To będzie rok roszad w stawce brokerów

Kamil KosińskiKamil Kosiński
opublikowano: 2013-01-04 00:00

Domy maklerskie walczą o klientów opuszczonych przez zagraniczne banki inwestycyjne, które wycofały się z Polski. Efekty już widać.

W 2012 r. obroty akcjami i prawami do akcji dokonywane w trakcie sesji na Giełdzie Papierów Wartościowych wyniosły 187,6 mld zł. To o jedną czwartą mniej niż w roku 2011. Bardziej — o ponad 28 proc. — spadło zainteresowanie kontraktami terminowymi. Wzmógł się jedynie handel sesyjny obligacjami — o 29 proc. Jego wartość to jednak tylko 0,5 proc. obrotów akcjami.

None
None

— Zakładam, że w 2013 r. obroty wzrosną o 10 proc., a to oznacza, że daleko jeszcze do poziomu z roku 2011 — prognozuje Witold Stępień, prezes DM Banku Handlowego. Nie oznacza to jednak, że na giełdzie niewiele się dzieje i będzie działo. Wręcz przeciwnie — brokerzy rozpoczęli cichą wojnę o pozycję na rynku.

— Znikają z niego europejskie banki inwestycyjne, które do niedawna były partnerami dla średniej wielkości zagranicznych funduszy inwestycyjnych. My oferujemy nasze lokalne kompetencje, w tym w szczególności analityczne, aby wykorzystać nową sytuację i zwiększyć skalę współpracy z tymi funduszami. Wydaje się, że kilku brokerów ma podobną koncepcję — mówi Jarosław Kowalczuk, prezes DI BRE Banku.

Awanse i spadki

Pierwsze przetasowania już widać. DI BRE odebrał pierwsze miejsce w handlu kontraktami terminowymi DM BOŚ. Ten ostatni był liderem handlu kontraktami przez 9 lat z rzędu. Ewidentną ofiarą strategicznych decyzji podjętych za granicą stało się ING Securities. W 2011 r. przez to biuro przeszło 8,9 proc. sesyjnych obrotów akcjami w Warszawie. W 2012 r. było to tylko 5,8 proc.

— Spadek naszego udziału w obrotach sesyjnych to po części efekt zamknięcia naszej działalności jako animatora od początku 2012 r., a po częściograniczenia aktywności, a potem zamknięcia biur ING w Londynie i Nowym Jorku — przyznaje Marek Słomski, prezes ING Securities.

To ostatnie nastąpiło na początku października. W rezultacie, w ostatnich miesiącach 2012 r. udział ING Securities w sesyjnych obrotach akcjami nieznacznie tylko przekraczał 4 proc. W przeciwnym kierunku zmierza DM PKO BP. Pod koniec roku jego udział w sesyjnych obrotach akcjami sięgał 8,5 proc. W całym roku był nieco mniejszy, ale 7,8 proc. i tak wystarczyło do awansu z ósmego na czwarte miejsce. Rok wcześniej to ostatnie zajmowało ING Securities.

— Wzrost obrotów notujemy w każdym segmencie. Współpracę z zagranicznymi funduszami rozpoczęliśmy dopiero w maju i ciągle jesteśmy w fazie budowania relacji. Mamy doświadczonych ludzi, ale jako instytucja nigdy tego nie robiliśmy — mówi Grzegorz Zawada, dyrektor DM PKO BP. Patrząc na obroty całoroczne, redukcje w polskim biurze nie zaszkodziły Credit Suisse. Ale w ostatnich miesiącach z międzynarodowym potentatem jak równy z równym walczyła Ipopema Securities, jedyny liczący się broker spoza grupy bankowej.

— Kluczem do sukcesu jest ciągłość składu osobowego. Poza tym, londyńscy brokerzy wolą handlować z nami, a nie innymi brokerami z Londynu, bo jesteśmy ich konkurencją lokalną, a nie globalną. Siłą rzeczy wiemy też o polskim rynku więcej niż firmy, które nie są w Polsce fizycznie obecne. Zachłyśnięcie się produktami analitycznymi oferowanymi przez globalne banki mija. Nadchodzi czas weryfikacji tego, co są w stanie powiedzieć o polskich spółkach — zaznacza Stanisław Waczkowski, wiceprezes Ipopema Securities.

Tacy zagraniczni brokerzy, jak Erste, Goldman, Unicredit, mają silną pozycję jedynie w transakcjach pozasesyjnych. Nawet w nich króluje jednak DM PKO BP (ponad 20 proc. wartości), a wartość takich operacji to niespełna 9 proc. handlu sesyjnego. Podobnie jest z kontraktami terminowymi. Erste i Unicredit odpowiadają za prawie63 proc. transakcji pakietowych. Wszystkie takie operacje to jednak niecałe 3 proc. handlu na sesji.

— W transakcjach pakietowych często odbywają się przeksięgowania między rachunkami funduszy z tej samej grupy kapitałowej. Są to transakcje niskomarżowe o charakterze technicznym. Prawdziwą pozycję brokera odzwierciedlają transakcje sesyjne — podkreśla Stanisław Waczkowski.

Zdaniem innych jednoznaczna ocena transakcji pakietowych jest dość trudna. Mogą mieć charakter przeksięgowań, ale też rynkowy. Zwłaszcza jeśli sprzedającym jest skarb państwa, który upłynnia w ten sposób tzw. resztówki. Dlatego nie wszyscy podzielają opinię, że zagraniczni brokerzy się nie liczą.

— Zdarzają się sesje giełdowe, kiedy aktywność zdalnych członków jest bardzo widoczna. Nowi gracze, którzy pojawili się na rynku usług maklerskich, posiadający siedziby w Polsce, oraz brokerzy zdalni generują obecnie kilkanaście procent obrotu ogółem na rynku akcji. Nie pozostaje to bez wpływu na konkurencję — dodaje Jarosław Kowalczuk.

Zarobić na Kowalskim

W przypadku utrzymywania się na rynku niskich obrotów część brokerów może zacząć przykładać większą wagę do klientów indywidualnych. I to mimo że dysponują oni relatywnie małymi pieniędzmi.

— To ciekawa część biznesu brokerskiego. W ostatnim okresie udział klientów tej grupy w obrotach na rynkach regulowanych zachowuje się podobnie do zmian aktywności klientów instytucjonalnych — przypomina Jarosław Kowalczuk.

Nie brak jednak głosu, że jeśli dom maklerski ma niewielki udział w obrotach, to może mieć problemy z rentownością. Zwinięcie biznesu przez biuro obsługujące klientów detalicznych jest jednak trudniejsze niż przez nastawione na klientów instytucjonalnych. Dlatego mniejsi brokerzy, powiązani z bankami uniwersalnymi, mogą dokładać do interesu przez rok czy dwa.