Solidarna Polska pomyliła się o setki miliardów złotych

opublikowano: 22-09-2021, 20:00
aktualizacja: 23-09-2021, 11:05

Przedstawiciele Solidarnej Polski policzyli, że w ciągu 17 lat członkostwa w UE z Polski wypłynęło niemal 700 mld zł. Ale te obliczenia zawierają bardzo dużo błędów.

Ze względu na wagę tematu, otworzyliśmy ten tekst dla wszystkich czytelników. Zachęcamy do podzielenia się nim ze znajomymi oraz udostępnienia go w mediach społecznościowych. Jeśli chcesz wesprzeć rzetelne dziennikarstwo, rozważ zakup subskrypcji - przez 3 pierwsze miesiące możesz nas czytać za 7,90 zł miesięcznie.

Lektura raportu Solidarnej Polski na temat kosztów członkostwa Polski w Unii Europejskiej wywołała tak duży odzew, również w biznesie, że wymaga odpowiedzi. Przeczytałem ten raport i zdam z niego krótką relację. Przyznam, że jestem zaskoczony liczbą błędów i (celowych?) przeinaczeń w nim zawartych, mimo że praca była przygotowana przez pracowników naukowych. Momentami raport wygląda na losowy generator liczb – wyliczenia są oderwane od rzeczywistości ekonomicznej. To jest nie tylko zbiór błędnych argumentów, ale też pomyłek obliczeniowych.

Raport ma tytuł „Saldo transferów finansowych między Polską a Unią Europejską” i jest sygnowany przez profesorów Tomasza Grzegorza Grossego i Zbigniewa Krysiaka. Pierwszego z nich poznałem i szanuję jako ciekawego rozmówcę, choć o poglądach od moich odmiennych. Drugiego nigdy nie miałem okazji poznać. Żaden z nich nie jest makroekonomistą i niestety praca na to wskazuje.

Momentami raport wygląda na losowy generator liczb – wyliczenia są oderwane od rzeczywistości ekonomicznej. To jest nie tylko zbiór błędnych argumentów, ale też pomyłek obliczeniowych.

Autorzy udowadniają, że zestawienie wszystkich transakcji między Polską a krajami UE wskazuje na łączny odpływ pieniędzy z Polski w latach 2004-20 w wysokości 680 mld zł. Ich zdaniem należy tę kwotę policzyć jako koszt członkostwa Polski w UE, nawet jeżeli przyznają, że ogółem Polska zyskała na integracji (ale już nie podają żadnej konkretnej kwoty). Niestety dla autorów i na szczęście dla kraju raport ma tyle błędów, że można wykorzystać całą gazetę, by je opisać. Wymienię tylko niektóre i podzielę na trzy grupy. Po pierwsze, są to proste błędy obliczeniowe w Excelu, wskazujące na niezrozumienie sensu danych makroekonomicznych. Po drugie, są merytoryczne pominięcia i opuszczenia, wskazujące już raczej na złą wolę. Po trzecie, i najważniejsze, jest to metodologiczny błąd, polegający na wykorzystaniu bilansu płatniczego jako miernika korzyści z integracji gospodarczej.

Gdyby skorygować raport o błędy obliczeniowe i merytoryczne, to kluczowa tabelka Grossego i Krysiaka pokazałaby napływ do Polski w wysokości około 100 mld zł, zamiast odpływu w wysokości 680 mld zł. Wykorzystanie prawidłowej metody analitycznej do oceny bilansu obecności Polski w UE wskazałoby, że na obecności w UE zyskaliśmy w ciągu 17 lat nawet 4 bln zł.

Jak wspomniałem, raport zawiera trzy rodzaje błędów — obliczeniowe, merytoryczne i metodologiczne. Zacznę od pierwszej grupy, czyli prostych błędów obliczeniowych. Autorzy piszą, że bilans płatniczy Polski (czyli zestawienie wszystkich transakcji z tytułu dochodów, transferów i inwestycji między Polską a światem) w okresie po wejściu do UE wykuje skumulowany deficyt w wysokości 100 mld zł (stan na 2020 r). A w pewnym momencie — w 2010 r. — deficyt skumulowany od 2004 r. sięgał aż 500 mld zł. Kłopot polega na tym, że saldo bilansu płatniczego zawsze... wynosi zero. Saldo z tytułu dochodów i wydatków bieżących (z eksportu, inwestycji, różnych transferów bieżących i kapitałowych, nazywane saldem rachunku bieżącego) zawsze jest odwrotnością salda z tytułu inwestycji (zawierających też zmianę rezerw banku centralnego). Dlaczego? Ponieważ ubytek w relacji dochodów do wydatków zawsze trzeba uzupełniać jakąś pożyczką lub inwestycją z zewnątrz, i odwrotnie — nadwyżka dochodów nad wydatkami zawsze musi się kończyć jakąś inwestycją na zewnątrz Polski. Autorzy zamiast odjąć saldo inwestycji od salda dochodów dodali je, podbijając dwukrotnie oszacowanie problemu z bilansem płatniczym (pomijam już inne błędy w tych obliczeniach, bo było ich tam więcej).

Autorzy zamiast odjąć saldo inwestycji od salda bieżącego dodali je, podbijając dwukrotnie oszacowanie problemu z bilansem płatniczym.

Uważam, że ten konkretny błąd nie wpływa istotnie na całość ich argumentacji, ponieważ nie dotyczy najważniejszego zestawienia w raporcie — należy do wątku nieco pobocznego. Jest jednak wpadką tak istotną, że podważa zaufanie do tego, czy autorzy rozumieją podstawowe relacje ekonomiczne, przepływy w ramach bilansu płatniczego i ich znaczenie. Dla ekonomisty to jest jak 2+2=4, a autorzy napisali, że 2+2=0. Czy możemy więc im ufać w tych fragmentach, gdzie obliczenia są bardziej skomplikowane.

Przejdę teraz do drugiej grupy błędów, czyli wpadek merytorycznych, które całkowicie deformują wyniki kluczowego zestawienia, pokazującego deficyt w przepływach finansowych między Polską a Unią Europejską. Autorzy dodają saldo transferów Polski z budżetu Unii Europejskiej, odpływ zysków zagranicznych spółek z Polski do UE oraz deficyt handlowy Polski z UE. Twierdzą, że suma tych wartości daje w latach 2004-20 wynik na poziomie minus 680 mld zł. Jednak w ich pozycjach jest tyle błędów, że ostateczny wynik jest pomylony o około 800 mld zł. Nie jestem tu w stanie wymienić wszystkich, ale pokażę kluczowe.

Przede wszystkim, autorzy źle policzyli odpływ zysków spółek, zawyżając ten odpływ co najmniej dwukrotnie. Nie jestem w stanie w 100 proc. zreplikować ich autorskiej metody wyliczeń, ale na podstawie dostępnych danych oceniam, że zawiera wiele luk. Do odpływu zysków autorzy zaliczają te zyski europejskich spółek, które są reinwestowane w Polsce. Jeżeli producent aut ma 10 mln EUR zysku, to najczęściej blisko połowę reinwestuje, co w bilansie płatniczym jest ujęte jako minus po stronie dochodów (czyli jako wypływ pieniędzy z Polski, co autorzy wzięli do obliczeń), ale plus po stronie inwestycji (czyli jako napływ, czego autorzy nie uwzględnili, bo zapewne nie znają szczegółów bilansu płatniczego). Te zyski zostają u nas, a nie odpływają. Co więcej, autorzy do odpływu zysków do UE zaliczyli odpływ zysków do rajów podatkowych, takich jak Holandia, Luksemburg i Cypr. Duża część tego odpływu to jest optymalizacja podatkowa lub zyski spółek spoza Unii Europejskiej, więc w ogóle nie powinna wchodzić do tabeli. Mam też graniczące z pewnością podejrzenie, że autorzy do salda zysków spółek nie zaliczyli zysków generowanych przez polskie firmy za granicą (one są nieduże, ale istotnie zmieniają saldo). Podejrzewam też, że do zysków spółek dodali zyski z inwestycji w polskie papiery skarbowe, które są często kupowane nie przez żadne spółki, lecz np. przez banki centralne.

Bez względu na to, które z moich zastrzeżeń są ostatecznie słuszne, odpowiednio policzony odpływ zysków spółek z Polski do UE jest co najmniej dwukrotnie niższy, niż pokazany przez Grossego i Krysiaka.

Inny problem merytoryczny w tabeli autorów to niezaliczenie do salda handlu salda usług. Autorzy wykorzystują tylko handel towarami, gdy tymczasem w handlu usługami Polska posiada gigantyczną nadwyżkę w relacjach z UE.

Inny problem merytoryczny w tabeli autorów to niezaliczenie do salda handlu salda usług. Autorzy wykorzystują tylko handel towarami (skorygowany w niezrozumiały sposób o import z Chin), gdy tymczasem w handlu usługami Polska posiada gigantyczną nadwyżkę w relacjach z UE. Jest to nadwyżka generowana m.in. przez polskie tiry, które wożą towary po całej Europie, polskie firmy turystyczne, a także zagranicznych inwestorów na rynkach: telekomunikacji, informatyki, bankowości, badań i rozwoju itd. W innym miejscu raportu Grosse i Krysiak piszą, że w handlu usługami dużą rolę odgrywają optymalizacje podatkowe, ale ten problem paradoksalnie jeszcze pogarsza wiarygodność ich wyliczeń — gdyby odliczyć optymalizacje, czyli np. fikcyjny import z tytułu opłat za znaki towarowe, to nasze dodatnie saldo byłoby jeszcze wyższe, a sens ich podstawowej tabelki inny.

Powtórzę jeszcze raz, że gdyby skorygować kluczową tabelkę Grossego i Krysiaka o wykazane przeze mnie błędy, to bilans przepływów między Polską a UE w latach 2004-20 wykazałby nie deficyt w wysokości 680 mld zł, ale nadwyżkę w wysokości około 100 mld zł (z przedziałem od 50 do 150 mld).

To nie jest jednak największy problem. Ja bym całą tabelę wyrzucił do kosza bez względu na to, czy byłaby policzona prawidłowo, czy nie. Wyliczając błędy pokazuję jedynie skalę manipulacji. Autorzy raportu oraz Patryk Jaki z Solidarnej Polski skoncentrowali na tabeli całą uwagę, odciągając uwagę od wyliczeń korzyści finansowych z członkostwa Polski w UE.

Największym problemem jest to, że bilans przepływów gotówki z tytułu dochodów naprawdę nic nam nie mówi o bilansie relacji między jednym krajem a innymi krajami. To nie jest bilans kosztów i korzyści. Kraj może mieć ujemne saldo rachunku bieżącego, a jednocześnie finansować to napływem bezpośrednich inwestycji zagranicznych, które transferują technologie i podnoszą wydajność w kraju. Wszystkie przepływy pieniądza ze światem zawsze wynoszą zero. Gdy ktoś przywozi euro do Polski z tytułu dochodów uzyskanych za granicą w formie na przykład eksportu, to tworzy nasze aktywa zagraniczne lub kupuje coś za granicą — te euro i tak wylądują za granicą w formie różnych inwestycji lub polskich wydatków na produkty zagraniczne. Więc suma wszystkich przepływów niewiele nam mówi. Trzeba je analizować szczegółowo oddzielnie.

Autorzy raportu oraz Patryk Jaki z Solidarnej Polski skoncentrowali na tabeli całą uwagę, odciągając uwagę od wyliczeń korzyści finansowych z członkostwa Polski w UE.

Weźmy przykład Europy po II Wojnie Światowej. Miała ona potężny deficyt dochodów w relacji do Stanów Zjednoczonych, ponieważ musiała importować towary konsumpcyjne i inwestycyjne potrzebne do odbudowy — deficyt w dochodach (czyli tzw. rachunku bieżącym) finansowany m.in. inwestycjami USA w Europie i transferami (plan Marshalla). Czy Europa straciła na tych relacjach? Straciła na Planie Marshalla? Metoda Grossego i Krysiaka doprowadziłaby do takiego wniosku, ale to przecież absurd. Podam też inny przykład — Rosja w latach 90. miała dość dużą nadwyżkę w dochodach netto na rachunku bieżącym, choć jednocześnie znajdowała się w głębokiej depresji, która skończyła się dodatkowo kryzysem finansowym. Ale według metody Grossego i Krysiaka Rosja w tamtym okresie zyskiwała na relacjach ze światem.

Według podejścia autorów raportu firma z Polski importująca maszyny z Niemiec do produkcji mebli sprzedawanych do Rosji generuje straty dla bilansu finansowego obecności Polski w UE. Niemiecka firma zatrudniająca w Polsce tysiące osób i płacąca im wynagrodzenia generuje straty dla Polski jeżeli wypłaca zyski swoim akcjonariuszom. Nikt przy zdrowych zmysłach nie zaliczyłby tych sytuacji do bilansu finansowego relacji Polski z UE jako strat.

Są zapewne różne metody oceny, jak wygląda bilans relacji ekonomicznych między krajami. Moim zdaniem najlepszą w przypadku oceny efektów akcesji Polski do UE jest metoda analizy kontrfaktycznej, w której analizuje się możliwą ścieżkę rozwoju kraju — jego PKB, dochody ludności, zatrudnienie itd. — w warunkach niewystąpienia jakiegoś wydarzenia. Oczywiście model kontrfaktyczny zawsze jest tylko teorią, rzeczywistością nieobserwowaną. Dlatego najlepiej wykonać wiele takich analiz, przyjmując różne założenia, i patrzeć na zasięg wyników.

Na przykład Polski Instytut Ekonomiczny, czyli instytucja publiczna założona za czasów rządów Zjednoczonej Prawicy, szacuje, że nasze PKB jest dzięki członkostwu w UE w tym momencie wyższe o około 12 proc. Przekładając to na pieniądze daje to około 230 mld zł dodatkowych dochodów rocznie. Na rynku jest jednak wiele jeszcze bardziej optymistycznych analiz. Jan Hagemejer i Jan Michałek, ekonomiści Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych, szacują, że obecność w UE w tym momencie podnosi nasze realne PKB na głowę mieszkańca o około jedną trzecią wobec stanu kontrfaktycznego. To daje około 500 mld zł dodatkowych dochodów rocznie. Jeżeli te szacunki przeliczymy odpowiednio na każdy rok dotychczasowego członkostwa w UE, to zsumowane korzyści z akcesji wynoszą nominalnie od 2 do 4 bln zł (czyli od 2000 do 4000 mld zł). Oczywiście liczymy to w cenach bieżących, nie przeliczając na dzisiejsze ceny, ale tak samo zrobił zespół Solidarnej Polski z obliczeniami salda transferów.

Podsumowując — raport przedstawiony przez Solidarną Polskę pokazuje błędnie saldo przepływów finansowych między Polską a Unią Europejską, błędnie sugerując, że saldo to ma wpływ na ocenę korzyści i kosztów wynikających z członkostwa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Ignacy Morawski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane