Trójka z Łodzi chce się wyszumieć

Shumee.pl — pierwsza platforma społecznościowa będąca krzyżówką Facebooka, Instagrama, Allegro i OLX — chce narobić szumu, nie tylko w Polsce

Shumee.pl — polski serwis społecznościowy, będący własnością łódzkiej spółki Shumee, w ramach którego zarejestrowani użytkownicy mogą dzielić się wiadomościami i zdjęciami, wykorzystując aplikację, oraz sprzedawać i kupować produkty wystawione przez innych użytkowników. Projekt został uruchomiony 28 marca 2017 r. Na koniec 2018 r. miał 300 tys. zarejestrowanych użytkowników w Polsce i Wielkiej Brytanii.

BOH TROJCU LUBIT:
Wyświetl galerię [1/2]

BOH TROJCU LUBIT:

Andrzej Walczak (z prawej) mówi, że zawsze pracuje w trójkątach. Trzech ich było w Atlasie, w Fundacji Atlas Sztuki i w Nowym Centrum Łodzi. W Shumee też jest trójka: Monika Stefaniak, Szymon Midera i Andrzej Walczak. KRZYSZTOF JARCZEWSKI

Taki wpis w Wikipedii, za rok z okładem, marzy się Monice Stefaniak i Szymonowi Miderze, dwójce byłych menedżerów Banku Pocztowego, i Andrzejowi Walczakowi, twórcy Atlasa. W trójkę założyli biznes, który ma ambicję konkurować z Facebookiem, mającym na koniec 2016 r. — jak wynika z wpisu w Wikipedii — 1,86 mld użytkowników.

Krzyżówka pomysłów

W 24 godziny od uruchomienia Facebooka 4 lutego 2004. konta w serwisie otworzyło 1200 studentów Harvardu. Shumee.pl w chwili startu 28 marca miał sporą grupę związanych z projektem shumerów w całym kraju, głównie studentów, którzy od tygodni testowali rozwiązanie. Czekali na sygnał, żeby zacząć szumieć na rodzimej platformie społecznościowej i polecać ją kolejnym użytkownikom. Wypisz, wymaluj polski Facebook? Cała trójka założycieli w ogóle nie wypowiada słowa na „F”.

— Przepraszam bardzo, czy mógłby pan powtórzyć, bo ja nie bardzo wiem, o kogo chodzi — mówi Andrzej Walczak, kiedy rozmowa schodzi na różnice i podobieństwa między Shumee a wielkim bratem. Polski serwis nie chce być z nim kojarzony z przyczyn ideologicznych.

— „Ten duży gracz” przypomina Pocztę Polską i Telekomunikację Polską sprzed 25 lat. Owszem, on stworzył infrastrukturę bazodanową i standard obsługi, ale zwłaszcza dla najmłodszych użytkowników zaczyna być passé. Muszą tam być z uwagi na ogrom przedsięwzięcia i komunikację ze znajomymi, jednak czują się trochę nieswojo, wiedząc, że ich treści oglądają rodzice czy dziadkowe, i coraz chętniej sięgają też po inne rozwiązania — wyjaśnia Szymon Midera. Poza tym Shumee to nie polska kopia Facebooka, lecz raczej jego krzyżówka z Instagramem, Twitterem, Snapchatem oraz docelowo — Allegro i OLX.

Z platform społecznościowych bierze sposób komunikacji, bazujący na szybkich komentarzach, zdjęciach i wideo, oraz daje odważnie zero-jedynkowy mechanizm lubię/nie lubię (zamiast kciuka są zielony plus i czerwony minus). Nie ma pośrednich ocen — decyzja musi być prosta i jednoznaczna. Rzecz podstawowa — dominują zdjęcia i krótkie, ośmiosekundowe filmy. Tu oczywiste są skojarzenia ze Snapchatem. Shumee to głównie aplikacja na telefon, w której shumerzy, czyli użytkownicy, robią zdjęcia, selfie, nagrywają filmy i wrzucają na stronę z pytaniem, na które chcą poznać odpowiedź, z ustawionym czasem emisji (godzina, tydzień itp.) i zasięgiem (wybrane osoby, znajomi, wszyscy).

Video i zdjęcia to oczywiście sposób komunikacji, ale docelowo będą też nośnikiem informacji handlowej, Shumee od podobnych platform różni się bowiem także tym, że jest od początku przemyślanym projektem biznesowym. W przeciwieństwie do Facebooka, który długo szukał sposobu na zarobek, czy Snapchata oraz Twittera, które jeszcze walczą o rentowność i na razie koncentrują się na generowaniu ruchu, Shumee najpierw zidentyfikował źródła przychodu, wokół których musi zbudować społeczność.

— Na początku myśleliśmy bardziej o typowym marketplace. Potem stwierdziliśmy, że stać nas na więcej — na wykreowanie nowego, inspirującego medium, wykorzystującego aktualne trendy społecznościowe i konsumenckie. Ten rynek nie jest zabetonowany, jeden kluczowy gracz nie musi dyktować strategii cenowych i podwyższać opłat i prowizji w najbardziej dla niego dochodowych segmentach. Zauważyliśmy też, że brakuje „targowiska”, które dzieli się wiedzą na temat swoich użytkowników, pomagając partnerom biznesowym — sklepom i indywidualnym sprzedawcom — lepiej docierać do klientów — wyjaśnia Szymon Midera.

Założyciele szybko zrozumieli, że trzeba to zrobić inaczej. Ładowanie pieniędzy w klasyczny marketing nie ma sensu — trzeba stworzyć miejsce, w którym użytkownicy będą czuli się dobrze.

— Chcemy wykorzystać wciąż rosnące znaczenie rekomendacji i zmęczenie konsumentów reklamowym chaosem, w którym coraz trudniej im się odnaleźć. Najważniejsze jest miejsce, w którym ludzie rozmawiają ze sobą, wymieniają się opiniami i podejmują przemyślane, racjonalne decyzje — mówi Szymon Midera.

Shumee to zatem kawiarnia, gdzie można się wyszumieć towarzysko, ale też poznać opinię na dowolny temat czy zweryfikować plany zakupowe, korzystając z sugestii innych, a docelowo także kupić od zaufanego użytkownika rzecz poleconą przez innych shumerów. Skojarzenia z Allegro albo raczej olx.pl wydają się jak najbardziej na miejscu. Na początek na Shumee trafią rzeczy używane, głównie od osób prywatnych. Model biznesowy oparty jest w 90 proc. na prowizjach od sprzedaży, które, jak zapewnia Szymon Midera, będą najniższe na rynku.

Moduł e-commerce w Shumee zostanie uruchomiony za kilka miesięcy, kiedy serwis pozyska już pewną liczbę shumerów. Jak mówi szef projektu: „ma być nienachalnym uzupełnieniem funkcjonalności społecznościowych”. Biznesplan zakłada, że za 20 miesięcy, kiedy zostanie osiągnięty próg rentowności, użytkowników będzie około 300 tys., a spośród nich co czwarty będzie coś sprzedawał na platformie przynajmniej raz w miesiącu. Średnia jednostkowa wartość sprzedaży w polskim internecie to ok. 200 zł. W Shumee ma to być 50 zł — 70 tys. aktywnych shumerów, którzy wygenerują 3,5 mln zł obrotu miesięcznie.

— Chcemy pokazać zupełnie inne podejście do sprzedaży przez internet: sprzedaż z twarzą. To nie będzie kopia największych przedsięwzięć e-commerce. To ma być bardzo banalne, tak proste jak wysłanie posta: zdjęcie produktu i krótki opis, publikacja na Shumee, opinie znajomych, gotowe — wyjaśnia Szymon Midera. — Bo sprzedaż ogólnie jest banalna — od tysięcy lat ludzie robią dokładnie to samo, tyle że zmienia się miejsce dokonywania zakupu — dodaje Andrzej Walczak. Sprzedaż — tak, reklama — nie.

— W klasycznych serwisach społecznościowych coraz więcej postów to czysta reklama, coraz bardziej dopasowana do naszych potrzeb, ale zaśmiecająca naszą prywatną przestrzeń. Tego w Shumee nie będzie. Nie będziemy sprzedawać powierzchni reklamowej, w końcu najważniejsze mają być głosy użytkowników. Będziemy natomiast promować najbardziej shumiących, najczęściej głosujących użytkowników, najpopularniejsze, niosące najwięcej emocji dyskusje czy też najbardziej polecane przez społeczność produkty, wydarzenia i miejsca. Naszą ambicją jest zbudowanie największej bazy ocen produktów w sieci — deklaruje Szymon Midera.

Skalowalny biznes

Shumee startuje równolegle w Polsce i Wielkiej Brytanii, choć na Wyspach testowo. Zdaniem twórców, platforma ma potencjał do klonowania za granicą, ale jeśli chodzi o e-commerce, każdy z rynków ma swoją specyfikę. Brytyjczycy w handlu w sieci są świetni. Gorzej idzie im z aktywnością w mediach społecznościowych.

— Megatrendy wszędzie są takie same: digitalizacja i smartfonizacja, fenomen social mediów, rozpoczynająca się era influencerów [osobowości internetowych mających wpływ na opinie masowych odbiorców — red.], rosnąca potrzeba kontaktów międzyludzkich. Postawiliśmy sobie za cel, żeby stać się inspirującym medium, chcemy wyłapywać tematy, które są nośnikiem emocji, przetwarzać je na język Shumee, udostępniać i w ten sposób angażować użytkowników. Docelowo pokażemy także firmom, że mają do dyspozycji nowe narzędzia komunikacji, że warto odejść od klasycznego podejścia do budowania marki, pracując blisko z influencerami i użytkownikami serwisu — mówi Szymon Midera.

Shumee startuje bez specjalnego szumu w tradycyjnych mediach. Informacja ma się rozchodzić w sieci, wspierana przez serwis, ale głównie na zasadzie famy, poczty pantoflowej, poleceń i przyciągania influencerów z ich mikrospołecznościami.

— Rekomendacja jest podstawą Shumee. Shumee pozwala także na konfrontowanie opinii. Poprzez poznanie zdania innych osób zapewnia równowagę, umożliwia prezentację różnych punktów widzenia i nie zamyka użytkowników w bańce informacyjnej tematów, które lubią. Chcemy, żeby dzięki poleceniom użytkowników ludzie podejmowali mądre decyzje, racjonalizowali opinie — w kwestiach lifestyle’owych, społecznych, politycznych i zakupowych. Kupują, bo ktoś zarekomendował produkt i sprzedawcę. Wiem, znam — mogę polecić. Nie jestem ekspertem, ale inne osoby, które znam, pomogły mi dokonać wyboru. Zależy nam na autentycznych rekomendacjach — wyjaśnia Andrzej Walczak.

Trójka z Łodzi

Na nowy biznes natrafiliśmy, przeglądając KRS, który nazwisko byłego już wtedy prezesa Banku Pocztowego skojarzył z nowo powstałą spółką Shumee. Na początku sądziliśmy, że to okołobankowy start-up finansowy, założony przez bezrobotnych bankowców, bo w zarządzie zasiada Monika Stefaniak, przez wiele lat związana z Bankiem Pocztowym, a wcześniej mBankiem. Jasnego tropu jednak nie było, a wątek wikłał dodatkowo skład rady nadzorczej, w której zasiada Radosław Wiśniewski, właściciel Redanu, co mogło sugerować, że to on finansuje przedsięwzięcie. Z czasem trafiliśmy na nazwisko Andrzeja Walczaka. Co łączy twórcę Atlasa, słynącego z nietuzinkowych rozwiązań, i byłego prezesa Banku Pocztowego? Łódź.

— Poznaliśmy się dawno temu przy okazji projektów związanych z pomysłami na rewitalizację miasta. Jakiś lekarz powiedział, że można tu umrzeć z nudów. Szymon odparł, że naszym celem powinna być walka z nudą — opowiada o początkach znajomości i biznesu Andrzej Walczak, miejski aktywista, szef rady programowej wystawy Expo 2020, mecenas sztuki. Po raz kolejny okazało się, że najważniejsze są znajomości. Zanim Szymon Midera zaprosił do projektu Andrzeja Walczaka, przeszedł standardową ścieżkę zdrowia start-upowca, przekonując się, ile warte są deklaracje o otwartości państwa i inwestorów na firmy technologiczne.

— Szukając finansowania, możesz najwyżej liczyć, że zostaniesz menedżerem, ale większość funduszy zabierze ci decydujący wpływ na przedsięwzięcie. Perspektywa jest taka, że im szybciej urośniesz, tym szybciej cię sprzedadzą. Nie jest to specjalnie motywujące podejście dla kogoś, kto buduje biznes swojego życia — uważa Szymon Midera.

Dlaczego Andrzej Walczak wszedł do trójkąta z bankowcami? — Zawsze pracuję w trójkątach: Atlas, Fundacja Atlas Sztuki, Nowe Centrum Łodzi, a teraz Shumee. To daje możliwość sprawnego zarządzania, zderzenia różnych punktów widzenia, a także posuwania projektów do przodu, bo nie ma patowych sytuacji związanych często z duetami — wyjaśnia Andrzej Walczak.

Jego zdaniem, ze start-upami jest tak: albo się w pomysł wierzy, albo nie. Potem jest statystyka, pokazująca brutalną rzeczywistość — okres niemowlęctwa przeżywa zaledwie 0,2 proc. firm.

— Mówi się, że decydując się na start- -up, od początku trzeba zakładać, że to będzie plajta. Z Shumee tak nie jest. Po pierwsze, trudno mówić o start-upie, bo Shumee to suma moich 40 lat doświadczeń zawodowych i pasji związanych ze sztuką, komunikowaniem się, sposobami wyrażania i przekazywania emocji. Wszystko to jest w Shumee: wolność i swoboda wypowiedzi, kreowania siebie i tworzenia sztuki, bo czym jest selfie, które żyje w sieci oglądane po tysiąckroć, jeśli nie sztuką nowoczesną. Jeśli więc chodzi o Shumee, to nie, nie są z nim związane żadne niebezpieczeństwa — twierdzi Andrzej Walczak.

— Ryzyko jest, ale wkalkulowane — poprawia Szymon Midera. Jak twierdzi, nie ma planu B, jeśli projekt się nie powiedzie. Determinacja założycieli jest spora, bo w przedsięwzięcie zaangażowali swoje pieniądze — łącznie zgromadzony kapitał to kilka milionów złotych. Dwójka z zarządu spółki ma duży głód sukcesu i doświadczenie w prowadzeniu i wdrażaniu projektów, Andrzej Walczak — dużą swobodę i luz, związany z wcześniejszymi osiągnięciami i pozycją, a także popartą doświadczeniem wiarę w projekt. — Jeśli Shumee nie wypali, zamienimy go w portal randkowy — śmieje się Andrzej Walczak.

OKIEM EKSPERTA

Ciężki kawałek aplikacji

HUBERT TWORKOWSKI

Sotrender

Shumee to ciekawy, choć nie pierwszy, koncept połączenia treści graficznych z głosowaniem. Estetyka aplikacji przypomina to, co już znamy, m.in. z Instagrama — jest po prostu poprawnie. Nazwę wymawia się „szumi” — twórcy mieli chyba taki zamysł, żeby treści wrzucane w aplikację szumiały daleko poza kręgiem naszych znajomych. Jeśli chodzi o biznes i szanse na sukces, warto wspomnieć, że aplikacje społecznościowe — wbrew pozorom — są najtrudniejsze do wypromowania. Mamy już takich gigantów, jak Instagram, Facebook, Snapchat, do których użytkownicy są mocno przywiązani, i żeby nowy twór na rynku osiągnął sukces, musi zaoferować coś unikatowego. Oczywiście unikatowość w postaci głosowania może być kluczem do sukcesu, ale bez dużego budżetu promocyjnego nie spodziewam się fajerwerków.

OKIEM EKSPERTA

Koktajl z potencjałem

MIKOŁAJ WINKIEL

Brand24

Shumee wygląda na bardzo dopracowaną aplikację, design i UX [user experience — red.] są na wysokim poziomie. Kiedy na nią patrzę, widzę kilka różnych inspiracji — jest połączeniem Snapchata, Instastories, Facebook Stories i kilku innych popularnych ostatnio rozwiązań z magicznym guzikiem „nie lubię”, którego internautom często brakuje. System głosowania opiera się na modelu znanym z Tindera. Shumee ma potencjał, bo udostępnia to, co najlepsze z innych aplikacji, i pozwala oceniać, a młodzi ludzie to lubią. Może być odpowiedzią na znudzenie młodych Facebookiem, zwłaszcza ze względu na możliwość negatywnej reakcji na treści, a do tego ograniczonej czasowo — co powinno potęgować chęć wejścia w interakcję. Jeżeli wieści o aplikacji rozejdą się organicznie, możemy mieć silnego nowego gracza na rynku mediów społecznościowych. Ciekawi mnie model biznesowy — gdzie i w jaki sposób będą pojawiały się reklamy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Trójka z Łodzi chce się wyszumieć