Straci producent

Beata Chomątowska
opublikowano: 2006-11-14 00:00

Madopar to pierwszy lek refundowany z importu równoległego, który właśnie trafia do regularnej sprzedaży. Jego importer chce pobić producenta ceną.

 

Lek na chorobę Parkinsona, sprowadzany z Hiszpanii przez firmę Delfarma — jest już w hurtowniach i lada dzień powinien znaleźć się w aptekach. Łódzki importer kupuje go bezpośrednio od dystrybutorów firmy Roche, która produkuje preparat.

— Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ) dopłaca obecnie 101,31 zł do ceny, po jakiej oferuje lek producent. Pacjent ponosi opłatę ryczałtową 3,20 zł. W przypadku leku z importu równoległego oszczędności NFZ wyniosą około 15 zł na każdym opakowaniu — mówi Tomasz Dzitko, prezes Delfarmy.

Brutalne i skuteczne

To już trzecia próba wprowadzenia leku refundowanego z importu równoległego do sprzedaży w Polsce. Pierwszą podjęła w 2005 r. Inter Pharma (preparat Eprex), jednak producent dowiedział się o zamiarach importera i obniżył cenę, zanim ten zaczął sprzedaż. Potem na rynku na krótko pojawiła się jedna partia Humulinu (lek z grupy insulin) sprowadzanego przez Blau Farmę. Nie było go na listach, ale refundacja była możliwa na podstawie odrębnych przepisów (tak jak w przypadku Delfarmy). Blau Farma chce znów wprowadzić lek do sprzedaży.

— Import równoległy to pozytywne zjawisko. Najlepiej sprawdza się w przypadku leków innowacyjnych, gdzie producenci mają monopolistyczną pozycję na rynku — mówi Cezary Śledziewski, prezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego.

Podobnego zdania jest Leszek Borkowski, prezes Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (URPL).

— Nic tak nie zmusi producentów do obniżki cen jak konkurencja. W przypadku importu równoległego jest ona wyjątkowo brutalna. Załatwienie pozwolenia trwa krótko, a lek wprowadza się szybko na rynek. To bardzo skuteczna forma oszczędności — ocenia Leszek Borkowski.

Kto na tym zyska

Do tej pory URPL wydał 42 pozwolenia na import równoległy. 79 kolejnych wniosków, które wpłynęły do urzędu od marca 2006 r., jest w trakcie rozpatrywania. Leki pochodzą głównie: z Hiszpanii, Grecji, Wielkiej Brytanii, rzadziej z Czech i Słowacji.

— Jestem zdziwiony. Koncerny produkujące leki są zmuszane przez polski rząd do ustalania cen leków refundowanych na jak najniższym poziomie — na podstawie cen krajowych. Byłem przekonany, że ceny tych leków, głównie generyków, są najniższe w Europie, ale skoro lek z importu równoległego może być tańszy, to najwyraźniej jest inaczej — mówi Zdzisław Sabiłło, prezes Związku Pracodawców Innowacyjnych Firm Farmaceutycznych Infarma.

Przyznaje, że wprowadzenie pierwszego leku refundowanego z importu równoległego opłaci się budżetowi państwa i pacjentom, choć straci na tym producent działający na polskim rynku.

— Powstaje tylko pytanie, czy rzeczywiście różnica między ceną preparatu oryginalnego zostanie przeniesiona na pacjenta, czy najbardziej zarobi na tym pośrednik — mówi prezes Infarmy.