Nadzwyczajna zbiórka trwająca w Brukseli nietypowo, bo w poniedziałek i wtorek, jest jednak całkowicie formalna i zakończy się przyjmowanymi jednomyślnie konkluzjami. Trudno się nawet dziwić, że przewodniczący Charles Michel zwołał prezydentów/premierów teraz i ponownie zwoła ich już 23-24 czerwca. Główne punkty agendy to wojna w Ukrainie, energia, bezpieczeństwo żywnościowe i obronność. Po trzech tygodniach niewiele się zmieni, chociaż w czerwcu należałoby się spodziewać jakiegoś konkretu w sprawie kandydackiego statusu Ukrainy. Na razie prezydent Wołodymyr Zełenski na ekranie doczekał się od wspólnoty tych co zawsze wyrazów wsparcia oraz obietnic, że w czerwcu nastąpi dalsze systematyczne zbliżenie.
RE, która jest kolegialną głową Unii Europejskiej, w zasadzie powinna obradować… permanentnie. Decyzje prezydentów/premierów są bowiem najważniejsze. Pozostałe instytucje, czyli Komisja Europejska (KE), Parlament Europejski (PE) oraz ministerialna branżowa Rada UE przetwarzają ogólnikowe konkluzje RE na konkrety dokumentów, ale bez politycznej pieczątki niczego nie zrobią. Z punktu widzenia obecnego rządu polskiego częstsze szczyty RE również są pożądane, ponieważ na nich – ze względu na zasadę jednomyślności – nasze akcje rosną, notabene podobnie jak np. maluchów, Malty czy Luksemburga.
Głównym zadaniem szczytu RE stało się przełamanie pata w sprawie tzw. szóstego pakietu sankcji wobec Rosji. To już temat legenda, albowiem na uzgadnianiu przez państwa propozycji wyjściowej KE zszedł cały maj. Finalnej decyzji szczytu w kwestii ropy naftowej nie znaliśmy do zamknięcia wydania papierowego “PB“, ale przecieki wskazywały, że przynajmniej proteza kompromisu 27 państw została wreszcie osiągnięta (o północy się to sfinalizowało). Najróżniejsi członkowie wspólnoty do końca próbowali przynajmniej osłabić lub całkiem skreślić punkty, uderzające rykoszetem w ich interesy. Pakiet ma objąć przede wszystkim transport rosyjskiej ropy tankowcami (czyli dwie trzecie całej masy), przy pozostawieniu furtki dla lądowych ropociągów. Jej otwarcie było bardzo ważne dla państw naszego regionu bez dostępu do morza – czyli najtwardszych Węgier, reszty, poza nami, Grupy Wyszehradzkiej oraz Austrii. Premier Viktor Orbán potrzebował gwarancji, że jeśli wojna uderzy w rosyjską ropę płynącą przez Ukrainę (nawet w ogniu walk taki kierunek funkcjonuje), to Węgry dostaną surowiec z innych źródeł. A co nie zostało doprecyzowane teraz, wróci w czerwcu, to ulubiony przez wspólnotę sposób dochodzenia do kompromisu.

Problem szóstego pakietu enty raz ilustruje ułomność trybu podejmowania przez UE decyzji. U zarania wspólnoty zasada jednomyślności była fundamentem, odstępstw zdarzało się bardzo niewiele. Traktatowa zgodność była zdecydowanie bardziej efektywna, gdy Europejską Wspólnotę Gospodarczą tworzyła założycielska szóstka, stopniowo rozszerzona do dziewiątki oraz dwunastki, przekształconej w Unię Europejską. Problemy zaczęły się od piętnastki, zaś wysokim progiem, od którego unijna jednomyślność często już paraliżuje decyzyjność, było wielkie rozszerzenie UE w 2004 r., w którym przystąpiła m.in. Polska. Obecnie liczba państw wynosi 27, są to równoprawne podmioty prawa międzynarodowego. Aż miesiąc poślizgu bardzo ważnego szóstego pakietu sankcji dowodzi, że osiągnięcie ich jednomyślności często z definicji staje się abstrakcją – ale z tej zasady nasz rząd nie odda ani guzika...
