Umacniając złotego, RPP osłabia efekty obniżki stóp

Piotr Wiśniewski
opublikowano: 04-07-2005, 00:00

Rada pomogła gospodarce, tnąc stopy procentowe. I zaszkodziła, zmieniając na łagodne nastawienie w polityce monetarnej.

Z Ameryki

Tydzień przed amerykańskim Dniem Niepodległości zwykle nie wyróżnia się przesadną aktywnością i tym razem też tak było. Inwestorzy myślami byli już na długim weekendzie albo na wakacjach. Trochę emocji pojawiło się we wtorek, kiedy wszystko pomagało bykom, i w czwartek po posiedzeniu FOMC (komitetu sterującego polityką monetarną USA). Na rynku walutowym kurs euro przełamał bardzo mocne wsparcie na poziomie 1,20 USD.

Fed tym razem negatywnie zaskoczył inwestorów. Co prawda zgodnie z oczekiwaniami podniósł stopy o 25 pkt baz., ale wydał komunikat niewiele różniący się od tego sprzed miesiąca. Nie było sygnału pozwalającego na wyciągnięcie wniosku o zbliżającym się finale cyklu podwyżek. Wręcz przeciwnie — członkowie Fed stwierdzi, że mimo wzrostu cen energii ekspansja gospodarcza nie jest zagrożona. Inwestorzy odczytali to jako zapowiedź kontynuacji podwyżek stóp i sprzedawali akcje. Kiedy już ochłonęli, następnego dnia doszli do wniosku, że komunikat świadczy jednak o wzroście zaufania banku do gospodarki. Wcale jednak nie jestem pewien, że taki jest powód podtrzymania zapowiedzi stopniowego podwyższania stóp. Podejrzewam, że chodzi o trudną sytuację na rynku nieruchomości.

Warto uświadomić sobie, że Alan Greenspan popełnił sporo błędów, a ich wynikiem są nadmuchiwane jeden po drugim balony spekulacyjne. Ostatnio przeczytałem artykuł Stephena Roacha, analityka Morgan Stanley („Od bąbla do bąbla”), pod którym mógłbym się podpisać obydwiema rękami. Roach pisze, że swoją uległością wobec rynków finansowych Rezerwa Federalna doprowadziła pięć lat temu do powstania bąbla spekulacyjnego na rynku akcji, a po jego pęknięciu ratowała sytuację, utrzymując stopy procentowe w latach 2002-04 poniżej poziomu inflacji. Dzięki temu powstał kolejny bąbel spekulacyjny — rynek nieruchomości — i wiele mniejszych.

Tani kapitał spowodował 10-krotne zwiększenie portfeli funduszy hedgingowych. Nadmuchują one balony spekulacyjne, inwestując na rynkach rozwijających się i na rynku towarowym. Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy rzeczywiście na amerykańskim rynku nieruchomości powstał balon spekulacyjny i nie przekonuje go nawet znaczny liczby transakcji oraz cen sprzedawanych domów, powinien zajrzeć na stronę internetową CondoFlip.com. Zwraca tam uwagę hasło, które ośmiesza ideę bąbli spekulacyjnych: „miejsce bąbelków jest w wannach”. Najważniejsze jednak to, że firma pośredniczy w internetowej sprzedaży domów, które... nie zostały jeszcze nawet zbudowane. Pojawienie się takich biznesów jest dzwonkiem alarmowym. Problem w tym, że rynek domów jest już ostatnim inwestycyjnym bastionem Amerykanów. Jeśli on się załamie, nie będzie następnego, na którym można by szybko zarabiać.

Danych makro pojawiło się w zeszłym tygodniu niewiele. Były za to mocno mieszane. Indeksy nastroju wzrosły, ale to bardzo niepewne wskaźniki. Nie potwierdziły bowiem tych dobrych nastrojów dane o wydatkach Amerykanów (w maju nie uległy zmianie). Ograniczenie wydatków konsumentów gospodarce będzie szkodziło. Złe dane tłumaczono wzrostem ceny ropy. Nie miały dużego wpływu na rynek akcji zapewne dlatego, że na rynku surowca nastąpiła mocna realizacja zysków. Taka korekta była do przewidzenia, ale do przewidzenia jest również to, że w dłuższym terminie powrócą wzrosty. Po pierwsze, popyt Chin i USA rośnie, a można sobie wyobrazić, co się stanie, jeśli po budowanych właśnie chińskich autostradach pomkną miliony chińskich samochodów. Po drugie, niskie rynkowe stopy procentowe pomagają funduszom hedgingowym, które wykorzystają każdą sytuację do zarobku, a na rynku ropy mają fundamentalne „podkładki” pod wzrosty cen. Po trzecie, w związku z wynikiem wyborów w Iranie, gdzie prezydentem został ultrakonserwatywny burmistrz Teheranu, rośnie napięcie w geopolityce, a kraj ten jest przecież dużym producentem ropy. Do pełni nieszczęścia brakuje tylko ataku terrorystycznego na kilka instalacji czy ropociągów. Cena baryłki błyskawicznie przekroczyłaby wtedy 80 USD. Dobrze, że mityczna Al Kaida nie jest centralnie zorganizowana, bo już dawno doświadczylibyśmy takich ataków.

Przed nami tydzień o jeden dzień roboczy krótszy, co nie znaczy, że pozbawiony emocji. Kończy się on bowiem miesięcznym raportem z amerykańskiego rynku pracy, przed którym zawsze występują większe ruchy na rynkach walutowych. Tyle tylko, że nie bardzo wiadomo, do czego się trzeba szykować, bo ostatnio dane były prawie zawsze niespodzianką. Może się okazać, że tym razem reakcję na te informacje zobaczymy dopiero w piątek. Początek miesiąca w sposób naturalny sprzyja bykom, bo do funduszy wpływają świeże pieniądze, więc trudno mi zakładać na ten okres korektę na rynku akcji. W przypadku walut dużo zależy od danych makro, ale pokonanie zaczarowanego wsparcia na poziomie 1,20 USD zapowiada spadek nawet do 1,17 USD.

Z Polski

Odliczamy kolejny, siódmy tydzień wzrostów indeksów. I znowu okazało się, że interpretowanie kontrariańsko bardzo „niedźwiedziego” Wigometru przyniosło pozytywne efekty. Teraz wskaźnik ten sygnalizuje, że siły byków i niedźwiedzi wyrównały się, co nie daje żadnych sygnałów na przyszłość. Rolę lidera po sektorze bankowym, który zachowywał się słabiej w końcówce tygodnia, przejął TechWig.

Akcjom i złotemu pomogła też Rada Polityki Pieniężnej, obniżając poziom stóp procentowych o 50 pkt baz. i zmieniając swoje nastawienia na łagodne. Od pewnego czasu widać już było, że nawet najbardziej zaciekłe jastrzębie z grona Rady chcą obniżki stóp, ale ostatnia decyzja była niespodzianką. Widać, że RPP nie boi się inflacji, a zaczyna się niepokoić spowolnieniem gospodarczym. Pytanie tylko, po co rok wcześniej stopy podwyższała, co niewątpliwie przysłużyło się do schłodzenia gospodarki.

W nadchodzącym tygodniu decyzje o poziomie stóp procentowych podejmują Bank Anglii oraz ECB. Nie oczekuje się cięcia, choć naciski polityków na ECB są olbrzymie. Co prawda przedstawiciele banku twierdzą, że nawet duże wzrosty ceny ropy nie będą podstawą do cięcia stóp, więc trudno jej oczekiwać, ale z decyzjami banków bywa różnie. Brak obniżki powinien pomóc euro w odrabianiu strat, a to może dodatkowo pomagać naszej walucie.

Obniżając stopy RPP pomaga gospodarce, ale zmieniając nastawienie na łagodne jej szkodzi, bo daje nadzieje na dalsze cięcia. Dzięki temu drożejące obligacje przyciągają spekulantów z całego świata, którzy wymieniając waluty na ich zakup, przyczyniają się do wzmocnienia złotego. Takie wzmocnienie jest równoważne podwyżce stóp.

Słabnięcie euro przyjmowane jest w eurolandzie z entuzjazmem – ekonomiści uważają, że jest ono równoważne obniżce stóp o 50 pkt baz. U nas wystarczyło po prostu nie zmienić nastawienia RPP, by przeciwnego do obniżki efektu nie wywoływać. Czasem trudno naszych bankierów zrozumieć… Mogą mieć jednak trochę szczęścia, jeśli rynek dojdzie do wniosku, że co prawda nastawienie jest łagodne, ale przed wyborami stopy nie zostaną zmienione. Wtedy na rynku obligacji i złotego mogłaby się zacząć dwumiesięczna korekta.

Drugi kwartał jest już za nami i wchodzimy w decydujące starcie – prawie wszyscy oczekują przyśpieszenia gospodarki w drugiej połowie roku. Jego brak wystraszyłby inwestorów i skończyłoby się przeceną akcji oraz osłabieniem złotego. Oczywiste jest, że stosunkowo niska baza z drugiej połowy zeszłego roku daje podstawę do oczekiwania poprawy. Ośrodek BIEC informuje, że jego wskaźnik wyprzedzający koniunktury (WWK), informujący o tendencjach w gospodarce, drugi miesiąc z rzędu lekko wzrósł. Wzrósł także wskaźnik rynku pracy (WRP), ale większość jego składowych osłabła, co sygnalizuje, że tam sytuacja trochę się pogorszy. Poza tym znacznie spadł w kwietniu import, co może świadczyć o nadal małej dynamice inwestycji. Trzeba jednak brać pod uwagę, że w zeszłym roku kwiecień był ostatnim miesiącem przed akcesją do Unii Europejskiej i import wtedy był olbrzymi, bo Polacy kupowali na zapas.

Najbardziej prawdopodobny jest rozwój gospodarki w tempie niewiele szybszym niż w pierwszej połowie roku. Obawiam się, że zawirowania na rynku walutowym i ropy oraz niepewność polityczna nie pozwolą na wyraźną poprawę w trzecim kwartale. Problem w tym, że długo jeszcze nie będziemy wiedzieli, w jakiej sytuacji jest gospodarka. Dane makro za czerwiec zostaną zlekceważone, bo drugi kwartał spisany jest na straty. Dane za lipiec przyjęte zostaną z powątpiewaniem i podobnie może być z sierpniem (okres wakacyjny). Dopiero w październiku zobaczymy, jak wygląda sytuacja gospodarcza. Co ważne, będzie już wtedy po wyborach parlamentarnych. Wniosek jest prosty: fundusze mogą nadal zakładać, że czeka nas w drugiej połowie roku ożywienie gospodarcze, a to jest znakomitym pretekstem do kupowania akcji.

Nasza hossa ma się dobrze i nadal nie widać dla niej zagrożenia. Dzięki bardzo niskim rynkowym stopom procentowym kapitału na rykach jest aż za dużo, a nadzieje na poprawę sytuacji gospodarczej są na razie niemożliwe do weryfikowania. Dziwna to jednak hossa, w której debiuty giełdowe nie przynoszą sukcesów, a kolejne spółki (Capital Partners, Swissmed czy PC Guard) przesuwają oferty na później. Widać, że kapitał spekulacyjny atakuje wyłącznie duże spółki, a nasze fundusze za nim nadążają. Wydaje się więc, że trwająca od lutego do maja korekta była dopiero podfalą 4 w fali V, a teraz trwa ostatnia podfala, która doprowadziła już do pokonania szczytu przez indeks WIG i może nas zaprowadzić dużo wyżej. Zakończy się dopiero wtedy, kiedy inwestorzy dojdą do wniosku, że ożywienia w drugiej połowie roku nie będzie albo będzie śladowe lub, jeśli w USA rentowność obligacji zacznie wyraźnie wzrastać.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Wiśniewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / Umacniając złotego, RPP osłabia efekty obniżki stóp