Tamtych wakacji czar

Mirosław KonkelMirosław Konkel
opublikowano: 2023-08-18 14:00

Od plaż nad Bałtykiem po loty do Tel-Awiwu. Zobacz, jak podróżowali i odpoczywali Polacy w dwudziestoleciu międzywojennym.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Jak Kowalscy spędzali wakacje w latach 20. i 30. ubiegłego wieku? Zależało to od pochodzenia i zamożności. Odbudowa kraju i bieda nie wszystkim pozwalały na wypoczynkowe wojaże, ale gdy kraj nieco okrzepł, a ludność zaczęła się bogacić, wyjazdy stawały się coraz częstsze i dłuższe. Członkowie klasy średniej i tzw. inteligencji pracującej uwielbiali letniska, zwłaszcza w Karpatach, okolicach Krakowa i pod Warszawą (Konstancin-Jeziorna). Wolny czas spędzali tam na zabawach, tańcach, kąpielach, opalaniu się i obcowaniu z naturą. Przedstawiciele społecznych wyżyn odpoczywali w modnych kurortach.

Po Bałtyku pływały jachty, statki pasażerskie i motorówki. Na plażach rozgrywano turnieje zapaśnicze, tenisa stołowego i siatkówki. Modne były niezliczone konkursy na „Miss Cypla" lub „najlepiej opaloną Miss". Nie brakowało uroczych kąpielisk i szkół pływania. „Słonko piecze, morze się łasi co otylszym nogom. Ach! Jak przyjemnie" — zachwycał się latem 1939 r. „Dziennik Bydgoski". Pod koniec lat 30.furorę zaczęły robić narty wodne.

Nad morzem i w górach

Jeśli elita jechała nad Bałtyk, to do Juraty, która stała się synonimem snobizmu i luksusu. Kurort uznano za jedną z najbardziej udanych inwestycji II Rzeczypospolitej. Polskie Palm Beach (jak wówczas nazywano miejscowość) upodobali sobie politycy, aktorzy i pisarze. Prezydent Ignacy Mościcki spędził w niej całe lato 1937 r. Willę mieli tu Kossakowie, a częstym gościem był Eugeniusz Bodo. Każdy marzył o wizycie w luksusowym hotelu Lido, który oferował 65 pokoi z łazienkami i bieżącą wodą.

Dużą popularnością cieszyły się również Orłowo, Jastrzębia Góra i oczywiście Sopot, który już na początku XX w. został połączony linią kolejową z Gdańskiem, Koszalinem i Warszawą. Tyle że w 1920 r. miejscowość weszła w skład Wolnego Miasta Gdańska i odtąd wypoczynek w niej był źle widziany z powodów patriotycznych. Wakacje 1939 r. tylko z pozoru przebiegały tu normalnie – jak zawsze do luksusowego kurortu przyjechały kabarety i zespoły muzyczne z Berlina, odbywały się wieczorki taneczne i wyścigi konne, ale do luksusowego kurortu przybyło nie więcej niż 15 tys. gości, czyli prawie o połowę mniej niż rok wcześniej

Jako alternatywę dla „zniemczonego" Sopotu rząd w Warszawie zdecydował się na utworzenie kurortu we Władysławowie, który nazywał się Wielką Wsią, a później Hallerowem – od generała Józefa Hallera, naczelnego dowódca wszystkich Wojsk Polskich, komandata Legionów i głównej postaci zaślubin Polski z morzem w 1920 r. Gen. Haller organizował tu obozy harcerskie.

Co region, to inna atrakcja. Na Lubelszczyźnie był nią uwielbiany przez warszawiaków Kazimierz Dolny, a na Kujawach Ciechocinek, któremu rozgłos nadał wspomniany Ignacy Mościcki. Prezydent przyjechał tutaj w czerwcu 1932 r. na otwarcie kąpieliska, a następnie przez miesiąc kurował się w Domu Zdrojowym. Na polecenie głowy państwa w miejscowości tej wybudowano dworek przeznaczony na rezydencję Prezydenta RP, który uroczyście otwarto i poświęcono w lipcu 1933 r. Do wybuchu wojny zatrzymywali się w nim wysocy urzędnicy państwowi. W 1934 r. jedną noc spędził tu marszałek Józef Piłsudski, a w sierpniu 1939 r. w obiekcie tym wypoczywała Maria Dąbrowska. Z Ciechocinkiem rywalizowały Druskieniki, o których powiemy za chwilę.

Wśród górskich kurortów triumfowało Zakopane, do którego latem zjeżdżała się cała polska elita artystyczna. Ale nie tylko ona. Jak pisał Witold Gombrowicz: „Szlagony z Kresów, lub z Poznańskiego, aferzyści, Radziwiłłowie, inteligencja, studenteria, suchotnicy, górale – wszystko mieszało się na Krupówkach”.

Zakopane miało jednak poważnego rywala – Krynicę Zdrój, która była znana z leczniczych właściwości wód już na początku XX w., lecz rozkwitła dopiero w latach 30. m.in. dzięki Janowi Kiepurze, który miał tutaj willę odwzorowującą najnowocześniejsze hotele szwajcarskie i austriackie – z windami, centralnym ogrzewaniem i centralą telefoniczną. Słynny tenor poświęcił dużo czasu i pieniędzy, by uczynić Krynicę europejskim ośrodkiem turystycznym, w którym wypoczywały koronowane głowy.

Jeśli dziś planujemy wakacyjny wypoczynek, często korzystamy z biur podróży. Takie firmy działały również przed II wojną światową, ale były nieliczne i wśród ich właścicieli nie brakowało zwykłych naciągaczy. Dlatego organizacją wczasów szybko zajęły się zaufane osoby prywatne i stowarzyszenia społeczne. Do pierwszych touroperatorów z prawdziwego zdarzenia należał Orbis, który założono w Lwowie w 1920 r. – w okresie, gdy polska turystyka była w powijakach, a wielu potencjalnych wczasowiczów służyło na froncie, odpierając ataki bolszewików. Początkowo agencja ta nie cieszyła się dobrą opinią, o czym świadczyły liczne skargi klientów. Z upływem czasu rozwinęła się i zyskała status międzynarodowego biura podróży.

Z wyjątkiem dozorców i gospodyń domowych

Polscy pracownicy uzyskali prawo do płatnego wolnego jako jedni z pierwszych w Europie. Było to w maju 1922 r. Dla porównania: Szwajcarzy zdobyli ten przywilej dopiero w 1946 r. w wyniku burzliwych zamieszek. Polskim białym kołnierzykom przysługiwało 30 dni urlopu, a niebieskim osiem dni w pierwszych dwóch latach pracy u tego samego pracodawcy i 14 dni po trzech latach. Ale uwaga: z płatnego wypoczynku nie mogła korzystać bardzo liczna w dwudziestoleciu międzywojennym służba domowa i dozorcy, a także zatrudnieni w firmach liczących do czterech osób, czyli w setkach tysięcy sklepów i zakładów rzemieślniczych.

Ruch turystyczny w międzywojniu promowało wiele instytucji – na czele z utworzoną w 1935 r. Ligą Popierania Turystyki, która doprowadziła m.in. do wybudowania kolejek na Kasprowy Wierch, Gubałówkę i Górę Parkową. Z inicjatywy Związku Młodzieży Wiejskiej „Wici” w 1937 r. powstała Spółdzielnia Turystyczno-Wypoczynkową „Gromada”, która krzewiła kulturę wypoczynku wśród mieszkańców wsi. Do podróżowania po kraju i za granicą zachęcały czasopisma, takie jak ilustrowany magazyn krajoznawczy „Ziemia”, wydawany od 1910 r. (z przerwami) do dziś jako organ Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego. Gazety instruowały, jak samemu zrobić kajak, śpiwór z dwóch zszytych koców i materac z pociętej w paski opony.

U zarania niepodległości baza turystyczna była marna, lecz w drugiej połowie lat 20. zaczęła się szybko rozwijać z pomocą państwa. Budowano i odnawiano ośrodki wypoczynkowe, stacje i przystanie wodne. Wprowadzono także znaczące dopłaty do biletów kolejowych dla młodzieży oraz dofinansowano nowe, młodzieżowe organizacje sportowo-turystyczne. Duże zasługi na tym polu miał Mieczysław Orłowicz, urzędnik ministerialny, z zamiłowania krajoznawca, który organizował kongresy turystyczne oraz angażował się w wytyczanie pierwszych szlaków turystycznych i wydawanie map. Napisał on też „Przewodnik ilustrowany po Polsce”, który rozprowadzano w dwóch wersjach językowych: angielskiej i francuskiej. Pomysłów na propagowanie turystyki Orłowicz miał bez liku, ograniczały go jednak fundusze.

Więcej pieniędzy miał powstały w 1932 r. przy Ministerstwie Komunikacji departament ds. turystyki, na którego czele stanął Aleksander Bobkowski, zięć Ignacego Mościckiego. Nadzorował on budowę nowych szlaków pieszych i rzecznych, stanic wodnych i schronisk. W większości z nich nie było toalet, ale cel został osiągnięty. W 1938 r. Polska mogła się pochwalić 220 schroniskami młodzieżowymi i prawie 6 tys. łóżek.

Koleją czy samolotem

Ponieważ przedwojenna Polska miała jedne z najgorszych dróg w Europie i bardzo mało samochodów, najczęściej podróżowano koleją, która gwarantowała wysoki poziom usług i rozbudowaną sieć. Kwitł również transport samolotowy. Dziesiątki tysięcy pasażerów rocznie korzystały z Polskich Linii Lotniczych LOT, utworzonych pod koniec 1928 r. z połączenia spółek Aerolot i Aero. Niemal każde duże miasto miało lotnisko. Ale początki operatora były nader skromne. Pierwsza flota liczyła niewiele ponad 20 maszyn, które obsługiwały głównie loty krajowe.

W latach 30. firma z żurawiem w logo zaczęła poszerzać swoje horyzonty. Odbyła swój pionierski przelot nad Atlantykiem – z Los Angeles do Warszawy. Co roku powiększała siatkę połączeń, a w latach 1929-36 podwoiła liczbę podróżujących. W 1939 r. z Warszawy można było polecieć m.in. do Londynu, Tel-Awiwu, Bejrutu, Helsinek, Kopenhagi i Rzymu. Narodowy przewoźnik miał na wyposażeniu najnowocześniejsze samoloty amerykańskie i myślał o dalszej ekspansji na Bliskim Wschodzie, gdzie cieszył się znakomitą renomą. Chciał również oferować loty do Nowego Jorku i Chicago. Ambitne plany zniweczyła agresja Niemców na Polskę.

Niestety, turystyka lotnicza w okresie międzywojnia była zarezerwowana dla nielicznych. Bilety były drogie, bo samoloty miały małą pojemność. Korzystali z nich głównie ludzie zamożni, wojskowi i dyplomaci na misjach oraz najważniejsze osoby w państwie.

Patriotyczna powinność

Pod koniec lat 30. we wszelkich odmianach turystyki udział wzięło kilka milionów Polaków. A co z zagranicznymi wojażami? Arystokracja jeszcze w czasie zaborów chętnie odwiedzała kurorty zachodniej i południowej Europy. I to się w międzywojniu nie zmieniło. W dalszym ciągu uprzywilejowane warstwy społeczne wypoczywały na francuskiej Riwierze i innych ciepłych wybrzeżach. Z czasem jednak wśród zamożnych obywateli II RP zapanowała moda na polskie uzdrowiska, a to, że czasem nie dorównywały standardami ich włoskim, szwajcarskim czy niemieckim odpowiednikom, było sprawą drugorzędną.

Spędzanie wakacji w Polsce zaczęto uważać za patriotyczny obowiązek. Przykład dawał sam Józef Piłsudski, który od 1924 r. wyjeżdżał do Druskienik nad Niemnem. Lekarze zalecali mu zagraniczne ośrodki, ale on wiedział swoje. „Dla mego zdrowia potrzebne są tamtejsze lasy, gawęda z tamtejszymi ludźmi i smak tamtejszych potraw“ – pisał ojciec naszej niepodległości.

Znamy też inny powód częstych wizyt Marszałka w Druskienikach, być może nawet ważniejszy od specjałów kresowej kuchni i leczniczych właściwości wód – a mianowicie mieszkająca tu młoda lekarka Eugenia Lewicka, z którą Józef Piłsudski nawiązał bliższą relację, o czym plotkowano w całym kraju.

Ale wróćmy do głównego tematu: w latach 20. i 30. zeszłego wieku polska turystyka była zjawiskiem niezwykłym i imponującym. Zmagając się z problemami ekonomicznymi i politycznymi, II RP osiągnęła ogromny sukces w rozwoju ruchu turystycznego, ośrodków wypoczynkowych i bazy noclegowej. Był to okres, gdy Polacy odkrywali swoją ojczyznę i świat, a także cieszyli się wolnością i radością życia.

Poznawanie kraju przez wyjazdy, spływy kajakowe oraz piesze i rowerowe wycieczki pozwalało budować narodową jedność i przełamywać zaborowe bariery. Nic dziwnego, że w działania na rzecz wypoczynku, aktywności fizycznej i turystyki włączały się władze państwowe. Szkoda, że ta piękna epoka została przerwana przez wybuch II wojny światowej.