To szansa zarobku także dla polskich inwestorów. Różnica między ceną miedzi na Londyńskiej Giełdzie Metali (LME) a notowaniami indeksu Shanghai A-shares, grupującego akcje denominowane w juanie, wzrosła do poziomu najwyższego od 6 lat — zauważają analitycy Stifel Nicolaus.
Ich zdaniem, to zapowiedź rychłej zmiany trendu na chińskiej giełdzie. Kurs miedzi wzrósł od początku września o 8,6 proc., najwięcej od stycznia, po tym jak amerykański bank centralny zapowiedział kolejne rozluźnienie polityki pieniężnej, co osłabiło dolara i wsparło na rynku surowców.
Tymczasem Shanghai A-shares spadł przez ostatnie 3 tygodnie o 1 proc. Choć na większości giełd światowych dominuje trend wzrostowy, to w Państwie Środka jest dokładnie odwrotnie. Trend spadkowy trwa od wielu miesięcy, a wskaźnik znalazł się na poziomie najniższym od lutego 2009 r. Ostatniej hossy inwestorzy doświadczyli tam w czerwcu 2010 r. Co ciekawe, miedź, której Chiny są największym światowym konsumentem, podrożała wtedy o 6 proc.
— Surowiec jest doskonałym wskaźnikiem sentymentu wobec chińskich akcji, ponieważ jest silnie uzależniony od tego, co dzieje się w tamtejszym przemyśle i publicznych projektach — mówi Dave Lutz, szef dilerów ETF w Stifel Nicolaus. To, że notowania miedzi rosną, może jego zdaniem świadczyćo tym, że rynki już przełknęły spowolnienie w Chinach.
— To dobry sygnał dla rynków akcji — dodaje Dave Lutz. Ci, którzy wierzą w te prognozy, w nowej hossie na chińskiej giełdzie mogą uczestniczyć, kupując jednostki polskich funduszy, inwestujących pośrednio (zwykle poprzez zakup jednostek uczestnictwa w zagranicznych funduszach) w chińskie aktywa. Najlepiej radzi sobie ostatnio ING Nowej Azji, który w rok zarobił 5,3 proc., a w miesiąc 4,1 proc. Dodatnią stopę zwrotu w obu okresach ma też PKO Akcji Rynku Azji i Pacyfiku (0,1 proc. w miesiąc i 3,9 proc. w rok).