Według obliczeń opublikowanych przez włoski dziennik Il Messaggero różnej maści centurioni, rzymscy legioniści czy przebrani gladiatorzy potrafią na pozowaniu z turystami zarobić 300-400 EUR dziennie. Z ich zarobku nie ma jednak żadnej korzyści miasto, na popularności którego zyskują, bowiem w całości jest to działalność nieautoryzowana przez władze Rzymu.

Dotąd nie było żadnego przepisu, pozwalającego policji lub karabinierom interweniować w przypadku przyłapania na pobieraniu opłaty od turystów. Jednak nowy burmistrz Rzymu Francesco Paolo Tronca zamierza to zmienić. Proponowany przez niego przepis ma zakazać jakiejkolwiek nieautoryzowanej działalności zarobkowej wykonywanej nie tylko przez "przebierańców", ale też przez ulicznych muzyków czy artystów.
Magazyn zauważa, że w większości podrabiani gladiatorzy czy legioniści są zorganizowaną grupą i wykorzystują naiwność turystów pragnących mieć jakąś pamiątkę z Rzymu. Najpierw zagadują przybysza, wciągając go w niewinną pogadankę i proponując wspólne zdjęcie na tle zabytku, najczęściej Koloseum. Dopiero, gdy turysta już wyciągnie telefon lub aparat i uwieczni siebie na zdjęciu z gladiatorem - ten żąda od niego opłaty, najczęściej 20-50 EUR. Niektórzy się targują, ale większość spełnia żądanie winą za pozostały niesmak obarczając administrację Wiecznego Miasta.
Władze deklarowały walkę z procederem już w 2012 r., ale na obietnicach się skończyło i - jak zauważa magazyn Il Messaggero - dziś jest gorzej niż kiedykolwiek.
