Ustawowe śmieci to zawsze śmieci

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2021-05-27 20:00

Procedura ratyfikacyjna ustawy o udziale Polski w rozbudowanym od 1 stycznia 2021 r. systemie zasobów własnych Unii Europejskiej (31 grudnia 2020 r. wygasł znacznie skromniejszy) zakończy się w sposób oczywisty.

Po niedopisaniu przez Senat do jednozdaniowej ustawy planowanej podniosłej preambuły, Sejm w piątek już nie musi nic odrzucać. Notabene przemilczana była ważna okoliczność, że pamiętnego 4 maja w kwestii wszelkich poprawek do lakonicznej ustawy podział posłów przebiegał inaczej, niż w bardzo nagłośnionym głosowaniu finalnym. Wtedy wszystkie poprawki odrzucał całkowicie zintegrowany klub PiS, z udziałem lojalnej przystawki Zbigniewa Ziobry, natomiast popierała je równie zwarta opozycja, przegrywając mniej więcej 225:235. W obecnej sytuacji ustawa bez poprawek zostanie zapewne w piątek podpisana przez prezydenta i ogłoszona, zaś może już w sobotę Andrzej Duda podpisze dokument ratyfikacyjny (ustawa stanowi jego podstawę). Dalej zaś typuję, że w poniedziałek 31 maja Rzeczpospolita Polska powiadomi sekretarza generalnego Rady UE o zakończeniu konstytucyjnej procedury. Koniecznie trzeba jednak zdementować fejki władców, że Komisja Europejska po aptekarsku wymaga dotrzymania terminu majowego! Od dawna założyła zebranie kompletu 27 ratyfikacji w czerwcu, aby w tymże miesiącu prowadzić negocjacje z rynkami finansowymi i od 1 lipca uruchomić pierwszą transzę Instrumentu Odbudowy i Zwiększania Odporności.

Błędne głosowanie zdalne Aleksandra Pocieja zdecydowało o nieprzyjęciu przez Senat, przy remisie 49:49, długo przygotowywanej preambuły. Gdyby senator... w ogóle się nie połączył, to przeszłaby 49:48. Fot. AP

Przy okazji ratyfikacyjnego zgiełku kolejny raz wystąpił problem, co można wrzucać do ustaw nielegalnie z boku. Chodzi o przywołane w tytule śmieci. Zgodnie z legislacyjnymi prawidłami, w końcowych artykułach ustawy umieszcza się przepisy zmieniające, epizodyczne, przejściowe i dostosowujące, ale muszą się one ściśle wiązać z ratio legis części głównej. Niestety, od pięciu lat PiS nasiliło w stopniu niespotykanym nigdy w III RP proceder wrzucania do najróżniejszych ustaw śmieci bez tematycznych ograniczeń. Masa takich przykładów znajduje się w bardzo szybko forsowanych ustawach teoretycznie służących przeciwdziałaniu COVID-19. Najbardziej szkodliwe dla Polski w 2020 r. było takie wrzucanie kolejnych śmieci nakręcających pamiętną hucpę wyborczą. Osobiście za rekordowo bezmyślny uznaję jednak art. 85 ustawy antyepidemicznej z 31 marca 2020 r., na podstawie którego premier mógł usuwać członków Rady Dialogu Społecznego, powołanych przez prezydenta. Pachniało to tak brzydko, że Mateusz Morawiecki na szczęście nie ważył się z możliwości skorzystać i przy którejś następnej nowelizacji władcy sami wyrzucili absurd do kosza.

W sprawie ratyfikacji unijnych zasobów własnych wahadło przesunęło się na drugą stronę i teraz śmieci starał się podrzucić kto inny. Wszelkie podejmowane przez opozycję pod wodzą KO/PO – najpierw w Sejmie, a potem w Senacie – próby obudowywania jednozdaniowej ustawy jakimikolwiek pobocznymi zapisami były niedorzecznością. Wystarczy spojrzeć choćby w treść najważniejszych dla Polski ustaw ratyfikacyjnych – na przykład o konkordacie ze Stolicą Apostolską, o przystąpieniu do Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego czy o zaakceptowaniu reformującego UE traktatu z Lizbony. Przy wymienionych okazjach także błąkały się pomysły dopisywania preambuł, ale pukano się w czoło i uchwalano czyste ustawy jednozdaniowe. Notabene akcesja do UE nie wymagała żadnej ustawy, ponieważ tamtą decyzję parlament przekazał całemu społeczeństwu. Prezydent Aleksander Kwaśniewski podpisał dokument ratyfikacyjny wprost na podstawie wyniku referendum.