Rower inspiruje biznesmenów

Karol Jedliński
28-09-2008, 17:33

Dwa kółka wkręcają — biznesmenów, aktorów, polityków. Na siodełku odpoczywają, analizują, planują. Cieszą się. Bo to nie zajęcie dla melancholijnych.

Dziadostwo! A przecież dwukołowiec marki Siedel Naumann był prawie nowy! Vaclav Klement, księgarz z Mlada Boleslav, wściekł się. Upragniony, niemiecki rower w rzeczywistości był do kitu!

To Czech musi zrobić porządny rower — zawyrokował. Wciągnął do współpracy biegłego w technice kolegę. Produkowali bicykle. Potem motocykle. Wreszcie znaleźli inwestora, z którym rozkręcili samochodową markę Skoda.

Wspomnień czar

Jaki z tego morał? Rower, nawet psujący się, pozostaje znakomitą inspiracją. Wie coś o tym założyciel Apple’a, Steve Jobs, uznający rower za jeden z najgenialniejszych wynalazków. Policzył nawet, jak wydajnie poruszają się najbardziej rozwinięte ssaki. Ludzie, jako biegacze, nie wypadli najlepiej. Gdy jednak dołożyć człowiekowi rower, dystansuje gepardy, konie i delfiny.

Dla Einsteina pojazd napędzany pedałami był prostą przekładnią życia.

— Życie jest jak jazda na rowerze, by utrzymać równowagę, musisz się poruszać — stwierdził noblista po jednej z przejażdżek.

Są tacy, dla których rower to ważna część codzienności. Leszek Waliszewski, twórca sukcesu Delphi w Polsce, szef polskich fabryk firmy Borg Automotive, zapytany kiedyś o wspomnienia z wczesnej młodości, wyjawił:

— Miałem 18 lat, gdy kupiłem stary rower i pojechaliśmy z kolegą na pierwszą wyprawę. Potem zwiedziłem rowerem prawie wszystkie europejskie kraje socjalistyczne.

Dziś menedżerów jego klasy widuje się raczej w luksusowych limuzynach. Tadeusz Gołębiewski, właściciel m.in. sieci hoteli Gołębiewski, lubi się zaś fotografować na tle swego helikoptera. Czasy, gdy na leciwym rowerze rozwoził tobołki z ciasteczkami, może co najwyżej powspominać. Bo drogi w okolicach Radzymina, którymi regularnie kursował, nadal często ogląda. Ale z góry.

Nowa tapeta w lesie

Rower dał zarobić także Piotrowi Bielińskiemu, prezesowi giełdowej spółki  Action. W podstawówce jeździł do Pionek — po płyty i kasety.

— Na początku woziliśmy ze wspólnikiem towar na rowerach — wspomina swój pierwszy biznes.

Jacek Murawski, szef polskiego oddziału Della, 1 listopada obejmie prezesurę w polskim oddziale Microsoftu. Decyzję podjął na siodełku.

— Byłem nad morzem, gdy ważyły się kwestie nowej pracy. Jeździłem od Władysławowa aż po Hel i rozgryzałem "za i przeciw" — twierdzi.

Przy trybie jego pracy i życia kilka dwudziestokilometrowych pętli tygodniowo, które robi po lesie, są jak znalazł. Można go spotkać rano w lasach warszawskiego Bemowa. Taka przejażdżka — zakończona rozciąganiem mięśni — poprawia krążenie, sylwetkę, no i nie przeciąża kręgosłupa.

— Wstaję po cichu, mam wszystko naszykowane — i jadę! Odpoczywam. Las, zieleń to taka inna tapeta. Tam łapię dystans do spraw okołobiurowych. Gdy szukam chwil samotności, znajduję je na rowerze — przyznaje.

Jacek Murawski nie wie, kto wygrał ostatnią Vueltę. Nie ma wypasionego sprzętu. Ale ma potrzebę.

Paweł Olechnowicz, prezes  Lotosu, na wyprawy rowerowe zabiera syna. Za młodu marzył o triumfie w Wyścigu Pokoju, dziś — jeśli obowiązki pozwalają — śmiga góralem po Beskidzie Śląskim. Na łeb na szyję. Podjazd na szczyt Szyndzielni? Nie ma sprawy!

Dariusz Miłek, prezes i twórca sukcesu  CCC, został wierny peletonowi, sponsoruje profesjonalny kolarski team. Swego czasu ścigał się na serio. Teraz — dla zabawy.

Wszystkich zapalonych rowerzystów łączy jedno. Nie, nie zaawansowane technologicznie "górale", lecz wyrzuty sumienia, gdy łańcuch zaczyna się kurzyć…

Wyścig Kerry versus Bush

Dwukołowe cacka to domena gwiazd i gwiazdeczek, zakochanych nie aż tak bardzo w rowerze, lecz w swoim lustrzanym odbiciu. Na tym tle wyróżnia się muzyk Robin Williams — imponującą kolekcją rowerów i regularnymi treningami z samym Lancem Armstrongiem. Jeździł za nim na Tour de France — i nawet zaśpiewali w duecie.

W pojedynkę, po alejach wzdłuż plaż Kalifornii, lubi pedałować aktor Pierce Brosnan. Wyprawy Jona Bon Jovi, Madonny, Paula McCartneya czy Jennifer Ainston to w dużym stopniu kwestie ekologiczno-wizerunkowe. Choć na pewno też radosne. Rower nie pasuje do melancholii — mawiają wszak Amerykanie.

Politycy? Wychodzą z założenia, że w siodełku łatwiej utrzymać stołek. Ale niektórzy, jak prezydent George W. Bush, bicykl pokochali. Choć trochę z przymusu.

— Uwielbiam jogging, jednak lekarze powiedzieli, że kolano tego nie wytrzyma. Zalecili operację albo rower — tłumaczy gospodarz Białego Domu.

Parę razy przeleciał przez ramę, raz przy okazji poturbował policjanta. Ma konkurenta. John Kerry za kierownicą ultralekkiego "górala" nie ustępuje podobno Bushowi.

Londyńscy stróże prawa — "bobbies" — mają innego ulubieńca na dwóch kółkach. To Vivienne Westwood, projektantka mody — od ponad trzech dekad na topie. Nigdy nie wraca do domu tą samą drogą i zwykle w koszu umocowanym na kierownicy wiezie Alexandrię, ulubionego foksteriera. Chyba o takiej jeździe myślał J.F. Kennedy, gdy mówił:

— Pedałujesz i czujesz tętno 150, jedziesz 15 mil na godzinę. Pochłaniasz krajobraz. Jesteś sam. Szmer ulicy zostawiasz za plecami.

Ładnie rzekł. I w dodatku — prawdę. l

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Rower inspiruje biznesmenów