Stadionowa przecena McLarena

Weronika Kosmala
27-06-2018, 22:00

Gdyby kadrę porównać do tzw. supersamochodów, mógłby paść wątpliwy komplement, bo niektóre są nie tylko prędkie, ale bywały też przeceniane

Zawodnik nr 1: ferrari F40

Chociaż jedynkę na koszulce kojarzy się celnie z Wojciechem Szczęsnym, otwierające zestawienie ferrari wpada bardziej w słodko-gorzki kontekst serialowego czterdziestolatka. Model F40 powstał dla zaakcentowania jubileuszu marki, więc gdyby miało towarzyszyć mu jakieś socjalistyczne hasło, brzmiałoby: 320 km na 40 lat. Taki dystans ferrari może teoretycznie pokonać w godzinę bez skrzyżowań, jednak nawet jeśli miałoby stać tylko w garażu, eksperci Hagerty rekomendują zakup — względem poziomu z 2016 r. średnie stawki są niższe o około 20 proc., ale ostatnie drobne zwyżki sugerują już, że model wyjechał z trudnego zakrętu i rozpędza się na cenowym wykresie pod górkę.

Zawodnik nr 2: porsche carrera GT

Motoryzacyjny odpowiednik Michała Pazdana musiałby być może bardziej opływowy, dlatego w przeglądzie kolekcjonerskich supersamochodów z numerem dwa wkracza na boisko porsche carrera GT z 2004 r. Jak wynika z obserwacji analityka Andrew Newtona, ten model podjechał na wykresie cen razem z pozostałymi reprezentantami niemieckiej drużyny już kilka lat temu, a średnia wartość wzrosła z 375 tys. USD w 2013 r. do blisko 700 tys. USD na początku 2016 r. Orientacyjna miara, jaką jest przeciętna cena rejestrowana w Hagerty, pokazała jednak łagodne spowolnienie tempa zwyżki — analitycy radzą więc rozważać zakup, ale jeśli z myślą o lokacie, to raczej nie egzemplarz srebrny, bo szybszy na rynku zwykle bywa czerwony jak sędziowska kartka.

Zawodnik nr 3: BMW M1

Z trójką powinien intuicyjnie wystąpić obrońca, dlatego warto spojrzeć na model, który wyraźnie próbuje się na kolekcjonerskim rynku bronić — pierwszy samochód BMW motorsport trafił na trudny moment, w którym analitycy posadzili go na ławce rezerwowych. Powstały w końcówce lat 70. model M1 wyprodukowano w ilości mizerniejszej niż 460 egzemplarzy, dlatego cenowy skok rzędu 350 proc. w okresie 2010-16 r. wydawał się uzasadniony. Od szczytu tej górki BMW zaczęło jednak spowalniać i ceny spadły o 11 proc. — obecnie w stanie przyzwoitym kosztuje średnio 500 tys. USD, a apetyt inwestorów powoli zaczyna rosnąć. Czy włączać się do gry? Może warto poczekać, bo przeciętna wartość w statystykach co prawda drgnęła, ale eksperci nie są jeszcze pewni, do której BMW zagra bramki, dlatego dobrze się wstrzymać z zaciąganiem kredytu, desperacką sprzedażą mieszkania czy ewentualnym rabunkiem banku.

Zawodnik nr 4: McLaren P1

Koszulkę z czwórką umownie dzielą Thiago Cionek i Sergio Ramos, dlatego różnorodności doda zestawowi tylko McLaren z opływową maską, ale zadartymi do góry drzwiami. Po raz pierwszy wykąpał się w błyskach fotoreporterów w 2012 r. i chociaż premiera nie mogła nie być udana, model jakoś utknął pomiędzy niewygodnymi skojarzeniami: z jednej strony to McLaren, ale jak auto na drogę, to może lepiej ferrari czy porsche, a jeśli już tej mniej typowej marki, to czym P1 ma zaskoczyć, skoro szyku zadał poprzednik z odważniejszej epoki. Jak podaje Hagerty, ceny McLarena P1 rosły już w 2016 r., kiedy ostatnie modele z fabryki dostarczane były do klientów — wtedy jednak o ich powodzeniu decydowała młodość, dlatego teraz analitycy radzą ostrożność, bo wykresowi z cenami mogą się przytrafić zmarszczki.

Zawodnik nr 5: ferrari Enzo

Jeśli mowa o sportowej formie, a szczególnie szybkości, modelowi nazwanemu imieniem założyciela marki akurat niczego nie zabrakło — na torze dowiódł nawet wyższej prędkości niż według specyfikacji, rozpędzając się do zawrotnych 355 km na godzinę. Jak można się spodziewać po niecodziennych, płasko opływowych maskach, w kategorii tzw. supersamochodów z plakatów ten parametr jest jednym z kluczowych, chociaż nad precyzyjną definicją nie czuwał żaden skrupulatny audyt — auta z tej kategorii mają być po prostu jednymi z najszybszych dla swojej epoki. Enzo debiutowało już w tym tysiącleciu, dlatego poprzeczka jest stosunkowo wysoko, zwłaszcza że podobnie spłaszczone bugatti obiecuje 435 km na godzinę, wprawiając w zawstydzenie już nie tylko nieśmiałą kolej, ale również konkurencję w McLarenie. Mając tak rajdowe towarzystwo, ferrari powinno być kolekcjonerskim rarytasem, znikającym w oklaskach z aukcji, jednak podczas ostatniej licytacji na Amelia Island cena okazała się o ponad 20 proc. niższa niż typowano. Jedna aukcja wystarczy, żeby odpaść z turnieju? Analitycy radzą zachować dystans i obserwować, jaką formę model wypracuje do następnych rozgrywek z popytem.

Zawodnik nr 6: McLaren F1

Modelowi F1 bardziej należałaby się koszulka z siódemką Ronaldo, jak również stosownie radosny pomnik z brązu, bo mowa w końcu o pomnikowym superaucie, które w samym ubiegłym roku zapewniło wdzięczny zwrot na poziomie 14 proc. W horyzoncie pięcioletnim Hagerty zanotowało nawet skok wartości o 150 proc., przy czym jeszcze rzadszą rekomendacją jest informacja, że na tym wykresie praktycznie nie było spadków. W atmosferze niezachwianej glorii nawet podwójnie uderzony egzemplarz Rowana Atkinsona osiągnął pułap 12 mln USD, chociaż warto dodać, że w cenie jest też usługa mechanika, który bez zwłoki dotrze do poszkodowanego właściciela nawet z prędkością samolotu. Do 2005 r. debiutujący w latach 90. model szczycił się pozycją najszybszego produkcyjnego auta, strosząc nietypowo obracane drzwi pod samo niebo i ustanawiając wzorzec dla późniejszych reprezentantów — tak jak na podwórkowe boiska wdarła się pielęgnowana legenda Ronaldo. Porada inwestycyjna jest więc w tym przypadku równie prosta i rozbawiająca łagodną absurdalnością, co gagi samego Atkinsona: to dobry moment, żeby kupować McLarena, bo jakby potaniał, to dopiero byłby dowcip. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Stadionowa przecena McLarena