O sprawie napisała poniedziałkowa "Gazeta Wyborcza".
Jak zapewnia pełnomocnik spółki Giesche, należąca do przedwojennego rodu potentatów przemysłowych i nosząca ich nazwisko spółka Giesche oraz działająca obecnie firma to ten sam podmiot. Ostatnie przed wojną walne zgromadzenie akcjonariuszy odbyło się w lipcu 1939 r., kolejne jesienią 2005 r.
"Spółka została wpisana do rejestru handlowego w 1907 r. i nigdy jej z niego nie wykreślono, czyli cały czas istniała. W 2006 r. została jedynie przerejestrowana do Krajowego Rejestru Sądowego", powiedział PAP mecenas Leszek Pachulski.
Jak mówi, wszystkie akcje spółki zostały w 1926 r. sprzedane amerykańskiemu koncernowi, po wojnie, w 1947 r. zostały zarejestrowane na okaziciela w konsulacie RP w Stanach Zjednoczonych. Pachulski uchylił się od odpowiedzi na pytanie, jak obecny zarząd firmy wszedł w ich posiadanie.
Spółka Giesche wszczęła kilka postępowań sądowych o zwrot nieruchomości w Katowicach i Piekarach Śląskich. Zabiega m.in. o zabytkowe katowickie osiedla Nikiszowiec i Giszowiec, które były miejscem akcji w filmach Kazimierza Kutza, oraz niektóre tereny i nieruchomości Huty Szopienice.
Firma kwestionuje nacjonalizację mienia przemysłowego budowanych przez ród Giesche domów mieszkalnych. W tej sprawie zwróciła się do resortu gospodarki. Stoi na stanowisku, że po wojnie niesłusznie zastosowano ustawę wywłaszczającą mienie poniemieckie, ponieważ miała wówczas kapitał amerykański. Jak podał mec. Pachulski, dwa jej powództwa zostały dotychczas przez sąd oddalone.
Władze Katowic odrzucają roszczenia. "Nie odpuścimy. Nie widzimy żadnej możliwości ugody", powiedział PAP rzecznik prasowy Urzędu Miasta Waldemar Bojarun. Prezydent Katowic zwrócił się w tej sprawie do ministra sprawiedliwości, a ten polecił zbadać sprawę katowickiej prokuraturze.
Szef Prokuratury Rejonowej Katowice Centrum - Zachód Bogdan Łabuzek poinformował PAP w poniedziałek, że przed kilkoma dniami rozpoczęło się postępowanie sprawdzające legalność działania firmy. "Sprawdzamy, czy ma legitymację prawną do występowania w tych procesach", powiedział PAP Łabuzek.
Mec. Pachulski zapewnia, że "nie może być mowy" o złej woli spółki. Zapowiada, że w przypadku odzyskania mienia, zamierza działać "dla dobra regionu", nie krzywdząc lokatorów i włączając się w renowację zabytkowych osiedli. "Na przykładzie Warszawy widać, że reprywatyzacja przynosi dobre skutki", podkreślił. (PAP)