Środowe nie tyle zajechanie traktorami stolicy – jako że policja zatrzymała je na rogatkach – ile wielotysięczne najście piesze protestujących rolników na okolice Sejmu przebiegało momentami ostro, chociaż na szczęście szamotanina z policją nie przybrała form ekstremalnych. W tej klasyfikacji w Warszawie rekord III RP – naturalnie pomijam epokę PRL – ustanowiła radykalna akcja górników, którzy w 2005 r. pod koniec mniejszościowych rządów SLD walczyli o wcześniejsze emerytury dla górników z wymaganym stażem ubezpieczeniowym. Tamta legislacja w oparach policyjnego gazu, który o zgrozo załzawił także posłów przez otwarte okna stołówki Sejmu, zakończyła się sukcesem ulicy.
Przekładalność obecnych żądań rolników na konkrety decyzyjne jest niezrównanie bardziej skomplikowana, niż uchwalenie ustawy. Europejski Zielony Ład – czyli główny wróg branży rolnej – to przecież pakiet prawodawczy Unii Europejskiej, należący do acquis communautaire, czyli fundamentalnego dorobku wspólnotowego. Pojedynczy rząd może co najwyżej wnioskować, albowiem pakiet został najpierw jednomyślnie zaakceptowany przez prezydentów/premierów w politycznych konkluzjach Rady Europejskiej, a następnie przetworzony legislacyjnie w Parlamencie Europejskim i ministerialnej Radzie UE. Na końcu wszystko publikowane jest w Dzienniku Urzędowym UE i wchodzi w życie – rozporządzenia niezwłocznie do stosowania we wszystkich państwach bezpośrednio, natomiast dyrektywy wymagają implementacji do krajowych porządków prawnych.
Dlatego nadchodzące w środę z Brukseli informacje dotyczące Europejskiego Zielonego Ładu to polityczne chciejstwo. Janusz Wojciechowski, zajmujący polskie miejsce w Komisji Europejskiej (KE) komisarz ds. rolnictwa, zapowiedział, że KE w przyszłym tygodniu przedstawi nowe propozycje legislacyjne wychodzące naprzeciw postulatom rolników. Chodziłoby o rozwianie ich obaw związanych nie tyle dosłownie z ładem, ile z jego elementami we wspólnej polityce rolnej. KE ponoć miałaby się zobowiązać, że nie będzie w tym roku kar dla rolników niespełniających norm środowiskowych czy klimatycznych, natomiast w latach 2025-27, czyli do końca obecnych wieloletnich ram finansowych zostaną wprowadzone zmiany łagodzące dotychczasowe wymagania. W pakiecie ponoć miałoby się znaleźć całkowite odejście od wyjątkowo bulwersującego rolników obowiązkowego ugorowania 4 proc. gruntów.
Dosyć szybko okazało się, że to tylko indywidualne stanowisko Janusza Wojciechowskiego. Jego ogłoszenie związane jest głównie z osobistą bytnością komisarza w czwartek w naszym Sejmie. KE podejmuje decyzje wyłącznie kolegialnie, branżowi komisarze są jedynie wnioskodawcami i pomysłodawcami. Jej rzecznik wyraził ogólnikowe przekonanie, że rolnictwo, polityka klimatyczna i ochrona świata przyrody mogą iść w parze. Zapowiedział równie niekonkretnie, że KE wkrótce przedstawi szereg wniosków mających na celu sprostanie wyzwaniom stojącym przed unijnymi rolnikami. Działania już wdrożone, a także te niedługo zaproponowane na pewno nie osłabią ambicji wspólnej polityki rolnej w obszarze klimatu i ochrony środowiska. Według KE ich celem jest raczej wprowadzenie elastyczności dla rolników i organów krajowych poprzez ograniczenie biurokracji i umożliwienie rolnikom skupienia się na ich podstawowej pracy. W ramach niedawno ustanowionego dialogu strategicznego w sprawie przyszłości rolnictwa UE trwa badanie, w jaki sposób osiągnąć nowy konsensus. Tyle do powiedzenia ma rzecznik wspólnotowego gabinetu. Trzeba przypomnieć, że aby otrzymać pełne płatności bezpośrednie, rolnicy w UE muszą przestrzegać zaostrzonego zestawu wymogów i norm w zakresie środowiska, klimatu, bezpieczeństwa żywności, środków ochrony roślin i dobrostanu zwierząt, a także godnych warunków pracy. Zasada warunkowości ma zastosowanie do blisko 90 proc. unijnych użytków rolnych.

