Ropa i indeksy USA wyznaczą kierunek

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 2008-07-02 00:00

Pierwsza sesja nowego kwartału i zarazem półrocza brutalnie obeszła się nadziejami na przełamanie złej passy, która w czerwcu doprowadziła do dwucyfrowej przeceny warszawskich indeksów. Napędzające spadkowy trend nastroje są obecnie tak silne, że chyba tylko wydarzenie dorównujące rangą marcowej interwencji Rezerwy Federalnej byłoby w stanie radykalnie zmienić układ sił na rynku.

Nie widać niestety oznak, by plagi nękające rynki akcji miały wkrótce ustąpić. Niezdecydowanie amerykańskiego banku centralnego osłabia dolara, co zwiększa spekulacyjny popyt na surowce. Jak bumerang wraca także plotka o rzekomo szykowanym uderzeniu Izraela na irańskie instalacje nuklearne. Również plotki o kiepskiej sytuacji niektórych banków zniechęcają do kupowania akcji spółek finansowych. Coraz bliższy początek sezonu publikacji kwartalnych raportów spędza sen z powiek.

Spadkowa fala bez trudu pociągnęła wczoraj warszawski rynek na nowe roczne minimum. Na GPW wraz z końcem kwartału skończyła się także determinacja do utrzymywania indeksu blue chipów w rejonie 2600 pkt, a WIG20 do zaledwie 100 pkt zmniejszył dystans dzielący go od szczytu zakończonej w roku 2000 poprzedniej hossy.

Mimo przeceny blue chipy wypadły najlepiej. Największa w tym zasługa TP, która trzymała się nad kreską dzięki podniesieniu rekomendacji dla Deutsche Telecom i France Telecom. Był to jednak rodzynek, choć KGHM i Pekao niewiele zabrakło do sukcesu. Gdyby nie 2,5-procentowy spadek kursu PKN, indeks poniósłby mniejszą stratę niż końcowe 1,26 proc.

Ten wynik nie oddaje jednak dramatyzmu sesji, podczas której Wig20 tracił niemal 2 proc., a straty indeksów mWIG40 i sWIG80 sięgały 3 proc. Przez cały dzień inwestorzy siedzieli jak na szpilkach, obserwując, czy cena ropy pobije poniedziałkowy rekord. Końcówka sesji przyniosła nieznaczne odreagowanie dzięki nieco lepszym danym makroekonomicznym z USA, ale trudno na tej podstawie mówić o trwalszej zmianie nastrojów.

Mimo dużej nerwowości obroty nie wzrosły i wyniosły 1,1 mld zł. Niemal 75 proc. spółek spadło, a indeksy szerokiego rynku znowu zostały zdziesiątkowane. Dramatyczne były losy spółek Leszka Czarneckiego, posądzonego o współpracę z SB. Inwestorom puściły nerwy i pod koniec sesji Getin można było kupić o 6,5 proc. taniej, a LCC i Noble Bank straciły odpowiednio 9 i 8 proc.

Co dalej?

Za późno na panikę

Warszawscy gracze wyraźnie nie wytrzymali zewnętrznego ciśnienia i poddali się niemal bez walki. Trzeba jednak mieć na uwadze, że indeks S&P500 nie przebił jeszcze marcowego dołka i nie warto ulegać emocjom być może w pobliżu lokalnego dna koniunktury. Obserwacja notowań ropy i amerykańskich indeksów da odpowiedź, w którą stronę podążą w najbliższym czasie kursy warszawskich spółek.

Włodzimierz Uniszewski