Unia stoi murem za Grecją

Jacek Kowalczyk, PAP, BLOOMBERG
opublikowano: 2010-02-12 00:00

Europejscy przywódcy idą na rękę Atenom, a Ateny mają iść na rękę przywódcom. Bo jedni na drugich mają haki.

Europejscy przywódcy idą na rękę Atenom, a Ateny mają iść na rękę przywódcom. Bo jedni na drugich mają haki.

Grecja nie zostanie sama — postanowiono na szczycie Unii Europejskiej w Brukseli. Przywódcy zapewnili, że pieniądze na ewentualne sfinansowanie greckiego długu na pewno się znajdą.

— W pełni wspieramy wysiłki greckiego rządu. Członkowie strefy euro — jeśli będzie to konieczne — podejmą zdecydowane i skoordynowane działania, żeby zapewnić bezpieczeństwo finansowe strefy euro jako całości — zapewniał Herman Van Rompuy, przewodniczący Rady Europejskiej.

— Unia nie pozwoli Grecji upaść — dodała Angela Merkel, kanclerz Niemiec.

Uczestnicy szczytu nie ogłosili (lub jeszcze tego nie uzgodnili), skąd dokładnie mają wziąć pieniądze na ewentualne wsparcie dla rządu w Atenach. Według nieoficjalnych informacji agencji Bloomberg, miałaby to być pożyczka, na którą zrzuciłyby się wszystkie kraje strefy euro, proporcjonalnie do wielkości ich gospodarek. Wspólnej emisji długu jednak nie będzie.

— Na euroobligacje jeszcze nie czas — mówił Bloombergowi anonimowy uczestnik szczytu.

Jedno jest pewne — unijni przywódcy nie zamierzają przymykać oczu na grecką niefrasobliwość. Rozluźnienie w polityce fiskalnej Grecji doprowadziło do ruiny jej finanse publiczne (z deficytem na poziomie 12,7 proc. PKB i długiem około 110 proc. PKB), a to podważyło wiarygodność całej strefy euro. Dlatego od początku grudnia — kiedy mizeria greckich finansów wyszła na jaw — unijni politycy starają się zmusić Grecję do gwałtownego cięcia wydatków. Wczoraj też stawiali warunki.

— W zamian za wsparcie Grecja będzie musiała skrupulatnie przestrzegać zasad dyscypliny budżetowej i dążyć do ustabilizowania finansów publicznych. Są zasady i te zasady muszą być respektowane — podkreślała Angela Merkel.

Grecy w negocjacjach z unijnymi przywódcami też mieli jednak mocny argument. Ogromna część greckiego długu publicznego (któremu grozi niespłacenie w terminie) jest w rękach banków z największych państw Unii. Według danych Banku Rozliczeń Międzynarodowych, dług Grecji, Hiszpanii i Portugalii (trzech krajów uznawanych przez rynki za najbliższe niewypłacalności) wobec niemieckich banków wynosił w 2009 r. 330,8 mld EUR. Bankom francuskim kraje te były winne 306,8 mld EUR, a brytyjskim — 156,3 mld EUR.

— Duża ekspozycja niemieckich banków na te kraje odegrała istotną rolę w nakłonieniu niemieckiego rządu do działań wspierających Grecję. Władzom w Berlinie zależy na stabilności euro i Unii Europejskiej, ale też chcą chronić rodzime banki przed kolejnymi stratami — mówi Konrad Becker, analityk Merck Finck Co. z Monachium.

Wydaje się jednak, że inwestorów nie przekonały zapewnienia polityków. Euro od podjęcia decyzji do wczesnego wieczoru osłabło do dolara o 0,8 proc.

— Zabrakło konkretów, dalej nie wiadomo, na czym wsparcie miałoby polegać. Poza tym porozumienie częściowo przyćmiły dobre dane z rynku pracy w USA — mówi Jarosław Janecki, główny ekonomista Societe Generale.