Spółka akcyjna nie dla początkujących

opublikowano: 04-10-2012, 00:00

Prawo na starcie: Jak efektywnie wprowadzić inwestora do start-upu? Krok pierwszy: dobrze przemyśleć prawną formę zakładanej firmy

Promocja nowej technologii czy sprzedaż innowacyjnego produktu często zmusza pomysłodawcę do szukania inwestora — już na etapie zakładania firmy lub niedługo potem. Uwaga start-upowcy: nie każda forma prawna przedsiębiorstwa będzie korzystna, gdy w grę wchodzi współpraca kilku podmiotów, w tym funduszy venture capital i instytucji wspierających rozwój przedsiębiorczości. Te chętnie wejdą w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Ale łatwiej będzie zacząć np. od spółki cywilnej lub jednoosobowej działalności gospodarczej. Pamiętać warto też, że aktualne, stosunkowo korzystne uregulowania podatkowe przypisane spółkom komandytowo-akcyjnym niebawem mogą zostać wycofane.

Opcje do odrzucenia

Spółka akcyjna na start? Tę opcję zdecydowanie odradzają prawnicy. Wprawdzie dla inwestora możliwość szybkiego i łatwego zbycia akcji, jaką daje taka forma prawna przedsiębiorstwa, może być interesująca, jednak koszty jej założenia i funkcjonowania są bardzo wysokie. Kapitał zakładowy spółki to minimum 100 tys. zł (na początku wymagana jest wpłata 25 proc.).

— Dodatkowo spółka akcyjna jest osobą prawną, co wiąże się ze zjawiskiem podwójnego opodatkowania. Podatkiem CIT (19 proc.) objęty jest zysk samej spółki, ale opodatkowaniu podlega również dywidenda wypłacana wspólnikom jako ich osobisty przychód kapitałowy (również 19 proc.) — wyjaśnia dr Patryk Filipiak, adwokat i partner w FilipiakBabicz Kancelaria Prawna.

Rozwaga przyda się również przy zakładaniu spółki komandytowo-akcyjnej (SKA), czyli hybrydy spółek osobowej i kapitałowej.

— Obecnie prowadzanie takiej działalności, pomimo skomplikowanej strukturykorporacyjnej, może być korzystne podatkowo. SKA nie jest podatnikiem CIT — opodatkowanie następuje na poziomie wspólników. Jednak na razie lepiej z rezerwą podchodzić do tej formy prawnej ze względu na trwające prace legislacyjne, które zakładają objęcie spółek komandytowo-akcyjnych podatkiem CIT — uprzedza Paweł Jaśkiewicz z Gide Loyrette Nouel. Do tego — w przeciwieństwie do spółek kapitałowych — część wspólników SKA (komplementariuszy) odpowiada całym swoim majątkiem za zobowiązania spółki.

— Na starcie można odrzucić również spółkę partnerską, dostosowaną bardziej do potrzeb wolnych zawodów, jak adwokat, architekt. Wspólnikami mogą tu być jedynie osoby fizyczne. Forma ta nie pasuje więc do profilu przedsięwzięcia typu start-up, bo o ile osobą fizyczną może być anioł biznesu, o tyle nie będzie nią już fundusz venture capital — tłumaczy Maciej Rzeczewski, prawnik z FilipiakBabicz Kancelaria Prawna.

Start bez inwestora

Na początku, przy samodzielnym rozwijaniu biznesu, sprawdzi się natomiast jednoosobowa działalność gospodarcza. Aby uzyskać wpis w ewidencji, REGON i NIP, wystarczy wypełnić formularze dostępne na firma.gov.pl. Zaletą jest przypisanie tej formie tylko podatku dochodowego (PIT) naliczanego według skali progresywnej (18 proc., a od kwot powyżej 85 tys. rocznie — 32 proc.; z możliwością skorzystania z ulg podatkowych) lub według stawki liniowej (19 proc.; brak ulg). Dodatkowo taka forma działalności pozwala na prowadzenie księgowości uproszczonej — książki przychodów i rozchodów. A jeśli roczny przychód nie przekracza 150 tys. zł, nie trzeba być podatnikiem VAT. Minus: jednoosobowa działalność gospodarcza nie pozwala na wejście kapitałowe inwestora, chyba że w formie pożyczki.

— Natomiast w sytuacji, gdy start-up powstaje z inicjatywy kilku osób, korzystne będzie powołanie do życia spółki cywilnej, tworzonej na mocy pisemnej umowy wspólników. W tym przypadku również obowiązuje podatek dochodowy od osób fizycznych (płaci go każdy ze wspólników) i uproszczona księgowość. Jest to zatem forma łatwa w założeniu, tania i elastyczna w zarządzaniu. Ale z punktu widzenia inwestora ma trzy zasadnicze wady: odpowiedzialność za długi spółki rozkłada się na wszystkich wspólników, trudności mogą pojawić się przy wycenie udziału danego wspólnika, nie ma też możliwości sprzedaży takiego udziału — wymienia dr Patryk Filipiak.

