Serce bije mi szybciej na myśl o samolotach

Robert Rybarczyk
opublikowano: 2024-04-30 20:00
zaktualizowano: 2024-04-30 17:48

Zobaczyć malowniczy widok: pasy startowe lotniska w Los Angeles o poranku. Wybrać się w podróż dookoła świata. Zostać pasażerem Airbusa A380. Czy wreszcie polecieć w najdłuższy, 18,5-godzinny rejs z Singapuru do Nowego Jorku. Wojciech Gułaj, dyrektor warszawskiego oddziału firmy logistycznej DSV, jest skrzydlatym romantykiem.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Podróże, własne mieszkanie, rozwijanie pasji. O tym – i w takiej kolejności – marzą młodzi Polacy. Tak ustaliła na początku tego roku agencja badawcza SW Research. Badanie miało na celu zidentyfikowanie najważniejszych marzeń. Okazało się, że 75 proc. przedstawicieli pokolenia Z i 67 proc. milenialsów marzy o podróżach. Dobre zdrowie i piękny wygląd są na piątym miejscu, zaś dzieci i ślub na 13. i ostatnim, 15. miejscu. Dla młodych ludzi ślub jest obecnie passe, za to podróże i pasje... to co innego.

Okazuje się, że istnieje pasja pełna sprzeczności. Wybierana przez ludzi aktywnych, a jednocześnie preferujących leżenie i podziwianie.

– Najchętniej o poranku, z kubkiem gorącej kawy, kiedy mogę się odciąć od codzienności i uporządkować myśli. Ryk potężnych silników nie przeszkadza mi w medytacji. Planespotting to dla mnie coś więcej niż obserwowanie lądowań i startów samolotów. Ta pasja pozwala mi się wyciszyć, zwłaszcza w trudnych momentach i przywrócić równowagę. Punkty obserwacyjne to dla mnie oazy spokoju. Chciałbym zdementować mit, że planespotting przekłada się na ból karku od zadzierania głowy. Samoloty można obserwować z pozycji leżącej – zapewnia Wojciech Gułaj, dyrektor warszawskiego oddziału DSV – Global Transport and Logistics.

Drugi pilot

O statkach powietrznych mówi: cuda inżynierii.

– Korzystam z aplikacji do śledzenia rozmów: wieża kontroli lotów – pilot samolotu, także podczas jazdy samochodem. Bardzo mnie to odpręża. Szczególnie często ich słuchałem, kiedy starałem się o licencję pilota – mówi Wojciech Gułaj.

W 2016 r. zapisał się w tym celu do LOT Flight Academy. Przyszli piloci i pilotki muszą przejść w Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej rygorystyczne badania, daleko wykraczające poza standardową diagnostykę medycyny pracy.

– Miałem wtedy okazję poznać pilotów i pilotki polskich sił powietrznych. W pamięć zapadła mi szczególnie jedna pani oficer. Nie zapomnę, jaki szacunek dla jej postawy, merytoryki i doświadczenia okazywali żołnierze i cały personel wojskowy. Mam nadzieję, że kiedyś powstanie „Top Gun”, ale z pilotkami takimi jak ta pani oficer – mówi menedżer.

Ukończył pierwszą część kursu – zdał 16 egzaminów weryfikujących wiedzę teoretyczną przyszłego pilota. Na tym etapie zrozumiał, że musi wybierać. Nie może być jednocześnie logistykiem i pilotem, bo wiązało się to z koniecznością wylatania określonej liczby godzin. Pracując, nie miał na to czasu. Zwyciężyła logistyka.

W 2024 r. Wojciech Gułaj został dyrektorem warszawskiego biura DSV. Wciąż jednak ląduje w kokpicie – jako drugi pilot. Towarzyszy kolegom i koleżankom, którzy muszą wylatać godziny, by zdobyć uprawnienia. Zamiast licencji pilota zdobył świadectwo kwalifikacji operatora drona. Robi nim zdjęcia samolotów, ale zastrzega, że nigdy w okolicach lotniska, co mogłoby być niebezpieczne.

Praca pozwala mu na częste podróże. Zaraz po wylądowaniu w nowym miejscu gugluje lokalizacje punktów obserwacyjnych polecanych przez lokalną społeczność spotterów. Obserwował już o poranku samoloty w Londynie, Frankfurcie, Monachium, Denver, Hongkongu, Atlancie. Szczególnie bliskie jego sercu jest jednak Okęcie. Jego ulubiony punkt obserwacyjny znajduje się przy ul. Wirażowej.

Top Gun

„Film „Top Gun” z Tomem Cruise’em w roli pilota to apoteoza młodości. (…) Manewry wojskowe jako uwodzenie i uwodzenie w formie militarnych manewrów. Jedno przenika się z drugim, dodając romantycznej aury tej opowieści o elitarnej szkole dla pilotów” – recenzuje magazyn „Vogue Polska”.

– Ogromny wpływ wywarł na mnie pewien film – „Top Gun”, a jakże. Dla wielu pokoleń miłośników lotnictwa był punktem zero. Marzenie udało mi się spełnić w wieku lat 20. Wtedy miałem możliwość wyjazdu do USA. Spektakularna przygoda. Z Warszawy do Paryża polecieliśmy Airbusem A319. Finalny etap, do Atlanty, odbył się ikoną lotnictwa, Boeingiem 747 Jumbo Jet. Jakby tego było mało, w drodze powrotnej podwyższono nam klasę biletów z ekonomicznej do biznes, więc miałem okazję podróżować w słynnym garbie [górny pokład samolotu – red.]. Jedyny zgrzyt to brak miejsca przy oknie podczas lotu z Europy do Ameryki. Siedziałem w połowie odległości między dwoma oknami, przez co nie miałem dostępu do widoków – wspomina dyrektor w DSV.

