Skrzynki na pomysły

Cisza, spokój i rosnące zatrudnienie. Gdy Scott Newman szukał w Krakowie miejsca dla State Street Banku, nie spodziewał się, że dekadę później firmie będą potrzebne aż cztery biura.

Scott Newman przyjechał do stolicy Małopolski 10 lat temu. Na rok. Miał tylko uruchomić oddział.

— Trochę się to jednak przedłużyło, a Polska stała się dla nas najważniejszym centrum regionu Europy, Środkowego Wschodu i Afryki — wspomina dyrektor zarządzający State Street Banku w Polsce. Firma tak się rozrosła, że jesienią zyska w Krakowie czwarty adres. Jednocześnie powiększa swoją gdańską siedzibę.

Z widokiem na Wisłę

Na ulicę Podgórską w Krakowie State Street Bank zawitał w 2009 r. Z kilku tysięcy zatrudnionych w Polsce tysiąc pracuje właśnie pod tym adresem. To nowoczesny, szklany biurowiec tuż przy galerii handlowej.

— Kraków wydawał się nam na tyle atrakcyjny, żeby skusić ludzi do przenosin. Byliśmy przekonani, że znajdziemy w Polsce bardzo dobrze wykwalifikowanych pracowników. Ta szczegółowa wiedza teoretyczna, za którą polski system edukacji jest nieraz krytykowany, była nam potrzebna — twierdzi Scott Newman. Strategiczne decyzje zapadają najczęściej w jego gabinecie i salce konferencyjnej. Z okien obu pomieszczeń roztacza się widok na rzekę.

— Wprowadzaliśmy się tu w roku, w którym Wisła wylała. Dla podmiotu działającego na danych i wokół nich to był moment próby. Na szczęście byliśmy bezpieczni. Powódź nie była aż tak silna, a my zadbaliśmy o wszelkie zabezpieczenia — przeciwpożarowe, zapas wody i innych mediów. Agregatory pozwolą nam pracować bez prądu przez trzy dni z włączoną klimatyzacją, a po odcięciu jakiegoś kabla dochodzącego do budynku, np. w wyniku prac drogowych, automatycznie jego funkcje przejmuje inny. Gołym okiem tego nie widać, ale to budynek z taką infrastrukturą — mówi Scott Newman.

Wisłą mogą nacieszyć oczy także ludzie pracujący w open-space, w którym panuje cisza niemal absolutna.

— To zależy od pory dnia i zespołu, który tu aktualnie przebywa. Większość biurek nie jest przypisana konkretnym osobom. Pracownicy przychodzą i siadają tam, gdzie jest miejsce — twierdzi Scott Newman. Zgubić się nie można. Każde z czterech pięter jest tak zorganizowane, że spaceruje się wokoło, dochodząc do wejścia. Przy nim zaś stoi tajemnicza puszka. Za możliwość skorzystania z „casual Friday”, czyli nieformalnego stroju do biura, pracownicy składają dowolne datki, które później trafiają do organizacji charytatywnej.

Polityka otwartych drzwi

Kolejne piętra rozpoznać można m.in. po oznaczeniach salek konferencyjnych. Na jednym noszą nazwy jezior, na innym — górskich szczytów. Z dodatkowymi informacjami geograficznymi.

— To wynik konkursu, który przeprowadziliśmy kiedyś wśród pracowników. Wiele pomysłów, które wdrażamy, pozyskaliśmy dzięki skrzynkom na nie, regularnym spotkaniom pracowników z zarządem czy sesjom pytań i odpowiedzi. Drzwi do mnie też zawsze są otwarte, choć ma to też ten skutek, że czasem zapuka stażysta, który jest niezadowolony, że... nie ma miejsca postojowego w garażu podziemnym. Ale też dzięki takim sugestiom możemy podejmować inicjatywy związane z zainteresowaniami pracowników — rozgrywki piłkarskie, grupy taneczne i biegowe, boks.

A w garażu postawiliśmy stojak dla rowerów — opowiada Scott Newman.

Siedziba firmy — także gabinet jej szefa — jest nowocześnie urządzona. Nie ma tu antyków ani stylizowanych na nie elementów. Ozdobą gabinetu Scotta Newmana jest za to wyjątkowy obraz. Dyrektor zarządzający State Street Banku w Polsce powiesił w swoim biurze widok Krakowa kupiony u lokalnego artysty na pamiątkę przygody, która… miała się przecież szybko zakończyć. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MICHALINA SZCZEPAŃSKA

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Skrzynki na pomysły