Oczekiwań inwestora nie zaspokoi również spółka jawna, choć będzie korzystna dla samych założycieli. Stanowi rodzaj osobowych spółek handlowych, powstaje na podstawie umowy zawartej pomiędzy wspólnikami. W przeciwieństwie do spółki cywilnej jest odrębnym od wspólników podmiotem praw i obowiązków (choć nie jest osobą prawną i nie podlega podatkowi CIT).

Spółkę jawną należy wpisać do Krajowego Rejestru Sądowego (KRS), do tego na bieżąco zgłaszane i publikowane w Monitorze Sądowym i Gospodarczym muszą być wszelkie zmiany umowy spółki. Podnosi to koszty zakładania i funkcjonowania firmy. Zaletą zaś jest możliwość prowadzenia uproszczonej księgowości, wymagane jest jednak składanie do KRS corocznego sprawozdania finansowego.

— Niestety inwestorzy nie są zainteresowani prowadzeniem działalności razem z założycielami. Ich rola ogranicza się zwykle do zainwestowania pieniędzy i ewentualnego przeszkolenia pomysłodawców. Osobista odpowiedzialność wspólnika, przy tak ryzykownym przedsięwzięciu, jakim jest start-up, może być również nie do przyjęcia dla inwestora — zaznacza dr Patryk Filipiak.

Jego zdaniem, spółki jawna i cywilna stracą część przywilejów, jeżeli ich wspólnikiem zostanie spółka kapitałowa. Będą wówczas musiały m.in. prowadzić pełną księgowość, co wiąże się z koniecznością zatrudnienia księgowej lub skorzystania z usług biura rachunkowego. Prawnicy na start polecają również spółkę komandytową, w przypadku której minimum jeden ze wspólników (komplementariusz) ma prawo do prowadzenia i reprezentowania firmy, przy czym odpowiada on własnym majątkiem za długi spółki (jeżeli do ich spłacenia nie wystarczy majątku spółki).

Pozostali wspólnicy (komandytariusze) mają ograniczoną decyzyjność, biorą na siebie również mniejszą odpowiedzialność. Zaletą jest też jednokrotne opodatkowanie zysków. Założenie spółki komandytowej wiąże się jednak ze sporymi wydatkami — umowa spółki musi mieć formę aktu notarialnego, podobnie jak każda dokonana później zmiana, spółka podlega wpisowi do KRS. Późniejsze zarządzanie firmą nie jest już tak drogie, ponieważ uchwały wspólników podejmowane są pisemnie.

— Można wyobrazić sobie zainwestowanie funduszu venture capital w spółkę komandytową. Pomysłodawca byłby wówczas komplementariuszem, zaś inwestor komandytariuszem. W ten sposób uzyskaliby jednokrotne opodatkowanie i wyeliminowanie odpowiadania własnym majątkiem przez fundusz VC czy anioła biznesu. Taka sytuacja zdarza się jednak rzadko, ponieważ inwestorowi zależy na łatwej zbywalności udziałów w spółce. W tym przypadku wiąże się to już ze zmianą umowy spółki — tłumaczy dr Patryk Filipiak.

Z ekstrakapitałem

W momencie gdy wokół start-upu pojawiają się pieniądze i inwestorzy, w grę wchodzi w zasadzie tylko jedna możliwość — spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Jako forma kapitałowa jest nie tylko odrębnym od wspólników podmiotem praw i obowiązków, ale również osobą prawną wyposażoną w zarząd, zgromadzenie wspólników, a czasem również radę nadzorczą lub komisję rewizyjną.

— Niestety dla właściciela niekorzystne są wysokie koszty zakładania i prowadzenia spółki — umowa powstaje w formie aktu notarialnego, podobnie jak dokonywane w niej zmiany, wymagana jest też rejestracja w KRS i składanie corocznych sprawozdań finansowych i prowadzenie pełnej księgowości. Podobnie jak w spółce akcyjnej, występuje tu zjawisko podwójnego opodatkowania.

Sama spółka płaci podatek CIT, zaś jej wspólnicy podatek od zysków kapitałowych od wypłaconej dywidendy. Dobre strony to brak osobistej odpowiedzialności wspólników za zobowiązania spółki, ale również łatwa zbywalność udziałów, co jest już korzystne dla inwestora — wylicza dr Patryk Filipiak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bełcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu