Środowiskowy fundusz w roli inwestora

TM
opublikowano: 2015-10-23 11:56

NFOŚiGW będzie obejmował mniejszościowe udziały nawet na 15 lat. Oczkiem w głowie będzie m.in. biznes odpadowy.

Mamy private equity, a będziemy mieć public equity — zażartował niedawno jeden z wysokich rangą menedżerów Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiG). Zarząd instytucji, która udziela dotacji, pożyczek i kredytów, przyjął wytyczne, dotyczące wejść kapitałowych, co niedawno zaakceptowała rada nadzorcza.

Jacek Gdański

— Interesują nas przedsięwzięcia związane z ochroną środowiska. W czasie naborów od samorządów i biznesu pojawił się sygnał, że takie rozwiązanie zostałoby dobrze przyjęte — mówi Jacek Gdański, wiceprezes NFOŚiGW.

Żeby było jasne — fundusz jest już udziałowcem i akcjonariuszem kilku spółek. Jego najbardziej znanym aktywem jest Bank Ochrony Środowiska, w którym ma 56 proc. akcji. W portfelu są również Geotermia Podhalańska (89 proc.), Geotermia Pyrzycka (62 proc.) i MPEC Tarnów (39 proc.). Rzecz jednak w tym, że wcześniej decyzje o wejściu kapitałowym podejmowano na podstawie indywidualnej analizy i do połowy tego roku nie było rozwiązania systemowego.

— Obecnie pracujemy nad zastosowaniem inwestycji kapitałowych w dziedzinie innowacji środowiskowych, chociaż na tę formę wsparcia mogą liczyć także samorządy i ich spółki. Interesują nas sprawy związane z odpadami, gospodarką wodno-kanalizacyjną, ciepłowniczą i odnawialnymi źródłami energii. To może być forma pomocy dla tych władz lokalnych, które już nie mogą dalej zaciągać klasycznego długu — podkreśla Jacek Gdański. Jest jednak podstawowy warunek

— NFOŚiGW, biorąc pod uwagę sprawy związane z pomocą publiczną, będzie inwestował w rentowne spółki, które dysponują zbyt niskim kapitałem własnym w porównaniu z potrzebami inwestycyjnymi. Fundusz zakłada, że będzie obejmował jedynie mniejszościowe pakiety akcji, choć dopuszcza wyjątki.

— Minimalna wysokość dofinansowania wyniesie 3 mln zł, górna nie została określona — zaznacza Jacek Gdański. Co ważne, NFOŚiGW będzie miał większą cierpliwość niż klasyczne fundusze private equity. Inwestycje mogą być zaplanowane nawet na 15 lat. — Nie będziemy się jednak angażować, jeśli nie będzie nakreślona wizja naszego wyjścia z takiego przedsięwzięcia. Praktycznie wszystkie opcje wchodzą w grę: odkupienie i umorzenie akcji, wprowadzenie inwestora strategicznego czy upublicznienie spółki — wylicza Jacek Gdański. Jego zdaniem, NFOŚiGW ma jeszcze jeden mocny atut w rozmowach z samorządami.

— Jesteśmy instytucją publiczną. Wejście takiego inwestora jak nasz fundusz do komunalnej spółki nie będzie budziło takich emocji, jakie powstawały przy prywatyzacji niektórych spółek komunalnych. Taki udziałowiec będzie zachęcał innych inwestorów, zarówno prywatnych, jak i publicznych, do współpracy przy najciekawszych projektach — uważa Jacek Gdański.

Samorządowi włodarze, obawiając się spadku poparcia wyborców, często rezygnują z wprowadzenia inwestora do spółek. Na taki krok decydują się ci, którzy mają silną pozycję. Do odważnych należą m.in. Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezydent Warszawy, która sprywatyzowała Stołeczne Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej (obecnie Dalkia), i Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku. W tym drugim mieście w 2014 r. inwestorem Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej (MPEC) została giełdowa i kontrolowana przez skarb państwa Enea, ale nawet to nie uchroniło prezydenta przed atakami opozycji i części mieszkańców, niezadowolonych ze sprzedaży miejskiej spółki.

— MPEC kupił podmiot publiczny. Społeczeństwo może być spokojne — mówił zaraz po podpisaniu umowy Tadeusz Truskolaski.