Czytasz dzięki

Rynki grają pod zmianę w Białym Domu

Inwestorzy dopiero zaczęli uwzględniać w cenach zwycięstwo Joe Bidena w wyborach prezydenckich w USA, oceniają specjaliści towarzystwa Schroders

Na trzy miesiące przed planowanym terminem wyborów prezydenckich perspektywy gospodarcze za oceanem są wyjątkowo niepewne. Napięcia na linii Waszyngton- Pekin nasilają się, bezrobocie rośnie, zaufanie konsumentów jest wyjątkowo słabe, a w lipcu poprawa w danych gospodarczych wyhamowała. USA pozostają daleko w tyle za Europą, jeśli chodzi o znoszenie ograniczeń związanych z pandemią COVID-19.

— Druga fala zakażeń wzbiera na sile, a choć dotąd związana z nią śmiertelność jest niższa niż w poprzedniej, to nie wiadomo, czy taka sytuacja się utrzyma — zauważa Keith Wade, główny ekonomista Schrodersa, który wziął udział w prezentacji dla mediów.

Zmiana faworyta

Kongres dotąd nie zdołał dojść do pełnego porozumienia w sprawie dalszego kształtu wsparcia koniunktury, a dotychczasowe wsparcie płynące do gospodarki wbrew intencjom powiększa tylko oszczędności, co tworzy presję deflacyjną. Nadzieje inwestorów na ożywienie w kształcie litery „V” mogą okazać się przesadnie optymistyczne, ocenia specjalista. Według niego bardziej prawdopodobny jest wariant „U”, a jeśli w okresie jesienno- -zimowym dojdzie do dalszej eskalacji zachorowań, to nawet „W”, oznaczający nawrót recesji.

— Zaliczamy się do obozu oczekującego nasilenia się tendencji deflacyjnych w ciągu najbliższych dwóch lat. Już w czwartym kwartale impuls do ożywienia może wygasnąć zupełnie, a do tego czasu PKB nie wróci do wartości sprzed kryzysu — ostrzega Keith Wade.

Nietrudno zgadnąć, że taka kondycja największej gospodarki świata, a zwłaszcza tamtejszego rynku pracy, to duże utrudnienie przy ubieganiu się urzędującego prezydenta o reelekcję. To rywal Donalda Trumpa, Joe Biden, powoli wyrasta na faworyta wyścigu do Białego Domu, a jego zwycięstwo zaczęli uwzględniać w cenach akcji.

— Widać to po umacnianiu się spółek z branży odnawialnych źródeł energii, na którą nacisk kładzie Joe Biden. Tymczasem przedstawiciele branży naftowej, której sprzyja polityka Donalda Trumpa, nie uczestniczą w zwyżkach, nawet mimo odbicia cen ropy — komentuje Bob Kaynor, odpowiedzialny w Schrodersie za akcje małych i średnich spółek amerykańskich.

Wyniki najnowszych sondaży wskazują na wyraźne prowadzenie demokraty. Co ważniejsze, Joe Biden prowadzi w większości tzw. chwiejnych stanów, w których głosowanie jest kluczowe dla wyniku wyborów. Na demokratę wskazują też modele oparte na danych makroekonomicznych i wynikach sondaży zaufania, które służą za przybliżenie wpływu pozaekonomicznych czynników mających wpływ na decyzje wyborcze.

— Te modele wskazują na dość wysoką porażkę urzędującego prezydenta, zgodnie z nimi otrzymałby on zaledwie43-procentowe poparcie — zauważa Piya Sachdeva, ekonomistka Schrodersa.

Choć w poprzednich wyborach niekorzystne dla Donalda Trumpa sondaże okazały się nietrafne, to tym razem różnica jest bardziej znacząca. Na jego niekorzyść działa większe zaangażowanie czarnoskórych wyborów, mobilizowanych przez ruch Black Lives Matter. Zwycięstwo republikanina byłoby możliwe tylko przy przyjęciu dość odważnych założeń, konkluduje specjalistka.

Nie taki Biden straszny

Zdaniem Seana Markowicza, stratega Schrodersa, zwycięstwo Joe Bidena jest uważane przez inwestorów za niekorzystny czynnik dla rynków akcji, jednak taki osąd może okazać się przedwczesny. Demokraci rzeczywiście są zwolennikami wyższych podatków i większej regulacji, co wpłynęłoby negatywnie na zyski amerykańskich spółek, jednak wpływ polityki jest bardziej złożony.

Specjalista przyznaje, że zmiana lokatora Białego Domu mogłaby oznaczać pogorszenie koniunktury w krótkim terminie. Badanie stóp zwrotu z amerykańskiego rynku akcji za ostatnie 87 lat wskazuje, że trzy ostatnie miesiące przed wyborami stały pod znakiem spadku indeksów, jeśli potem w wyborach reprezentant partii rządzącej przegrywał.

— Działo się tak niezależnie od przynależności partyjnej zwycięskiego kandydata. To może wskazywać, że inwestorzy cenią sobie przede wszystkim przewidywalność i nie lubią zmian — komentuje Sean Markowicz.

Zwykle indeksy spadały wyraźnie bardziej, jeśli w perspektywie była porażka urzędującego republikańskiego prezydenta. Jednak w dłuższym okresie realne stopy zwrotu nie wykazywały dużej zależności od tego, przedstawiciel której partii sprawował prezydenturę. Indeksy zza oceanu wręcz notowały większe zwyżki za kadencji demokratycznych prezydentów (realne stopy zwrotu sięgały 10 proc. rocznie przy 7 proc. za kadencji demokratów).

— Jeśli jednak z porównań wyłączyć przypadające na boom gospodarczy lat 90. i okres po jego załamaniu prezydentury Billa Clintona i George’a W. Busha, to różnice praktycznie znikają. Każda z partii może być uznana za bardziej lub mniej sprzyjającą koniunkturze na rynku akcji — zauważa Sean Markowicz.

Zagrożone biotechnologie

Dlatego jego zdaniem kluczowa jest obserwacja konkretnych posunięć kolejnej administracji i ich wpływu na rynek. Specjalista wyróżnia trzy możliwe scenariusze. Reelekcja Donalda Trumpa będzie oznaczać utrzymanie obniżonych podatków dla przedsiębiorstw, deregulację gospodarki, dalszą eskalację napięć w stosunkach z Chinami oraz tarcia na linii USA-UE.

— W takim scenariuszu podzielony kongres uniemożliwiłby Donaldowi Trumpowi przeforsowanie poważniejszych projektów ustawodawczych, a to oznaczałoby status quo. Na deregulacji najbardziej zyskałyby spółki naftowe i banki, a napięcia handlowe uniemożliwiłyby większe zwyżki na rynkach akcji spoza USA — wylicza Sean Markowicz. Znacznie mniej korzystny dla rynków akcji byłby scenariusz zwycięstwa Joe Bidena przy jednoczesnym uzyskaniu przez demokratów kontroli nad obiema izbami parlamentu. Oznaczałoby to podwyżkę podatku od zysków przedsiębiorstw do 28 proc. (odpowiadałoby to zniesieniu połowy obniżki podatków przeprowadzonej przez Donalda Trumpa w 2017 r.).

Podwyżka podatków zmniejszyłaby zyski spółek z indeksu S&P500 o 8 proc. i doprowadziłaby do odpływu kapitału z amerykańskiego na inne globalne rynki akcji. Utrzymana zostałaby twarda polityki wobec Chin, ale przy poprawie stosunków z partnerami z Europy i Azji największymi przegranymi byłyby sektory technologiczny i medyczny.

— Spółki technologiczne, w tym Apple, Amazon, Google czy Facebook, zostałyby objęte ściślejszym nadzorem regulacyjnym, a ewentualne wprowadzenie kontroli cen leków zagroziłoby załamaniem koniunktury w branży biotechnologicznej — zapowiada Sean Markowicz.

Trzecim scenariuszem byłoby zwycięstwo Joe Bidena, ale przy utrzymaniu przez republikanów kontroli nad Senatem. To zdaniem specjalisty najkorzystniejszy dla amerykańskiego oraz globalnych rynków akcji rozwój wydarzeń. Zmiana w Białym Domu umożliwiłaby złagodzenie napięć handlowych, jednak planowane przez demokratę podwyżki podatków nie mogłyby wejść w życie, podsumowuje strateg Schrodersa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane