie wzrost gospodarczy wyraźnie osłabł. Światowy przemysł znalazł się w recesji, która szczególnie ostro objawiła się w Niemczech, co uderzyło w całą strefę euro. Mimo to ceny surowców poszły w górę. Pomimo trzech obniżek stóp procentowych w Fedzie dolar zyskał względem innych głównych walut. W strefie euro tempo wzrostu produktu krajowego brutto wyhamowało z przeszło 2 do 1,2 proc. Bardziej odporna okazała się gospodarka Stanów Zjednoczonych, gdzie zannualizowana dynamika PKB obniżyła się z przeszło 3 do około 2 proc. Ożywiła się za to gospodarka Japonii, gdzie tempo wzrostu PKB przeszło z wartości ujemnych do 1,7 proc. w III kwartale. Gospodarka Chin hamowała zgodnie z linią partii, do 6 proc. rocznie, co jest najniższym wynikiem od 27 lat. Ostrego spowolnienia doświadczyły Indie, gdzie dynamika PKB zjechała z 8 do 4,5 proc. Dawniej szybko rosnąca gospodarka Brazylii po zapaści z lat 2014-16 rosła w tempie 1-1,5 proc. Nierewelacyjny wzrost — poniżej 2 proc. rocznie — zaobserwowaliśmy też w „surowcowych” gospodarkach Rosji, Kanady i Australii. Rok 2019 stał więc pod znakiem wyraźnego spowolnienia wzrostu gospodarczego na świecie. Równocześnie w krajach rozwiniętych malała inflacja cenowa.

Tylko w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie wskaźniki CPI utrzymały się powyżej 2 proc. W strefie euro statystyczny wzrost cen obniżył się z niemal 2 do 1 proc. w skali roku. W Japonii wzrost kosztów życia rośnie o mniej niż 1 proc. rocznie. Za to inflacja cenowa wyraźnie przyspieszyła w wielu krajach rozwijających się. W Argentynie przekracza 50 proc., w Pakistanie czy Nigerii sięga 12 proc., w Turcji wynosi ponad 10 proc., w Indiach 5,5 proc., a w Chinach za sprawą galopujących cen wieprzowiny sięgnęła 4,8 proc. Na tym tle polska CPI mogąca w styczniu przekroczyć 3 proc. jawi się jako standard w naszym segmencie rynkowym. Jeśli jednak ograniczymy się do krajów zrzeszonych w OECD, to trendy makroekonomiczne są dość wyraźne. Malejącemu wzrostowi gospodarczemu towarzyszy malejąca inflacja cenowa. Oznacza to, że gospodarki rozwinięte w 2019 r. znalazły się w fazie dezinflacyjnego spowolnienia gospodarczego. A to daje nadzieję, że w roku 2020 przejdziemy do fazy dezinflacyjnego ożywienia, co historycznie sprzyjało wzrostowi cen akcji.

Ale rynki wschodzące w tym cyklu są wyraźnie opóźnione. W Polsce czy w Chinach wciąż mamy do czynienia z inflacyjną fazą spowolnienia gospodarczego i wszelkie prognozy każą się spodziewać kontynuacji tego trendu przynajmniej w następnym półroczu. Reasumując, inwestycyjnie bardzo udany rok 2019 rozbudził oczekiwania globalnych inwestorów, którzy kończą rok w szampańskich nastrojach. Wydaje się, że światowe rynki akcji w znacznej mierze zdyskontowały oczekiwania na nadejście ożywienia gospodarczego. Lecz rynki wschodzące (w tym Polska) są mocno opóźnione w tym cyklu. Równocześnie największe banki centralne pozbawiły się antykryzysowej „amunicji” , rzucając wszystkie odwody w odpowiedzi na dość łagodne pogorszenie koniunktury gospodarczej obserwowane w 2018 r. Kombinacja niskiego wzrostu, bardzo niskich stóp procentowych i mocno wyśrubowanych wycen zarówno akcji, jak i obligacji na dojrzałych rynkach finansowych stanowi niebezpieczną mieszankę inwestycyjną.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Kolany

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu