Sytuacja na rynku energetycznym oraz wzrost cen żywności będą głównymi tematami szczytu z udziałem USA, Niemiec, W. Brytanii, Francji, Kanady, Włoch, Japonii i Rosji.
Prezydent George W. Bush, dla którego będzie to ostatni szczyt G8 i którego rządy, zwłaszcza ze względu na Irak, zadowalają tylko 29 proc. Amerykanów (według najnowszych sondaży podanych przez agencję AP) może zajmować bardziej elastyczną postawę na szczycie w kurorcie Toyako na wyspie Hokkaido.
Z drugiej strony sytuacja Busha na szczycie będzie o tyle lepsza, że dwóch krytycznych wobec jego polityki w Iraku przywódców - Gerharda Schredera i Jacquesa Chiraca zastąpiło dwoje bardziej przyjaznych mu liderów - kanclerz Angela Merkel w Niemczech i prezydent Nicolas Sarkozy we Francji.
Pani kanclerz zapowiedziała, że zwróci się na spotkaniu nad jeziorem Toya do uczestników G8 o podjęcie wysiłków w celu zmniejszenia zużycia benzyny i będzie się sprzeciwiać jej subwencjonowaniu przez państwa.
Na szczycie nie będzie niezawodnego sprzymierzeńca Busha, Tony'ego Blaira, zastąpionego przez premiera Gordona Browna, który ma poważne problemy w kraju, ale utrzymuje dobre stosunki z prezydentem USA. Sojusznikiem Busha w kwestii wojny irackiej będzie również włoski premier Silvio Berlusconi, który powrócił do władzy.
Na szczycie Bush spotka się w poniedziałek rano z rosyjskim prezydentem Dmitrijem Miedwiediem, po raz pierwszy odkąd ten objął urząd szefa państwa - zapowiedział w czwartek Biały Dom.
Premier Japonii Yasuo Fukuda, którego rząd ma tylko 20-procentowe poparcie wskutek trudnych problemów wewnętrznych, będzie na szczycie dążył do porozumienia w sprawie 50-procentowej redukcji emisji gazów cieplarnianych.
"To będzie G8 z udziałem wielu przywódców politycznych mających dość słabą pozycję" - twierdzi Michael Green, b. doradca Busha ds. Azji, obecnie ekspert od spraw azjatyckich w Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS) w Waszyngtonie.
"Nie sądzę jednak, aby potencjalna rola przywódcza i postać Busha nas tym forum mogły ulec pomniejszeniu" - mówi Green. "Jednym z powodów tego jest fakt, iż wszyscy będą chcieli wykazać, że to forum jest jeszcze w stanie coś zrobić" - dodaje były doradca Busha.
Ze swej strony Bush jako polityk "na wylocie" (ang. Lame Duck, czyli kulawa kaczka) w ostatnim roku swej prezydentury zapewne wezwie partnerów na tym szczycie do uczynienia gestów wobec ubogich narodów na drodze rozwoju, stojących wobec takich wyzwań jak budowa systemów edukacji i walka z korupcją.
"Potrzebujemy ludzi, którzy nie tylko składają obietnice, ale podpisują czeki" - powiedział w środę Bush.
Bush popiera wysiłki G8 na rzecz osiągnięcia porozumień zmierzających do urzeczywistnienia krótkoterminowych i długofalowych celów i zwraca uwagę, że nie będzie to możliwe bez udziału nowych potęg gospodarczych.
"Nie osiągniemy skutecznych porozumień, jeśli nie wezmą w nich udziału Chiny i Indie. Będę o tym przypominał wszystkim partnerom" - powiedział w środę prezydent USA w rozmowie z dziennikarzami.
Chiny i Indie odgrywają rosnącą rolę w gospodarce światowej, stawiając na porządku dziennym kwestię reprezentatywności "grupy państw najbardziej uprzemysłowionych" w obecnym jej składzie. Indie, demokratyczny kraj uprzemysłowiony o najliczniejszej ludności, to dziś czwarty potencjał gospodarczy na świecie.
USA pozostają pierwszą światową potęgą przemysłową, a Japonia, to nadal "numer drugi", ale na trzecim miejscu są już Chiny. Jak wynika z rocznego sprawozdania Banku Światowego, gospodarki Brazylii, Hiszpanii, Meksyku i Południowej Korei są już dziś większe niż Kanady - członka ekskluzywnej G8. Rozlega się coraz więcej głosów za włączeniem do G8 Chin, Indii, Brazylii i innych potentatów gospodarczych.
"Jeśli nie uczynimy tego kroku, G8 ryzykuje, że będzie się liczyć coraz mniej" - ostrzega były ambasador USA w Niemczech Richard Burt. (PAP)