Planespotting poleca każdemu, kto czuje szybsze uderzenie serca na myśl o lotnictwie. By zacząć, potrzebne są czas i lotnisko. Nie trzeba się zapisywać na kursy, do stowarzyszeń czy inwestować w drogi sprzęt. Warto zapoznać się z przepisami dotyczącymi bezpieczeństwa żeglugi powietrznej, by nie stworzyć zagrożenia. Najpiękniejsze według niego w lotniczej pasji jest to, że można z niej wiele czerpać, np. obserwować procesy, które doprowadzają do startu i lądowania, zobaczyć ulubiony model samolotu, zrobić wysokiej jakości zdjęcia obiektu.

W społeczności spottersów jest też duże zrozumienie dla osób, które preferują pogrążanie się w samotnej obserwacji, jak i tych, dla których ważne jest przeżywanie emocji z innymi entuzjastami.

Każdemu, kto chciałby się przekonać, czy obserwacja samolotów go zainteresuje, Wojciech Gułaj poleca sprawdzenie w Google rekomendacji miejsc obserwacyjnych w okolicy. Potem ściągnięcie aplikacji Flight Radar, dzięki której można w czasie rzeczywistym śledzić ruch samolotów i dowiedzieć się, czy konkretnego dnia jest szansa na spotkanie wybranej maszyny. Ci, którzy już przesiąkli tą pasją, korzystają z aplikacji LiveATC, za pośrednictwem której można śledzić komunikację między pilotami i wieżą kontroli lotów.

– Każdy start i lądowanie to rezultat działania setek osób – pilotów, obsługi pokładowej, personelu naziemnego lotniska, mechaników, wieży kontroli… Ich praca, precyzyjna jak najlepszy szwajcarski zegarek, umożliwia te widoki. To przykład tego, co ludzie mogą tworzyć dzięki dobrej organizacji. Jako logistyk często się zastanawiam, jaki ładunek znajduje się w przestrzeniach cargo obserwowanej maszyny – może towary naszego klienta. Czy w boeingu, który leci do Dubaju, znajduje się ładunek insuliny, a może świeżych borówek z województwa warmińsko-mazurskiego. Może na Okęciu właśnie wylądowały airbusy z awaryjną dostawą podzespołów automotive, dzięki którym jakaś fabryka gdzieś w Polsce uniknie przestojów w produkcji… – mówi Wojciech Gułaj.

Barberski bootcamp

Okazuje się, że maszyny latające, to nie jedyna pasja szefa DSV. Pociąga go też... barbering.

– Pojawił się w moim życiu, kiedy podjąłem decyzję o zamknięciu ścieżki do zdobycia licencji pilota. Ze wspólnikiem, którego poznałem, gdy korzystałem z jego usług barberskich, rozwinęliśmy pierwszą w Polsce akademię barberingu. Choć bród zawodowo nie golę, z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że każdego miesiąca tysiące mężczyzn zyskują piękną, zadbaną brodę lub fryzurę, korzystając z usług absolwentów i absolwentek stworzonej przez nas akademii – twierdzi menedżer.

W Warszawskiej Szkole Barberingu odpowiadał za stronę biznesową, układanie strategii produktowej, finansowej, marketingowej. Wprowadzili na rynek formułę barberskiego bootcampu, w którym kursanci mogli zweryfikować, czy ich marzenia o zawodzie pokrywają się z realiami.

Przygoda z barberingiem pozwoliła Wojciechowi Gułajowi lepiej zrozumieć potrzeby klientów i przedsiębiorców. Nauczyła go też, że osobista, dostosowana do odbiorcy komunikacja może wpłynąć na rezultat finansowy jego działań. Stara się to przekazać członkom swojego zespołu. Od aktywnego słuchania zaczyna się przecież każda relacja biznesowa i w logistyce podobnie jak w barberingu nie istnieją rozwiązania dobre dla wszystkich. Każdy człowiek i każdy transportowany towar mają unikatowe właściwości. Rolą logistyka jest je odkryć, zrozumieć i zaproponować skrojone na miarę rozwiązanie.

– Odpowiadam za 80-osobowy zespół, który zajmuje się transportem morskim i lotniczym. Pomagam jego członkom w weryfikacji planów logistycznych, które tworzą dla klientów, i wskazuję im ścieżki, które mają się przyczynić do rozwoju ich kompetencji twardych i miękkich – mówi ekspert.

Na skraju przepaści

Szef DSV ma głowę wypełnioną marzeniami: zobaczyć malowniczy widok pasów startowych lotniska w Los Angeles o poranku i odwiedzić mekkę spotterów, port lotniczy Princess Juliana w holenderskiej części wyspy Sint Maarten. Planespottersi z plaży Maho śledzą niezwykle niskie lądowanie największych maszyn.

– Na Sint Maarten jeszcze nie byłem. Widok w takich miejscach jest naprawdę imponujący. Chciałbym też odwiedzić Courchevel we francuskich Alpach. Proszę sobie wyobrazić lotnisko, którego pas kończy się niemal na skraju przepaści… – kończy Wojciech Gułaj.