Państwo chce jesienią sprzedać 60-65 proc. akcji GPW, ale zachowując przynajmniej 50-procentowy udział w głosach na walnym. Zdaniem byłego szefa giełdy, trudno to nazwać prywatyzacją. Przypomina, że gdy GPW uruchamiano 17 lat temu, miała zostać sprywatyzowana w ciągu dwóch lat.
Rozłucki jest zwolennikiem chronienia GPW przed wrogim przejęciem, ale uważa, że giełda nie powinna jako pierwsza testować proponowanego przez ministerstwo skarbu pomysłu sprzedaży akcji niemych (bez głosu na WZA, 25-35 proc. kapitału, mają zostać sprzedane w ofercie publicznej). Zdaniem byłego szefa parkietu, posiadacze takich papierów powinni mieć przynajmniej prawo do wyboru przedstawicieli do rady nadzorczej.
31-36 proc. akcji GPW trafić ma do instytucji finansowych. Wiesław Rozłucki uważa, że akcje GPW powinny zostać zaoferowane także spółkom na niej notowanym.