Samozatrudnieni zarobią więcej

opublikowano: 04-12-2018, 22:00

Etat nie jest już wymarzoną formą zatrudnienia — przynajmniej w IT. Tym bardziej, że kontrakty B2B bardziej im się opłacają

Według różnych szacunków na polskim rynku pracy brakuje aż 50 tys. specjalistów z branży IT. Natomiast w Europie — nawet 800 tys. Nic więc dziwnego, że eksperci od technologii informacyjnych są kuszeni przez pracodawców dobrze płatnymi stanowiskami z bogatymi pakietami benefitów. Mimo to istnieje spora grupa osób, która świadomie rezygnuje z takich intratnych propozycji. Co za tym idzie — coraz częściej można spotkać się z opinią, że pracownicy IT są roszczeniowi. W ich obronie staje Łukasz Bajsarowicz, szkoleniowiec i programista specjalizujący się w PHP i Magento.

Tomasz Zwierzchoń, Bernard van der Esch i Łukasz Bajsarowicz —
szkoleniowcy i programiści — w kwestii samozatrudnienia są jednomyślni. Mimo że
oznacza ona konieczność skupienia na sprawach formalnych, takich jak np.,
przekonują, że własna firma stwarza dużo większe możliwości rozwoju.
Zobacz więcej

REALIZOWAĆ SIEBIE:

Tomasz Zwierzchoń, Bernard van der Esch i Łukasz Bajsarowicz — szkoleniowcy i programiści — w kwestii samozatrudnienia są jednomyślni. Mimo że oznacza ona konieczność skupienia na sprawach formalnych, takich jak np., przekonują, że własna firma stwarza dużo większe możliwości rozwoju. Fot. Marek Wiśniewski

— Niedawno w pewnej firmie pojawiło się sporo krytycznych komentarzy na temat usług concierge dla pracowników IT. Oceniano to głównie jako przejaw fanaberii programistów. Jednak gdyby ktoś zaoferował mi wsparcie asystenta, który w moim imieniu zająłby się np. rejestracją na konferencję, zabukowaniem hotelu czy przedłużeniem biletu miesięcznego — oznaczałoby to oszczędność minimum dwóch godzin dziennie, które mogę poświęcić na rozwój czy programowanie — komentuje Łukasz Bajsarowicz.

Jego zdaniem to ogromne wsparcie. Ekspert tłumaczy, że w przypadku pracownika umysłowego możemy mieć do czynienia z tzw. wyczerpaniem decyzyjnym. Im więcej postanowień w ciągu dnia podejmuje, tym bardziej jest zmęczony. Jeśli natomiast tych decyzji będzie mniej — zyskają na wartości.

— Właśnie dlatego Steve Jobs chodził zawsze w identycznym stroju, a Mark Zuckerberg poszedł w jego ślady. Jeśli firmy oferują wsparcie w zakresie „zdjęcia z głowy” kilku spraw, zdecydowanie zwiększa to komfort pracy — twierdzi Łukasz Bajsarowicz.

Według Bernarda van der Escha, szkoleniowca i programisty związanego z PHP i Magento, inwestycja w ułatwienie pracownikom godzenia życia zawodowego z prywatnym jest opłacalna, bo przekłada się na ich wydajność. Jednak, jego zdaniem, dodatki pozapłacowe też trzeba oferować z głową.

— Zamiast stanąć z problemem twarzą w twarz, pracodawcy często starają się rozwiązać go za pomocą pieniędzy. Zdarza się też, że pakiet benefitów jest wykorzystywany nie jako narzędzie motywacji, tylko kontroli. Optymalizując koszty firmy, sprawdzają np. czy dana osoba wykorzystuje kartę sportową. Jeśli nie — jej koszt jest potrącany z pensji. A przecież, jeśli programista musi zamknąć projekt, co w najbardziej krytycznych momentach może wiązać się z większą liczbą godzin, motywowanie go w ten sposób przyczyni się do osiągnięcia efektu odwrotnego od zamierzonego — opowiada Bernard van der Esch.

— Istnieją też odgórnie wprowadzane benefity, których odbiór nie jest jednoznaczny — np. wymuszane imprezy integracyjne dla skłóconych zespołów. Takie wydarzenia, dopóki problem leżący u podstaw nie zostanie rozwiązany, nie jednoczą ludzi — dodaje Łukasz Bajsarowicz.

Warto zauważyć, że problem związany z brakiem programistów jest związany z zatrudnianiem niewłaściwych osób.

— W branży IT możemy wyróżnić dwie grupy — wyrobników i osoby kreatywne. Jeżeli mówimy o brakach czy rotacji programistów na rynku, często wynikają one to z tego, że firmy nie są w stanie rozdzielić tych dwóch grup. Mając potrzebę zatrudniania ludzi tylko do utrzymywania danych, decydują się na osoby kreatywne. Tacy programiści, nie robiąc nic, w czym by się realizowali, szybko decydują się na odejście i założenie firmy — tłumaczy Łukasz Bajsarowicz.

B2B się opłaca

Coraz częstszą formą współpracy między specjalistami z branży IT a firmami jest kontraktowanie usług, czyli praca dla klienta na zasadzie B2B (ang. bussiness-to-bussiness). Programista świadczy wówczas swoje usługi jako jednoosobowa firma. Według „Raportu płacowego Hays” z 2018 r. motywacją dla informatyków do pracy na takiej podstawie jest przede wszystkim atrakcyjniejsze wynagrodzenie (68 proc. wskazań), elastyczność (59 proc.) i możliwość pracy zdalnej (42 proc.). Według Łukasza Bajsarowicza temat samozatrudnienia w IT jest drażliwy, bo w wielu przypadkach nie jest to de facto sposób pracy, a rozliczenia. Kontrakt B2B w wielu przypadkach po prostu bardziej się opłaca. Przykładowo, jeśli pracodawca oferuje 8 tys. zł netto pensji lub 12 tys. zł netto „na fakturze”, to przy drugiej opcji — po odliczeniu wszystkich składek i podatków — do kieszeni programisty trafia ok. 9,5 tys. zł.

Jak tłumaczy Magdalena Koźlak, księgowa z firmy Tax Care, wysokie zarobki w IT sprawiają, że pracownicy szybko wchodzą w drugi próg podatkowy. W efekcie od części dochodów muszą zapłacić podatek dochodowy w wysokości 32 proc. zamiast 18 proc.

— To wtedy najczęściej podejmują decyzję o przejściu na samozatrudnienie i opodatkowaniu dochodów uzyskiwanych z jednoosobowej działalności podatkiem liniowym 19 proc. — komentuje Magdalena Koźlak.

Jej zdaniem progiem opłacalności założenia własnej działalności gospodarczej są dochody rzędu 10-12 tys. zł brutto miesięcznie.

— Oczywiście im wyższe wynagrodzenie, tym bardziej opłaca się przejść na samozatrudnienie i rozliczać na ryczałcie lub podatku liniowym. Przykładowo przy kwocie 25 tys. zł brutto miesięcznie na umowie o pracę, przy tych samych kosztach pracodawcy, programista zarobi w ciągu roku 197 957,76 zł. Prowadząc własną działalność na podatku liniowym, zyska 85 646,10 zł brutto rocznie więcej, natomiast w przypadku ryczałtu — aż o 93 123,56 zł brutto — wylicza Magdalena Koźlak.

— W moim przypadku decyzja była spowodowana głównie pieniędzmi. Jednak jednoosobowa działalność i kontraktowy tryb pracy pozwala mi też na większą elastyczność. Mogę po prostu szybciej reagować na zmiany. Własna firma pozwala też na budowanie marki osobistej, co według mnie jest zaletą. Tym bardziej, że tworzę ją, dzieląc się doświadczeniami i wiedzą, m.in. jako szkoleniowiec. Lubię, jak wielu innych programistów, pracować z osobami kompetentnymi i dlatego staram się pomagać innym zdobyć odpowiednie umiejętności — komentuje Tomasz Zwierzchoń, szkoleniowiec i programista specjalizujący się m.in. w językach JavaScript, PHP i Python.

Uwaga na kontrakt

Firmy, które są zainteresowane współpracą z programistami na zasadach B2B, powinny, zdaniem Bernarda van der Escha, postawić przede wszystkim na oferowanie interesujących, angażujących zleceń.

— Zdecydowana większość osób szuka firm i projektów, które są ciekawe, nawet jeśli oznacza to mniejsze zarobki — najważniejsze dla mnie jest to, by po dniu pracy poczuć się spełnionym. Poza warunkami finansowymi najbardziej interesują mnie warunki pracy — to, czy projekt jest rozwijający, i ile czasu spędzimy na rzeczywistym programowaniu, a nie na sprawach, które nie są dla nas interesujące — opowiada Bernard van der Esch.

— Podejmując decyzję o uczestnictwie w projekcie patrzę m.in. na to, czego mogę się nauczyć, jaki będę miał wpływ na projekt od strony zarządzania i wyboru technologii. Istotna jest atmosfera. Szukam miejsc, w których obowiązuje kultura wymiany wiedzy. Lubię dzielić się swoimi doświadczeniami i tego samego oczekuję od innych — dodaje Tomasz Zwierzchoń.

Osobom, które chciałyby założyć własną działalność IT, programiści radzą, aby przy podpisywaniu kontraktu zwracały uwagę m.in. na jak najdokładniejsze opisanie wymagań zleceniodawcy i swoich praw. Zasady tego typu umowy w żaden sposób nie chronią bowiem wykonawców w przypadkach losowych, dlatego ten aspekt warto zabezpieczyć na własną rękę.

— Trzeba też wiedzieć, komu zaufać — wolne dni, a także stawki za innego typu absencje, często są ustalane na zasadach „gentlemen’s agrement”. Niestety, większość zleceniodawców w praktyce stosuje zasadę „co nie jest zapisane, tego nie ma” — zauważa Bernard van der Esch.

Według Łukasza Bajsarowicza duże znaczenie mają zapisy o zasadach poufności. Ważne, aby nie dać się zamknąć w ramy zapisu o zakazie konkurencji w zakresie działalności tego samego typu. Dlaczego?

— Jeśli jesteś osobą kreatywną, w pewnym momencie stworzysz koncepcję, która może przerodzić się np. w start-up. Okazuje się, że twój kontrakt zabrania ci takiej działalności i nagle trafiasz w ślepy zaułek. Prędzej czy później zrywasz kontrakt, aby realizować siebie. A to umożliwia zwykle tylko własna firma — podsumowuje Łukasz Bajsarowicz.

Sprawdź program warsztatu "ROI w HR", 10.01.2019, Warszawa >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paulina Kostro

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

IT

Puls Biznesu

Gospodarka / Samozatrudnieni zarobią więcej