Czytasz dzięki

Ryzyko wiecznej stymulacji

opublikowano: 11-05-2020, 22:00

Bank centralny robi to, co powinien — w kryzysie dostarcza pieniądz tym, którzy go najbardziej potrzebują. Istnieje jednak ryzyko, że ten mechanizm będzie wykorzystywany niezgodnie z pierwotnym celem — ostrzega Mikołaj Raczyński, dyrektor ds. zarządzania funduszami w Noble Funds TFI

„PB”: Polski Fundusz Rozwoju (PFR) i Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) emitują obligacje, skupują je z rynku banki komercyjne, a także NBP. Czy polskiego programu luzowania ilościowego nie dało się skonstruować prościej?

Mikołaj Raczyński: Zdecydowała polityka. Nasze lokalne limity zadłużenia, czyli próg 55 proc. zapisany w ustawie o finansach publicznych oraz 60 proc. w konstytucji, nie uwzględniają obligacji PFR czy BGK. Gdyby tych limitów nie było lub nie byłoby ryzyka zbliżenia się do nich, program luzowania wyglądałby tak jak gdzie indziej: to skarb państwa emitowałby obligacje w celu sfinansowania pakietów pomocowych. Tymczasem aby uniknąć batalii w parlamencie i dyskusji na temat narastającego długu, zdecydowano się wydzielić finansowanie programów do podmiotów okołobudżetowych. Ma to wpływ na zarządzanie długiem. Przykładowo: w zeszłym miesiącu praktycznie w ogóle nie było emisji zwykłych obligacji skarbowych głównie po to, by zrobić trochę miejsca na rynku dla emisji PFR. W przypadku tych emisji za plecami stoi NBP, który jest gotów każdy z tych instrumentów odkupić na bardzo dużą skalę od ich nabywców, czyli dzisiaj banków. Jest tu pewien istotny niuans: instytucje finansowe nie płacą podatku bankowego od nabytych obligacji skarbowych, natomiast od obligacji PFR i BGK taki podatek już płacą. Stąd też ich wyższa rentowność w stosunku do obligacji skarbu państwa.

Czyli sektor bankowy został poniekąd zmuszony do nabywania papierów obciążonych podatkiem?

Trochę nie miał wyjścia, bo te środki i tak by do niego trafiły. Przyznawane przez PFR pieniądze trafiają przecież na depozyty przedsiębiorstw, które są trzymane w tych samych bankach. Jeżeli dany bank nie zdecyduje się za nie nabyć obligacji, będzie musiał ulokować swoją nadpłynność w NBP, co po pierwsze — jest opodatkowane, a po drugie — zostawiając je w NBP w postaci bonów skarbowych czy depozytu, traci podwójnie, bo oprocentowanie tych instrumentów jest bliskie zeru.

b960cf00-66b9-11ea-bc55-0242ac130003
Zdrowy Biznes
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
Zdrowy Biznes
autor: Katarzyna Latek
Wysyłany nieregularnie
Katarzyna Latek
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Czy polskie QE zmienia rolę NBP w systemie?

Mamy szczęście, że inne banki centralne już ćwiczyły takie operacje w przeszłości i jest się na czym wzorować. Największe ryzyko dla NBP i Rady Polityki Pieniężnej ma naturę polityczną. Nie jest wykluczone, że bank centralny będzie uwikłany w tego typu operacje w przyszłości, gdy one nie będą już potrzebne. W sytuacji, w której wyparowuje 30 proc. popytu w gospodarce, bank centralny jest właśnie tą instytucją, która może szybko zareagować i wesprzeć koniunkturę. Ale co będzie, jeśli za kilka kwartałów lub lat wyjdziemy na prostą, powrócimy do nieco bardziej normalnego funkcjonowania, a politycy powiedzą: „wtedy znaleźliście 200 mld zł, to teraz może znajdziecie kolejne 200, bo przydałoby się podreperować system ochrony zdrowia i wypłacić kolejne zasiłki”?

Jaki może być limit zaangażowania NBP w zapewnianiu płynności firmom?

To ciągle pytanie natury teoretycznej i koncepcyjnej. Wiele zależy od tego, jak będzie się zachowywać gospodarka, bo limity na takie działania są dwa. Jeden to inflacja wygenerowana w kraju. Przez dosypywanie pieniądza obywatelom i firmom robi go się więcej. Pojawia się inflacja. Drugi limit tkwi w odpowiedzi na pytanie, jak duże osłabienie naszej waluty jesteśmy w stanie zaakceptować. Złoty nie jest przecież walutą rezerwową i w przypadku zwiększenia jego podaży nie każdy będzie go chciał kupować i gromadzić. Jest jednak jeszcze zbyt wcześnie, by stwierdzić, czy złotego jest zbyt dużo. Znaki zapytania i pierwsze przeszkody pojawią się, gdy zaczniemy wychodzić z kryzysu. Wtedy zbyt duża ilość pieniądza i zbyt niskie stopy procentowe mogą prowadzić do nierównowagi w polityce monetarnej.

Wywiad jest skróconym zapisem rozmowy z odcinka podcastu „Puls Biznesu do słuchania” pt. „Kulisy wykuwania tarczy finansowej”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Sołtys

Polecane