To wersja PiS trafi do Dziennika Ustaw

opublikowano: 16-01-2020, 22:00

Poprzedzone burzliwą debatą dzisiejsze głosowanie Senatu nad uchwałą w sprawie zmiany ustaw o ustroju sądów powszechnych, o Sądzie Najwyższym oraz kilku innych — ma wielkie znaczenie polityczne i wizerunkowe.

Paradoksalnie jednak prawny los wersji przeforsowanej przez Prawo i Sprawiedliwość w Sejmie 20 grudnia 2019 r. jest rozstrzygnięty — to ona bez zmiany choćby przecinka znajdzie się w Dzienniku Ustaw.

Uchwała Senatu w sprawie ustaw sądowych będzie najważniejsza od początku obecnej kadencji.
Zobacz więcej

Uchwała Senatu w sprawie ustaw sądowych będzie najważniejsza od początku obecnej kadencji. Fot. Adam Chełstowski

Istnieją trzy możliwe warianty piątkowej uchwały Senatu. Pierwszy — ustawa zostanie odrzucona, oczywiście pod warunkiem zmobilizowania się Koalicji Obywatelskiej z aliantami; drugi — ustawa zostanie przyjęta bez poprawek, czego żąda PiS; trzeci — żadna uchwała nie zostanie podjęta, z powodu remisowego pata. Nie wchodzi w grę wariant czwarty, czyli wprowadzenie przez Senat jakichś poprawek, ponieważ nikt ich nie chce. Efekt prawny wariantu drugiego i trzeciego byłby identyczny — ustawa w wersji z 20 grudnia trafiłaby bezpośrednio do podpisu prezydenta. Najbardziej prawdopodobny wydaje się jednak wariant pierwszy, po którym ustawa wróci do Sejmu. PiS już koncentruje 235 swoich szabel (w praktyce wystarczy o kilka mniej) do odrzucenia senackiego odrzucenia na posiedzeniu 22-23 stycznia. Oznacza to, że nietknięta wersja grudniowa trafi na biurko Andrzeja Dudy po prostu o kilka dni później. Podpisanie ustawy finalizującej skok PiS na sądownictwo jest oczywistością, co kandydat tej partii na drugą kadencję prezydencką już sygnalizował.

Obie izby parlamentu pierwszy raz skonfrontowały się otwarcie przed Bożym Narodzeniem w sprawie ustawy akcyzowej. Obecne starcie sądowe ma jednak znaczenie zdecydowanie większe. Zwracam zatem uwagę — powtórnie, już wspomniałem o tym w grudniu — na zdumiewającą ciekawostkę proceduralną. Konstytucja RP nakazuje Senatowi podjęcie uchwały wobec ustawy przychodzącej z Sejmu w 30 dni, ale nie reguluje późniejszego obiegu dokumentów. Od 1989 r. Senat również we własnym regulaminie (obecnie to art. 57) nie jest związany jakimkolwiek terminem formalnego przekazania uchwały przez jego marszałka do Sejmu! Przez trzy dekady nigdy nikomu nie było to potrzebne, uchwała standardowo trafia po 24-72 godzinach, a bywa, że po zaledwie minutach. Teoretycznie jednak wykonanie przez marszałka obowiązku „przekazuje” (nieopatrzonego nakazem „niezwłocznie”) może mu zająć… lata. A już na pewno nie musi zdążyć podpisać i przekazać Sejmowi uchwały z 17 stycznia do środy 22 stycznia.

Rzecz jasna powyższy scenariusz to dziennikarskie dywagacje. Gdyby marszałek Tomasz Grodzki poważył się na taki proceduralny chwyt i przetrzymał uchwałę (wtedy Sejm nie mógłby nic zrobić), lincz jego osoby w rządowych mediach przeniósłby się na jeszcze wyższy poziom. Wypada jednak przypomnieć, że w poprzedniej kadencji tzw. dobra zmiana kpiła sobie w żywe oczy z Konstytucji RP, wykorzystując właśnie brak nakazu terminowego. Andrzej Duda w kilku próbach minimalnego wybicia się na samodzielność zwrócił Sejmowi 2015-19 do ponownego rozpatrzenia i uchwalenia trzema piątymi głosów — do tego sprowadza się istota tzw. weta — pięć ustaw. I wobec żadnej z nich PiS nie wykonało konstytucyjnego obowiązku. Zamiast do rozpatrzenia (ponowne uchwalenie nie miało szans) wszystkie zawetowane ustawy wylądowały w sejmowym niebycie…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu