Unijna waluta to małżeństwo z rozsądku

opublikowano: 16-05-2019, 22:00

Dzieje unii monetarnych potwierdzają, że o ich trwałości zawsze decyduje klej polityczny.

Euro stało się jednym z ważnych tematów kampanii przed wyborami do Parlamentu Europejskiego (PE). Partyjne starcia koncentrują się na jednym wątku — kiedy Polska powinna zastąpić złotego walutą unijną. Wstępując do Unii Europejskiej w 2004 r., przyjęliśmy takie zobowiązanie, ale bez żadnego terminu. Szerszą perspektywę walutową ukazał podczas 11. Europejskiego Kongresu Gospodarczego (EKG) panel zatytułowany „Euro w nowej dekadzie”. Moderatorem był Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Sygnałem inności w stosunku do krajowych sporów polityków, a także większości paneli EKG było debatowanie tylko po angielsku. Oryginalny był również lejtmotyw — rozważano, czy strefa euro… w ogóle przetrwa. Profesor Hans-Olaf Henkel, były prezes Federalnego Związku Przemysłu Niemieckiego, niegdyś był gorącym zwolennikiem zastąpienia marki przez euro. Wiarę we wspólną walutę stracił około 2010 r., gdy najważniejsi politycy Eurolandu — w tym kanclerz Angela Merkel — sprzeniewierzyli się twardym kryteriom z Maastricht. Właśnie powrót do solidnej marki był pierwotnym celem partii Alternatywa dla Niemiec (AfD), w której barwach Henkel zdobył w 2014 r. mandat europosła.

Nic nie zapowiada likwidacji unijnej waluty, ale podyskutować o jej
słabościach warto.
Zobacz więcej

PROJEKT EURO:

Nic nie zapowiada likwidacji unijnej waluty, ale podyskutować o jej słabościach warto. Michał Legierski

Obecnie AfD ma już inne priorytety i kwestia waluty w ogóle nie jest w Niemczech dyskutowana, zwłaszcza że dane liczbowe potwierdzają odnoszenie korzyści z euro. Ścieżkę hipotetycznej likwidacji wspólnej waluty wytyczył Stefan Kawalec, prezes Capital Strategy, a na początku lat 90. wiceminister finansów w kilku rządach. Jeśli Euroland ze względu na jego słabość dojrzałby do rozmontowania, to powinno to nastąpić w trybie kontrolowanym. Do walut narodowych w pierwszej kolejności miałyby powrócić państwa finansowo… najsilniejsze. Rozpoczęcie od ponownego wprowadzenia np. drachmy w Grecji, funta (miejscowego) na Cyprze czy lira we Włoszech spowodowałoby masowe wybieranie euro z banków, gigantyczną panikę etc. Obecnie trudno jednak wskazać jakikolwieksens powrotu Niemiec do marki czy Holandii do guldena, zatem cała teoria cywilizowanej likwidacji euro to abstrakcja. Bez wątpienia jednak odpadanie z Eurolandu ogniw najsłabszych miałoby skutki porównywalne z wciąż realnie nam grożącym bezumownym brexitem. Specyficznym podmiotem strefy euro jest Francja. W procesie przekształcania Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej w Unię Europejską to właśnie Paryż najmocniej parł do umieszczenia w traktacie założycielskim z 1992 r. wspólnej waluty.

Obawiając się gospodarczej i finansowej potęgi zjednoczonych w 1990 r. Niemiec, Francuzi wykalkulowali sobie, że ujednolicenie pieniędzy pozwoli wyrównać poziomy życia w obu państwach. Za tym chwytliwym hasłem poszła większość państw założycielskich UE-12, z wyjątkiem Wielkiej Brytanii i Danii. Po prawie dwóch dekadach istnienia euro Francja czuje się głęboko rozczarowana, czego skutkiem są demonstracje tzw. żółtych kamizelek. Paradoksalnie jednak nawet ze środowisk populistycznych czy nacjonalistycznych nie słychać postulatu przywrócenia franka.

Głębszy sens istnienia unijnego pieniądza przypomniała Brigitte Granville, francusko-brytyjska profesor londyńskiego Queen Mary University. Jej badania dziejów unii monetarnych — wszak przed Eurolandem już trochę ich istniało — potwierdzają, że o trwałości zawsze decyduje klej polityczny. Panelistka nie dokonała nadzwyczajnego odkrycia, wszak projekt euro od początku stoi na dwóch nogach. Jedną są finansowe korzyści z likwidacji przewalutowywania transakcji gospodarczychoraz wszelkich płatności. Jeszcze większe znaczenie ma jednak integracja polityczna, uznawana za postawienie kroku ku przyszłościowym Stanom Zjednoczonym Europy, których idea jest obecnie tak głośno odrzucana. Ostatnio euro zyskało dodatkowe znaczenie w kontekście globalnej konfrontacji między Stanami Zjednoczonymi Ameryki a Chinami — jest równorzędnym wobec dolara i juana wierzchołkiem walutowego trójkąta.

Najkorzystniejszą obecnie dla Polski filozofię walutową zdefiniował Marcin Piątkowski, ekonomista warszawskiego biura Banku Światowego. Drzwi do Eurolandu absolutnie nie powinniśmy zatrzaskiwać, trzeba wstawić w nie nogę, ale z wchodzeniem poczekać na właściwy moment. Nikt nie podejmuje się wyznaczenia wiarygodnego terminu, jednak naturalne jest pytanie — jak długo może to trwać. Całościowym wnioskiem z panelu na EKG jest uznanie członkostwa państwa w Eurolandzie za małżeństwo nie z miłości, lecz z rozsądku. Obecne stosunki złotego z euro wypada zatem uznać za… No właśnie — za narzeczeństwo z perspektywami sformalizowania związku czy raczej konkubinat?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu