UE: Niskie szanse na budżet 2007-13 na szczycie w grudniu

Polska Agencja Prasowa SA
opublikowano: 20-11-2005, 17:13

W poniedziałek odbędzie w Brukseli kolejne spotkanie 25 szefów dyplomacji w sprawie finansowania Unii Europejskiej w latach 2007-13. Coraz mniej osób wierzy jednak, że kierującym pracami UE Brytyjczykom uda się osiągnąć porozumienie w tej sprawie na szczycie europejskim 15 i 16 grudnia.

W poniedziałek odbędzie w Brukseli kolejne spotkanie 25 szefów dyplomacji w sprawie finansowania Unii Europejskiej w latach 2007-13. Coraz mniej osób wierzy jednak, że kierującym pracami UE Brytyjczykom uda się osiągnąć porozumienie w tej sprawie na szczycie europejskim 15 i 16 grudnia.

    "Obawiamy się, że nie będzie możliwe zaaprobowanie budżetu w grudniu - powiedział w sobotę w Budapeszcie przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso. - W kolegium Komisji uważamy, że taki scenariusz będzie bardzo negatywny dla wszystkich krajów, dla ogólnego klimatu zaufania w Europę, z ekonomicznego jak ipolitycznego punktu widzenia".

    Coraz głośniej mówi się, że Brytyjczykom nie zależy już tak bardzo na osiągnięciu porozumienia w sprawie budżetu Unii. Za sukces swojego półrocznego przewodnictwa w UE uważają bowiem rozpoczęcie negocjacji członkowskich z Turcją oraz postępy w walce z terroryzmem.

    Dyplomaci, także polscy, nie ukrywają, że wygłoszone kilka dni temu przemówienie brytyjskiego szefa dyplomacji Jacka Strawa w Parlamencie Europejskim nie wróży sukcesu w sprawie budżetu. Straw po pierwsze otwarcie przyznał, że osiągnięcie porozumienia będzie niezwykle trudne. Po drugie, zapowiedział "znaczące zmiany" w propozycji brytyjskiej w stosunku do propozycji przedstawionej w czerwcu przez kierujący wówczas Unią Luksemburg.

    "Straw dał do zrozumienia, że propozycja brytyjska przebuduje dość istotnie propozycję Luksemburga, uwzględniając interesy piątki" - powiedział w piątek jeden z dyplomatów dużego kraju UE.  Wspomniana piątka to Wielka Brytania, Holandia, Szwecja, Hiszpania i Holandia, które w czerwcu odrzuciły propozycję Luksemburga. Pierwsze trzy kraje uznały, że oznacza dla nich zbyt duże wpłaty do wspólnej kasy. Hiszpania nie zgodziła się natomiast na cięcia funduszy spójności, z którymi od czasu rozszerzenia UE musi się dzielić z nowymi, biedniejszymi krajami.

    "To błędna polityka, by dać coś tym, którzy się nie zgodzili w Luksemburgu. To oznacza zabranie tym, którzy się zgodzili  - tłumaczył inny dyplomata z jednego z krajów założycielskich Unii. - Im bardziej odchodzimy od czerwcowego projektu budżetu, tym mniejsze są szanse na dojście do porozumienia na szczycie w grudniu".

    Na czerwcową propozycję budżetu zgadzało się 20 państw UE. Zadowolona była z niej też polska strona, bo oznaczała dla Polski około 60 mld euro "na czysto", w siedmioletniej perspektywie od 2007 do 2013 roku.

    Obecnie także strona polska coraz mniej wierzy w rychłe porozumienie w sprawie planów budżetowych na lata 2007-13. To prawdopodobnie dlatego - interpretowano w Brukseli - polski rząd chce jak największego budżetu na rok 2006, który jest ostatnim w obecnej trwającej Agendzie Berlińskiej (2000-2006). Polska ma nadzieję, że wielkość budżetu 2006 będzie mieć wpływ na wysokość prowizorium budżetowego w roku 2007, gdyby nie udało się osiągnąć porozumienia w sprawie wieloletnich planów budżetowych.

    Dyplomaci, ale także Barroso, podkreślają, że "kluczem" do kompromisu pozostaje rabat brytyjski, czyli kilkumiliardowa ulga w składce do budżetu UE, z której Londyn korzysta od 1984 roku. "Przewodnictwo brytyjskie musi tę kwestię rozstrzygnąć z Tonym Blairem" - ironizował jeden z dyplomatów.

    Dyplomaci podkreślają, że do szczytu pozostało bardzo mało czasu, a na stole wciąż nie ma konkretnych propozycji liczbowych. Dokument taki nie pojawi się też podczas poniedziałkowych rozmów w Brukseli. "To będzie kolejne spotkanie +kierunkowe+, ale z pewnością w dość ostrym tonie" - ocenił dyplomata.

    Wielka Brytania zapowiedziała, że 7 grudnia odbędzie się w sprawie budżetu "konklawe" szefów dyplomacji. Wcześniej, 2 grudnia, w Budapeszcie Tony Blair spotka się w tej sprawie z premierami krajów Grupy Wyszehradzkiej. Wszyscy znają już niemal na pamięć swoje argumenty. Nowe kraje są tymi, które najwięcej stracą, jeśli nie dojdzie do porozumienia, bowiem opóźnione zostaną transfery środków na rozwój ich biednych regionów czy walkę z bezrobociem.

    Grupa tzw. przyjaciół polityki spójności spotyka się zresztą w niedzielę wieczorem, by potwierdzić stanowisko na poniedziałkowe obrady Rady UE. Tym razem organizatorem spotkania jest polskie przedstawicielstwo przy UE w Brukseli.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Polska Agencja Prasowa SA

Polecane