Saudyjski debiut pomoże "starej gospodarce"

Wejście na giełdę Saudi Aramco, zamiast wyssać kapitał ze wschodzących rynków akcji, może okazać się dla nich pozytywnym sygnałem.

Wielkie IPO często wypadały w przełomowych momentach dla rynku i niewykluczone, że podobnie będzie również tym razem. Na przykład w 2011 r., kiedy szczyt osiągała hossa na rynkach surowców, na rynek wszedł światowy gigant wydobywczy Glencore, a w Polsce JSW. Może to wynikać z tego, że powodzenie wielkich debiutów możliwe jest tylko przy wyjątkowo entuzjastycznych nastrojach inwestorów. Według komentatora finansowego Johna Stepeka debiut Saudi Aramco może świadczyć o kapitulacji, ale po drugiej stronie rynku, i dlatego wyznaczyć dołek na rynkach od wielu lat niepopularnych aktywów związanych ze „starą gospodarką”, której ropa może być jednym z symboli.

Zgodnie z jego rozumowaniem saudyjskie władze, które liczyły na uzyskanie przez Saudi Aramco wyceny rzędu 2 bln USD, po wielu nieudanych próbach debiutu zaakceptują IPO na jakichkolwiek warunkach (najniższe wyceny mówią o zaledwie 1 bln USD), byleby tylko rozpocząć drogę do przestawiania gospodarki w stronę nowych technologii. Pośród wizji końca epoki ropy Saudyjczycy postrzegają Saudi Aramco jako lokatę skazaną w długim terminie na utratę wartości. Wiele wskazuje, że postanowili zacząć ją spieniężać bez względu na cenę, by zainwestować w inne aktywa, w tym globalne spółki wzrostowe i technologiczne.

„Niezależnie od tego, czy to rozsądne czy nie, oni właśnie porzucają strategię inwestowania w wartość na rzecz strategii inwestowania we wzrost. Akceptują fatalne warunki, by tylko rozpocząć proces pozbywania się lokaty, co do której obawiają się, że wkrótce stanie się bezwartościowa. Jak dla mnie brzmi to jakby rynek osiągał dno, jak sygnał, że nastawienie do długoterminowych perspektyw sektora naftowego jest tak złe, że już gorsze być nie może” — zauważa John Stepek, autor newslettera Money Morning.

Rywalizacja o względy

O tym natomiast, że debiut będącego najbardziej dochodową spółką świata saudyjskiego giganta będzie miał ograniczony wpływ na akcje z globalnego sektora naftowego i z rynków wschodzących, przekonani są specjaliści banku Sanford C. Bernstein. W sektorze naftowym ucierpieć mogą głównie emitenci, którzy podobnie jak Saudi Aramco kontrolowani są przez rządy, zwłaszcza z krajów rozwijających się. Takie spółki notowane są z dyskontem, a teraz może ono się pogłębić. Pod presją mogłyby się znaleźć także spółki naftowe o niższej od przeciętnej stopie dywidendy.

„Im wyższa będzie stopa dywidendy (czyli im niższa cena), tym większe ryzyko odpływów kapitału ze spółek naftowych” — oceniają specjaliści Sanford C. Bernstein.

Przy wycenie 1,5 bln USD stopa dywidendy sięgnęłaby 5 proc., przy średniej dla spółek naftowych z rynków dojrzałych i rozwijających się sięgającej odpowiednio 5,7 proc. oraz 6,2 proc. Wówczas na odpływy narażone mogłyby być jedynie spółki o najniższej stopie dywidendy, jak PetroChina czy PetroBras. Jeśli jednak wycena wyniosłaby 1,0 bln USD, stopa dywidendy sięgnęłaby 7,5 proc., a to wywarłoby presję na spółki ze wszystkich segmentów globalnego sektora naftowego, w tym mogących pochwalić się stosunkowo wysokimi stopami premii z zysku emitentów europejskich.

c3b39424-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Problem free floatu

Wpływ gigantycznego IPO na inne rynki będące w orbicie zainteresowań tych samych inwestorów ograniczy fakt, że Saudyjczycy zrezygnowali z kwotowaniaSaudi Aramco na innych rynkach, a sam free float będzie stosunkowo niewielki. Rząd liczy, że akcje w dużej części obejmą zamożni inwestorzy krajowi, a według Sanforda C. Bernsteina spośród inwestorów globalnych zainteresowanie wykażą głównie państwowe fundusze majątkowe i inwestorzy strategiczni, tacy jak chińskie państwowe przedsiębiorstwa naftowe.

Sektor naftowy, piętnowany m.in. ze względów ekologicznych, od lat jest w niełasce inwestorów, o czym świadczy fakt że jego udział w amerykańskim indeksie S&P500 spadł do zaledwie 5 proc., choć na szczycie sprzed dekady wynosił 13 proc. Spółki spoza sektora naftowego, zwłaszcza te z rynków wschodzących (do których wciąż zaliczana jest Polska) teoretycznie mogą również ucierpieć, a to dlatego, że może dojść do odpływów kapitału zarządzanego w sposób pasywny — wynika z raportu Sanforda C. Bernsteina. Michał Sopiel, analityk Santandera, ostrzegał, że debiut Saudi Aramco będzie oznaczał spadek udziału polskich akcji w indeksie MSCI Emerging Markets.

Wartość kapitału, który z polskich spółek wycofać mogłyby oparte na nim biernie zarządzane fundusze, oszacował nawet na 70- 180 mln zł. Obawy o skutki dla polskiego rynku akcji mogą być jednak przesadzone. Według najnowszych informacji oferta ma opiewać jedynie na 2 proc. akcji, a przy założeniu wyceny sięgającej 1,5 bln USD byłaby warta 30 mld USD. To więcej od wartości dotychczas rekordowego pod tym względem debiutu Alibaba Group z 2014 r. (25 mld USD). Jednak taki free float dałby saudyjskiemu gigantowi dopiero trzeci pod względem wielkości (po Alibabie i Tencencie) udział w indeksie MSCI EM — około 0,55 proc.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu