
Polska gra „Cooking Simulator” zadebiutowała w 2019 r. i jak nazwa wskazuje, jest… symulatorem gotowania. Założenia są proste. Wcielasz się w rolę kucharza i robisz to, co kucharz – przygotowujesz potrawy. Masz przepisy i obowiązki. Możesz pokroić warzywa lub mięso, smażyć, gotować i piec. Do dyspozycji masz piece klasyczne i konwekcyjne, kuchnie, blendery, palniki, noże, szpatułki, tarki i wszystko, co powinno się znaleźć w profesjonalnej kuchni. Gotowe danie powinieneś odpowiednio skomponować przed podaniem. Można gotować dla sztuki, można i pod presją czasu. Ale uwaga! Naczynia się tłuką, płyny wylewają, a i o pożar nietrudno – jak to w kuchni. I tylko posmakować nie można.
– Z tym ostatnim zdaniem zupełnie się nie zgadzam – wtrąca Łukasz Dębski, prezes giełdowego Big Cheese Studio odpowiedzialnego za stworzenie gry „Cooking Simulator”.
20 kg sera miesięcznie

Gra o gotowaniu, bo lubicie grać czy gotować?
– I grać, i gotować! – odgryza się szef Big Cheese Studio.
A zupełnie poważnie?
– Pomysł na symulator gotowania zrodził się na przełomie lat 2016/17. To był czas wielkiego wykwitu programów o gotowaniu. Niemal każdy kanał telewizyjny wprowadził jakieś kulinarne show. Po rozmowach z kolegami z PlayWay doszliśmy do wniosku, że i my chcemy wejść w ten obszar, skorzystać z popularności kulinarnych produkcji – wspomina Łukasz Dębski.
Nie bez znaczenia było, że zarówno szef Big Cheese, jak i jego pracownicy to amatorzy gotowania.
– Chociaż dużo czasu spędzamy na graniu i tworzeniu gier, większość z nas lubi gotować w realu. Kilku intensywnie ćwiczy, w związku z tym regularnie przygotowujemy w firmie koktajle na bazie serka twarogowego. Każdego ranka pojawia się świeży towar. Ostatnio odwiedził nas przedstawiciel handlowy firmy mleczarskiej. Odwiedził, ponieważ nie wierzył, że firma IT chce zamawiać 20 kg sera miesięcznie – śmieje się Łukasz Dębski.
W łódzkim biurze Big Cheese Studio można znaleźć (obok sera) również pokaźną bibliotekę z książkami kucharskimi.
– Jest naprawdę duża. Tak duża, że goście zastanawiają się, czy aby na pewno trafili do firmy IT – śmieje się Łukasz Dębski.
Nieopodal kuchnia… w niej blendery, naczynia, wyciskarki, a ostatnio nawet zestaw do gotowania sous vide. Zespół przygotowywał w nim steki, które później wylądowały na grillu. Czasem pojawiają się też inicjatywy cukiernicze.
Macie w ogóle jakieś komputery?
– Mamy! – śmieje się szef studia.
I dodaje, że rzeczywiście sporo czasu spędzają na gotowaniu i doświadczaniu smaków rozmaitych kuchni w pobliskich restauracjach. Życie w Łodzi obfituje w kulinarne okazje. Sporo tu wydarzeń kulinarnych i festiwali jedzenia – zespół Big Cheese stara się w nich uczestniczyć.
– Mimo to 90 proc. czasu to projektowanie, prace artystyczne, programowanie i praca IT. Na realną przestrzeń kulinarną zostawiamy sobie 10 proc. To ważne, bo chcemy, by gra jak najlepiej oddawała klimat towarzyszący kucharzowi – podkreśla szef wirtualnej kuchni.
Tłum kucharzy

Takie podejście wzbogacone inżynierskim doświadczeniem i setkami fizycznych i matematycznych obliczeń, których skutkiem jest duży realizm gry, przyniosły rezultaty. Gra, której przygotowanie pochłonęło ponad 800 tys. zł (pieniądze wyłożył PlayWay) zaczęła zdobywać popularność. Dziś w wirtualnej kuchni stworzonej przez zespół z Łodzi gotuje ponad milion kucharzy.
– Inwestycja szybko się zwróciła. Mamy ponad 100 tys. graczy w miesiącu – ludzie spędzają z nami średnio godzinę podczas sesji. Łącznie na wszystkich platformach sprzedaliśmy 1,5 mln kopii gry i dodatków – wylicza prezes.
W 2019 r. Big Cheese Studio wypracowało około 7,6 mln zł przychodu i 5,1 mln zysku netto, a rok później odpowiednio 11,5 mln i 8,2 mln. W 2021 r. łódzki twórca miał już 16,2 mln zł przychodów i 12,4 mln zysku. Głównym koniem pociągowym tych wzrostów był „Cooking Simulator”, czyli gra, która ma już prawie cztery lata.
– Nie spoczęliśmy na laurach. Nasz symulator jest bez przerwy udoskonalany. Gracze to doceniają. Wprowadziliśmy też cztery płatne dodatki [„Cooking with Food Network”, „Cakes and Cookies” „Pizza” i „Cooking Simulator Shelter” – red.], a także dziewięć bezpłatnych. Chodzi nie tylko o przeniesienie rozgrywki na inny poziom, lecz także o korzystanie z takich okazji jak October Fest czy azjatyckie Święto Środka Jesieni. Dzięki temu gracze mogą niemal na żywo uczestniczyć w aktualnych wydarzeniach kulinarnych – mówi Łukasz Dębski.

Przyjęta strategia działa. Mimo że gra ma już swoje lata, dzięki nieustanym wysiłkom kucharzy z Łodzi nie przestaje smakować.
W połowie 2021 r. na rynku zadebiutował „Cooking Simulator VR”, czyli… przeniesienie kulinarnej rozrywki z Big Cheese Studio do rzeczywistości wirtualnej. Można grać z wykorzystaniem gogli. Pomysł, podobnie jak klasyczna wersja, zachwycił graczy. Kiedy pod koniec 2021 r. Steam (najpopularniejsza na świecie platforma cyfrowej dystrybucji gier) opublikowała zestawienie najbardziej chodliwych tytułów roku, okazało się, że oprócz ogólnego rankingu bestsellerów – opartego na wynikach sprzedaży gier, wartości transakcji, jakie są w nich zawierane, a także przychodów z dodatków do podstawowej wersji – stworzył również osobne zestawienie dla najlepiej sprzedających się VR-owych tytułów. „Cooking Simulator” jako jedyna polska produkcja znalazł się w najwyższej kategorii.
Kilka dni później został doceniony przez steamową społeczność. Użytkownicy platformy uznali „Cooking Simulator” za najlepszą VR-ową grę roku. To jedna z dwóch polskich produkcji wyróżnionych przez społeczność – obok „Cyberpunka 2077”, który zwyciężył w kategorii gier z najlepszą fabułą.
– „Cooking Simulator VR” dostał najwyższe wyróżnienie platformy Steam. To pierwsza nagroda gry roku na VR dla polskiego twórcy, a druga dla gry roku po „Wiedźminie 3”. Konkurencja była ogromna, o miano najlepszej gry VR 2021 r. ubiegały się także „Sniper Elite VR”, „Medal of Honor” czy „Blair Witch VR Edition” – mówił po otrzymaniu nagrody Łukasz Dębski.
Dobrze wysmażona… giełda

7 grudnia 2021 r. Big Cheese Studio zadebiutowało na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Dzięki popularności, tytułom i nagrodom dla flagowej produkcji wartość spółki szybko rosła. Mimo skromnego debiutu już 29 grudnia zeszłego roku (kiedy ukazał się ranking Steam) firma urosła o 17 proc. Obecnie spółka Łukasza Dębskiego wyceniana jest na około 160 mln zł. Co dalej?
– W najbliższym czasie zrobimy redesign jednej części zgodnie z sugestią graczy. Zmienimy też komunikację wizualną – zapowiada Łukasz Dębski.
A jeszcze dalej?
– Długo wyczekiwany „Cooking Simulator 2”. Szczegóły zdradzę wkrótce – ucina.
Nawet przyciśnięty do rozgrzanego pieca konwekcyjnego szef Big Cheese Studio nie chce mówić o kolejnej części polskiego hitu. Po wystosowaniu gróźb użycia blendera, przyznaje, że w „dwójce” będzie jeszcze bardziej realnie. Zmieni się przestrzeń i w końcu (gracze o to zabiegali) będzie można wspólnie gotować.
– Z tym że nie stawiamy na rywalizację, tylko na współpracę – mówi.
Firma pracuje także nad nowym tytułem „Pizza Empire”. Też kulinarna gra, ale inaczej. Łukasz Dębski chce stworzyć symulator ekonomiczny.
– Zarządzanie siecią restauracji. Oczywiście będzie można przygotowywać dla niej menu, ale będzie też dużo biznesowej symulacji. Trzeba będzie lawirować między decyzjami politycznymi i ekonomicznymi, szukać aprobaty społecznej lub próbować układać się z mafią, by osiągnąć sukces w wirtualnym biznesie. Wszystko w klimacie „Rodziny Soprano” – ujawnia.
Jednocześnie specjaliści Big Cheese Studio pracują nad grą „B17”, symulatorem lotu słynnym bombowcem. Znowu symulator?
– Tak. Lubię ten rodzaj gier. Dobry symulator dba o równowagę między wysokim stopniem realizmu i zaangażowaniem gracza. Dajesz ludziom możliwość zderzenia się z tym, co zawsze chcieli robić, ale nie byli w stanie. Symulatory pozwalają realizować pasje. Bez znaczenia, czy dotyczy to gotowania, latania samolotem czy renowacji – mamy prawo do popełniania błędów. Jeśli spalimy pół kuchni, w grze nie będzie konsekwencji, możemy ją zacząć jeszcze raz. Nie muszę zdobywać umiejętności, sprzętu, pozwoleń, by spróbować sił w tej czy innej dyscyplinie. Mogę testować, zobaczyć, jak działa, poczuć atmosferę. Jedyne, co muszę mieć, to odrobina czasu i – w przypadku „Cooking Symulatora” – około 70 zł do wydania – odpowiada Łukasz Dębski.
Wirtualny smak steka

Na koniec jeszcze jedna kwestia – smaku. Łukasz Dębski zgadza się, że w wirtualnej kuchni można kroić, mieszać, przyprawiać, piec. Zgadza się, że można tłuc naczynia, przypalić zupę. Nie zgadza się, że przygotowanych potraw nie można spróbować. Można?
– Oczywiście. Wielu youtuberów, szczególnie z Azji, przyrządza w realu potrawy z naszej gry. Wielu graczy również. Wysyłają nam zdjęcia dań przygotowanych w grze i we własnych kuchniach. Porównują i oczywiście próbują – mówi twórca „Cooking Simulatora”.
Innymi słowy, gra kompletna.
– Pozostaje mi życzyć panu smacznego – kończy Łukasz Dębski.

