Symbolika ważna, efekt ograniczony

opublikowano: 15-03-2022, 20:00

Po dwudziestu dniach napastniczej wojny Rosji z Ukrainą sytuacja frontowa niewiele się zmienia, co jest okolicznością tragiczną dla ludności cywilnej.

Z odwrotnej strony zastój szokuje satrapę Władimira Putina, który zakładał wojnę błyskawiczną i mimo niepowodzenia tego planu zabetonował się w żądaniach. Poza terytorialnymi (Krym, Donbas) żąda hołdu Ukrainy, czyli zainstalowania w Kijowie wasalnego wobec Rosji rządu po usunięciu tzw. faszystów/nacjonalistów oraz całkowitego rozbrojenia Ukrainy razem z konstytucyjnym zapisaniem jej tzw. neutralności pod butem Kremla. Cara samowładcę nie obchodzą jakiekolwiek inicjatywy polityczne po stronie Zachodu, z wyjątkiem konkretów militarnych. Realnie boi się np. tak wytęsknionego przez Kijów rozpięcia przez NATO parasola lotniczego, strasząc – bardzo skutecznie – odwetem na skalę III wojny światowej.

W takim kontekście należy ocenić znaczenie faktycznie zdumiewającego wydarzenia wtorkowego. Premier Mateusz Morawiecki zrealizował plan, poufnie przedstawiony podczas nieformalnego szczytu Rady Europejskiej (RE) 10-11 marca w Wersalu. Zorganizował misję kolegów premierów – ostrożnościowo eskortowanym pociągiem, a nie samolotem – do zagrożonego szturmem Kijowa. Chętnych znalazł mało, z Grupy Wyszehradzkiej ryzyko podjął tylko czeski premier Petr Fiala, natomiast umyli ręce sąsiedzi Ukrainy – Eduard Heger ze Słowacji i oczywiście Viktor Orbán, który chętnie rozmawiałby ze swoim druhem Władimirem Putinem o dostawach ropy i gazu, wszak uzależnienie Węgier od Rosji w energetyce jest aż 90-procentowe. Dołączył natomiast Janez Janša ze Słowenii, deklarujący bliskie związki z rządem Polski. Udział kogokolwiek innego, a już na pewno szefów instytucji UE był niewyobrażalny.

Delegacja sama się tak spozycjonowała oraz została medialnie uznana za unijną. W tym kontekście specyficzne znaczenie miał udział dodatkowo także wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego, który podczas własnego premierostwa 2006-07 nigdy nie wziął udział w formalnym szczycie RE, oddając to prezydentowi Lechowi. Jego wyjazd do Kijowa nawiązał symbolicznie do przemówienia Lecha Kaczyńskiego 12 sierpnia 2008 r. na wiecu w zagrożonym przez rosyjskie wojska Tbilisi. Przy czym trzeba pamiętać o różnicy – 14 lat temu wieczorny wiec w stolicy Gruzji odbywał się już po zawarciu tegoż dnia zawieszenia broni, wynegocjowanego przez reprezentującego UE francuskiego prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego z rosyjskim Dmitrijem Miedwiediewem, będącym wtedy pomocnikiem premiera Władimira Putina. Obecnie sytuacja jest gorsza, samowładca z Kremla nie ma zamiaru dzielić się decyzyjnością nawet z najbliższymi dworakami.

Gospodarzami rozmów w Kijowie byli prezydent Wołodymyr Zełenski i premier Denys Szmyhal. Naprzeciwko zasiedli: Janez Janša (niewidoczny) oraz Petr Fiala, Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński. Fot. Twitter

Miernikiem efektywności misji do Kijowa będzie jej wpływ na przyszłość Ukrainy w UE. Z niemożności zaproszenia napadniętej republiki do NATO w wyobrażalnym horyzoncie czasowym zdają sobie sprawę już wszyscy – i Zachód, i sama Ukraina, i oczywiście agresor Rosja, dlatego tak kosmicznym fejkiem jest wciąż podawany przez Putina główny, czyli NATO-wski pretekst wojny. Teoretycznie cały czas jest natomiast otwarta dla Ukrainy furtka do UE, czyli uzyskanie kiedyś tam statusu Szwecji czy Finlandii. W antyukraińskiej fobii Putin wyklucza również taką formułę, ale znajduje w tym sojuszników wewnątrz UE. Na nieformalnym szczycie RE nie było mowy o zaproszeniu Ukrainy do kandydowania, ani choćby o zobowiązaniu Komisji Europejskiej do szybkiego zaopiniowania jej wniosku. 24-25 marca odbędzie się szczyt formalny, z jego konkluzji wyczytamy, czy misja solidarnościowa ku pokrzepieniu ukraińskich serc realnie coś przyniosła…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane