Znowu odżyły spekulacje o przejęciu amerykańskiej wytwórni filmowej MGM przez koncern medialny Time Warner. Internetowe wydanie dziennika „Wall Street Journal” doniosło, że spółki prowadzą negocjacje. Oficjalnie jednak Time Warner nie złożył jeszcze żadnej pisemnej oferty.
Niewykluczone, że do zintensyfikowania trwających od ponad roku rozmów przyczyniły się doniesienia o podobnym pomyśle za strony Sony. Japoński gigant rozważa wraz z dwoma funduszami nabycie udziałów w MGM oferując podobno 5 mld USD w gotówce i przejęcie wierzytelności. Gra jest warta świeczki, bo najbardziej wartościowe aktywa MGM to kolekcja ponad 4,2 tys. filmów powstałych po 1948 r. Dla obu potentatów rynku medialnego to prawdziwa gratka. W połączeniu z biblioteką tytułów, jakie są w posiadaniu Sony, powstałaby największa na świecie kolekcja filmów.
Wydaje się, że ostateczne rozstrzygnięcia mogą zapaść poza sferą biznesu. Oddając w ręce Japończyków MGM, Amerykanie pozbyliby się bowiem swoistego dziedzictwa narodowego. A to może być dla nich nie do zaakceptowania. Sugeruje to wynik wtorkowego posiedzenia akcjonariuszy MGM, w trakcie którego szef studia filmowego powiedział, że są rozważane alternatywne rozwiązania wobec Sony.