Światowa żądza złotego pieniądza

MARIUSZ JANIK
02-12-2011, 00:00

Kryzys finansowy to żyła złota dla dostawców… złota. Im gorzej w światowej gospodarce, tym większy na nie popyt. Tak powstaje kolejna spekulacyjna bańka

W kopalni złota North Mara w Tanzanii trwa cicha wojna. Na stojące na uboczu szyby napadają bandyci. Opanowują je i wydobywają z nich złoto, dopóki ktoś ich stamtąd nie wyrzuci. Ochroniarze i policjanci strzelają do intruzów bez ostrzeżenia. Tak wygląda w Afryce gorączka złota, która opanowała świat.

North Mara należy do kanadyjskiej korporacji Barrick Gold, największego na świecie dostawcy złota. Z terenu kopalni oraz obszarów wokół wysiedlono mieszkańców 10 tys. gospodarstw. Teraz z pracy w niej żyje 40 tys. osób. Kryzys finansowy wywołał na świecie prawdziwy szał zakupów tego kruszcu. Złoto jest uważane za bezpieczną lokatę.

To niemal prawidłowość: im gorzej w światowej gospodarce, tym większy popyt na nie. Mimo że ekonomiści są przekonani, iż mamy do czynienia z bańką spekulacyjną, rynki finansowe zapowiadają kolejne rekordy. Takiej koniunktury na cenny kruszec nie było od 90 lat. Nikt nie wie, kiedy ona się skończy. Wszyscy zadają sobie pytanie, czy złoto będzie nadal drożało, czy gwałtownie stanieje.

Powietrze uchodzi z bańki

Pod koniec lata złoto pobiło historyczny rekord – na azjatyckich giełdach jego cena sięgnęła 1910 dolarów za uncję! Nigdy wcześniej nie było ono tak drogie. W październiku cena złota gwałtownie spadła o 300 dolarów. Ale w listopadzie ponownie skoczyła w górę. Część ekspertów jest przekonana, że wyhamowanie spadku jest chwilowe.

– Powietrze uchodzi z bańki – mówi Mark T. Williams, ekonomista z Boston University.

– W 1980 r., gdy pękła złota bańka spekulacyjna, ceny poleciały w dół o 60 proc. w okresie krótszym niż rok. Teraz tylko od września cena spadła o kilkanaście procent, po tym jak inwestorzy odebrali swoje zyski i przesunęli kapitał na inne inwestycje. I choć trudno przewidzieć, kiedy dokładnie pęknie kolejna bańka, to złoto ma już wiele cech dobra znacznie przewartościowanego – podkreśla.

Według Williamsa najlepszym dowodem na istnienie bańki jest stosunek ceny złota do platyny.

– Platyna jest surowcem 15 razy rzadszym niż złoto i zwykle wycenianym przez rynek półtora do dwóch razy drożej. Tymczasem od września złoto jest droższe od platyny średnio o 100–200 dolarów za uncję – dodaje amerykański ekonomista.

Jeśli za ewentualny scenariusz przyjąć pęknięcie bańki spekulacyjnej sprzed ponad 30 lat, uncja może być wkrótce warta 700 dolarów. Ale taki obrót sprawy nie byłby dla świata najgorszy. – Raptowny spadek ceny byłby znakiem powracającego rozwoju gospodarczego – uważa Williams.

Indyjskie śluby pompują

Problem w tym, że analitycy wielkich instytucji finansowych zakładają scenariusz wręcz przeciwny. Specjaliści Citigroup przewidują, że w 2012 r. średnia cena złota będzie się utrzymywać na poziomie 1950 dolarów za uncję i spadnie dopiero rok później – do poziomu 1745 dolarów.

– Popyt wesprze ceny złota i srebra w nadchodzących miesiącach ze względu na sezonowy silny okres konsumpcji – prognozuje Suki Cooper, ekspertka Barclays Capital.

Możliwe, że na razie spadek ceny złota zahamował… sezon ślubny w Indiach, który tradycyjnie rozpoczyna się tuż po porze monsunowej i trwa od października do grudnia – co roku zawieranych jest tam około 10 mln małżeństw. Rynek złota przez kilka tygodni żyje wyłącznie tradycyjnymi zakupami, których dokonują wówczas Hindusi.

Wystawne wesele w Indiach bowiem opływa w złoto. Tym cennym kruszcem przetykana jest szata panny młodej, biżuteria to również najlepszy i najbardziej pożądany prezent. Nawet najbiedniejsze rodziny starają się na nią odłożyć.

Emigrant z Węgier i bańka

Dla korporacji Barrick Gold każdy miesiąc złotego boomu oznacza gigantyczne zyski. Posiada ona 27 kopalni na pięciu kontynentach. Należące do niej rezerwy złota w ubiegłym roku wynosiły 140 mln uncji, czyli 4 tys. ton! Afrykańskie kopalnie to najbardziej dochodowa część korporacji. Właśnie odnotowały rekordowe dochody – w trzecim kwartale wyniosły one 345 mln dolarów (60 proc. więcej niż przed rokiem).

Barrick Gold to dzieło 84-letniego dziś Petera Munka, człowieka o niezwykle barwnym życiorysie. Ten potomek żydowskiej rodziny z Węgier po II wojnie światowej osiadł w Kanadzie.

Jego pierwsza firma zajmowała się produkcją telewizorów i sprzętu audio. Stała się najbardziej znaną marką w Ameryce, po czym po dziewięciu latach z hukiem zbankrutowała. Munk został oskarżony o insider trading, czyli wykorzystanie niejawnych informacji na temat własnej firmy w transakcjach, które przeprowadzał na giełdzie.

W rezultacie musiał salwować się ucieczką do Australii. Tam się odkuł. W ciągu dekady zbudował i sprzedał największą sieć hoteli w południowej części Oceanu Spokojnego. Na początku lat 80. wrócił do Kanady. Oczyścił się z zarzutów i zainwestował w wydobycie surowców.

Pęknie, ale nieprędko

Początkowo Munk skoncentrował się na paliwach, ale wkrótce porzucił je dla złota. Z przekory. – Moi szwajcarscy przyjaciele bankierzy tłumaczyli mi w uczony sposób, że złoto nie ma przyszłości. Bankierzy mają taką stadną mentalność! W rezultacie wróciłem do Toronto, zwołałem radę dyrektorów i powiedziałem im: musimy postawić na złoto – opowiadał we francuskim tygodniku „Le Point”. Munk zaczął wyszukiwać upadające kopalnie złota i kupować je za niewielkie pieniądze.

Inwestował w USA i Kanadzie, ale nie obawiał się też bardziej ryzykownych miejsc: Barrick Group ma kopalnie w Pakistanie, Tanzanii, Papui-Nowej Gwinei czy na Dominikanie (choć 65 proc. zasobów eksploatowanych przez firmę znajduje się w krajach uchodzących za stabilne, np. w Ameryce Południowej). Obecnie akcje Barrick Gold, notowane na giełdach w Toronto i Nowym Jorku, uchodzą za prawdziwy rarytas. I będzie tak, przynajmniej póki trwa złota bańka.

– Los firm takich jak Barrick jest ściśle powiązany z ceną złota. Gdy w 1980 r. pękła bańka, działalność większości firm wydobywczych stanęła pod znakiem zapytania – twierdzi Mark T. Williams.

– Niskie ceny kruszcu to niskie nakłady na poszukiwania, wydobycie i obróbkę. Właściciel Barrick Group również ma świadomość, że z czasem ceny złota pójdą w dół. Ale stanie się tak dopiero wtedy, gdy Europejczycy ugaszą kryzys w strefie euro, Amerykanie zalepią dziurę budżetową, a płomień arabskich rewolucji przygaśnie.

Czyli nieprędko.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MARIUSZ JANIK

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Światowa żądza złotego pieniądza