Tłem tej zadymy są oczywiście pieniądze

Jacek Zalewski
opublikowano: 23-08-2006, 00:00

Powyższy tytuł nawiązuje do naszego komentarza z minionego piątku, zatytułowanego „Zadyma z ordynacją”. Słusznie wtedy przewidywaliśmy, że po otrząśnięciu się z szoku koalicjanci przystąpią do kontrofensywy i przejmą kontrolę nad sejmową Komisją Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, która pod przewodem niesterowalnego prezesa PSL Waldemara Pawlaka odłożyła aż do 11 września dalsze prace nad nowelizacją samorządowej ordynacji.

Szczerze mówiąc, trochę nas zdumiewało, że tak ważna politycznie komisja składa się z 15 posłów koalicji i 15 posłów opozycji oraz stanowiącego języczek u wagi reprezentanta Mniejszości Niemieckiej. Budowniczowie IV RP zdecydowanie osłabili na odcinku samorządowym swoją rewolucyjną czujność, ponieważ komisje sejmowe z założenia powinny odzwierciedlać skład całej izby. Ale wczoraj wszystko zostało naprawione — koalicja przeforsowała poszerzenie składu dotychczasowej 31-osobowej komisji o... 30 nowych członków! Sytuacja się unormowała, koalicjanci osiągnęli przewagę 31:27, przy współpracy 3 posłów niezrzeszonych. Wszystko wskazuje na to, że nowelizacja ordynacji zostanie jednak planowo uchwalona i ogłoszona, a 12 września w Dzienniku Ustaw ukaże się rozporządzenie premiera o przeprowadzeniu wyborów samorządowych 12 listopada, już według nowych przepisów.

Opozycja walczyła wczoraj do ostatniej kropli poselskiego potu, wykorzystując dopuszczalną w demokratycznych procedurach instytucję bojkotowania głosowań. Marszałek Marek Jurek uznał to za zorganizowaną — jasne, że zorganizowaną! — akcję i aż do skutku powtarzał nieudane głosowania, aby koalicjanci wreszcie pozbierali się z sejmowych korytarzy i zapewnili quorum. Przy okazji ośmieszył się interpretacją prawa — otóż zarzucił opozycji, że wymagając obecności co najmniej 230 czynnie głosujących koalicjantów, podwyższa ona do większości bezwzględnej próg większości zwykłej, wymagany przy podejmowaniu zwyczajnych uchwał. Ta nowatorska teoria „magistra Marka Jurka” — jak utytułował marszałka doktor habilitowany Tadeusz Iwiński — to rzeczywiście jakaś bzdura.

Obserwując zapalczywość obu stron w wojnie o ordynację — która faktycznie jest rzadko spotykaną legislacyjną hucpą — wypada postawić naturalne pytanie: o co tak naprawdę chodzi? Nigdy dotychczas wybory samorządowe nie wywoływały w Polsce aż takich konfliktów centralnego aktywu partyjnego. Czy dla Prawa i Sprawiedliwości naprawdę najważniejsza jest ideowa legitymizacja IV Rzeczypospolitej? Czy dla Platformy Obywatelskiej wartością nadrzędną jest obrona samorządowych swobód?

Nic z tych rzeczy — chodzi oczywiście o pieniądze! Wiadomo, że ewentualne zblokowanie list PiS, Samoobrony i LPR dotyczyć będzie głównie wyborów do sejmików wojewódzkich oraz do rad największych miast, a już w znacznie mniejszym stopniu powiatów. I również powszechnie wiadomo, że to właśnie samorząd wojewódzki oraz władze najbogatszych metropolii w nadchodzącej czteroletniej kadencji najwięcej skorzystają z funduszy unijnych. Zresztą politycy koalicji wcale nie ukrywają, że chcą przejąć pełnię władzy samorządowej, aby jak najbardziej efektywnie wykorzystać środki pomocowe, a dotychczasowa ordynacja to wykorzystanie... utrudniała. Hipokryzja takiego tłumaczenia porównywalna jest ze stawką do wygrania.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu