Trzy życia Mikrostyku

opublikowano: 24-02-2015, 00:00

Case study: Kilka razy omal nie upadł, dwa razy musiał się przebranżowić. Mikrostyk to przykład, jak elastyczność pozwala przetrwać na trudnym rynku

Ostatni kryzys, który Polska przetrwała jako zielona wyspa, najlepiej dowodzi, że nasi przedsiębiorcy jak mało kto potrafią dostosować się do panujących warunków. Radzenie sobie w trudnych sytuacjach podczas swojej długoletniej historii przećwiczył także Mikrostyk, niewielka firma z Gniewu, która nie raz otarła się o upadłość.

Produkcja detali dla branży motoryzacyjnej to ciężki kawałek chleba. Szczególnie w przypadku małej firmy, która współpracuje z gigantami. — Jeden błąd i nas nie ma — mówi Bartłomiej Anusiak, prezes Mikrostyku.
Zobacz więcej

UWAGA NA KAŻDY KROK:

Produkcja detali dla branży motoryzacyjnej to ciężki kawałek chleba. Szczególnie w przypadku małej firmy, która współpracuje z gigantami. — Jeden błąd i nas nie ma — mówi Bartłomiej Anusiak, prezes Mikrostyku. Marek Wiśniewski

Od radia do samochodów

Historia Mikrostyku zaczęła się w 1957 r. — w tych czasach zajmował się m.in. tworzeniem podzespołów do radia, produkował też własne urządzenia. Jednak technologia szybko zaczęła iść naprzód. W latach 90. prężnie rozwijająca się przez lata firma straciła nagle zbyt na swoje produkty i musiała upaść. Syndyk zaczął wyprzedawać majątek. Nie zdążył jednak pozbyć się wszystkiego, kiedy pojawili się prywatni inwestorzy, który postanowili przywrócić Mikrostyk do życia.

— Przemodelowali firmę na dostawcę elementów na potrzeby telewizorów Philipsa — mówi Bartłomiej Anusiak, dzisiaj prezes firmy. Fabryka telewizorów, która powstała w tamtych czasach w Kwidzynie, była jednym z głównych motorów rozwoju regionu. Mikrostyk dostarczał jej 80 proc. swoich produktów i znów zaczął się prężnie rozwijać. Niestety, telewizory też wypadły z łask rynku. — Polska była największym producentem takiego sprzętu w Europie.

Cały nasz kraj montował telewizory. I nagle w 2009 r. rynek całkowicie się nasycił — opowiada Bartłomiej Anusiak. Mikrostyk po raz kolejny stracił zbyt na swoje produkty. I po raz kolejny postanowił się przebranżowić. Tym razem — w kierunku motoryzacji.

— Z prostej tłoczni metalowej staliśmy się dostawcą elementów metalowych głównie dla branży motoryzacyjnej — mówi Bartłomiej Anusiak. Firma postawiła tym razem na dywersyfikację i oprócz tego tworzy również m.in. dla branży elektroniki konsumpcyjnej, oświetleniowej, telekomunikacji, producentów sprzętu AGD i elektrotechniki.

Jeden błąd i koniec

Do branży motoryzacyjnej trafia ponad 50 proc. sprzedaży Mikrostyku. Jego główna działalność to detale, które są składnikami większych części tworzonych przez dostawców pierwszego rzędu dla producentów samochodów.

— Jeśli na przykład BMW chce stworzyć klimatyzator do nowego modelu, zwraca się z wytycznymi do swojego dostawcy. Ten przychodzi do firm takich jak nasza z prośbą o przygotowanie kolejnych detali, które będą składnikami nowego sprzętu — tłumaczy Bartłomiej Anusiak. Klientami są wyłącznie korporacje. Konkurencją też.

— Produkcja opłaca nam się dopiero od pewnej skali — zaznacza Bartłomiej Anusiak. Obecnie Mikrostyk ma ok. 500 aktywnych referencji, począwszy od komponentów wielkości główki od szpilki po wielkogabarytowe detale produkowane na prasach 500-tonowych. Jeden z produktów ma wartość 0,01 centa, ale firma sprzedaje go w ilości 30 mln rocznie.

Zdarzają się także większe elementy, jak choćby metalowe tyły do telewizora 42” dla firmy Bang & Olfsen, wartości 27 EUR, których na linii produkcyjnej Mikrostyku co roku powstaje 12 tys. Dzisiaj firma zatrudnia ok. 160 osób. Zespół powiększa się rocznie o ok. 20 nowych pracowników. Obrót sięga 30 mln zł i rośnie. Jednak nowa branża to też ciężki kawałek chleba. Nie ma tu miejsca na błąd.

— Wystarczy jeden, żebyśmy zniknęli z rynku — mówi Bartłomiej Anusiak. Gdyby okazało się na przykład po kilku latach, że szwankują samochody, ponieważ jedna z produkowanych przez Mikrostyk drobnych, metalowych części, zardzewiała, a nie powinna, koszty ewentualnego wycofania z rynku tego elementu będą poważnym uszczerbkiem dla dostawcy pierwszego rzędu, a dla Mikrostyku oznaczają… biznesową śmierć.

— Wydaje się, że to drobiazg. Jednak drobiazgi w branży motoryzacyjnej potrafią dużo kosztować, szczególnie jeśli mówimy o produkcji na dużą skalę. Wycofanie wadliwego systemu mocującego dywaniki przy pedałach swego czasu kosztowało przecież Toyotę utratę pierwszego miejsca producentów samochodów na świecie. Plus spory uszczerbek na reputacji — mówi Bartłomiej Anusiak. Nie trzeba jednak wycofania produktu, żeby koszty były duże.

— Wystarczy, że pojawi się wadliwy element, który zatrzyma produkcję u naszego odbiorcy na linii. Dla przykładu — w przypadku fabryki Fiata w Tychach każda godzina przestoju to koszt 80 tys. EUR — mówi Bartłomiej Anusiak.

Specjalista od tańszej produkcji

To jeden z głównych powodów, dla którego bariery wejścia na rynek produkcji podzespołów do motoryzacji są bardzo trudne. Trzeba spełnić wiele wymagań i zdobyć masę certyfikatów. Do tego działania firmy nieustannie są monitorowane. — Co roku mamy audyty prowadzone przez zewnętrzne organizacje kontrolne, sprawdzają nas również nasi klienci — mówi Bartłomiej Anusiak.

Jego zdaniem, firma musi być tak zorganizowana, żeby w razie potrzeby móc odtworzyć każdy etap procesu produkcyjnego dowolnego elementu w danym czasie. Ponadto od chwili otrzymania zlecenia stworzenia detalu do momentu jego wejścia na linię produkcyjną mija aż 1,5 roku. Problemem jest również duża konkurencja. Klient, który opracowuje nowe zlecenia, często robi konkurs wśród różnych firm. Wybierze tę, która zaproponuje mu najlepszą jakość za najniższą cenę.

— Naszą konkurencją są międzynarodowe korporacje, które mają swoje zakłady produkcyjne w różnych częściach świata, m.in. w Azji, gdzie produkcja jest tania — mówi Bartłomiej Anusiak.

Jego zdaniem, wyróżnik Polski, którym przez lata była tania siła robocza, w takim świecie powoli przestaje mieć znaczenie. A odbiorcy wymagają, żeby co roku produkty były minimum o 5 proc. tańsze. Do tego Mikrostyk nie jest w stanie konkurować kompleksowością usług, którą swoim klientom mogą zapewnić duże międzynarodowe korporacje.

— Dlatego postawiliśmy na optymalizację linii produkcyjnych. Powołaliśmy specjalny zespół najlepszych specjalistów, który pracuje tylko nad tym — mówi Bartłomiej Anusiak. Automatyzacja i optymalizacja produkcji to jedyna możliwość, dzięki której może być ona tańsza i bardziej efektywna. W dodatku opracowane przez Mikrostyk rozwiązania okazały się na tyle interesujące, że spółka zaczęła je wdrażać także u swoich klientów.

— Podobały im się nasze rozwiązania i zaczęliśmy doradzać w tym zakresie. Zainteresowanie było na tyle duże, że postanowiliśmy wyodrębnić specjalną spółkę celową MADevice, która tworzy indywidualne rozwiązania w zakresie zautomatyzowanych linii produkcyjnych i automatycznych urządzeń oraz manualnych przyrządów wspomagających proces produkcji — mówi Bartłomiej Anusiak. Wygląda na to, że dzisiaj upadłość Mikrostykowi już nie grozi. Oczywiście do czasu, kiedy firma popełni błąd…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu