W górę
Leszek Czarnecki
Ufundował wraz z żoną stypendia dla stu najzdolniejszych studentów z całego kraju. Stypendia są przyznawane od pięciu lat przez Fundację Jolanty i Leszka Czarneckich. Projekt nazywa się Indeks Start2Star. W październiku zakończyła się kolejna jego edycja. Stypendia otrzymują najlepiej zapowiadający się maturzyści, którzy znajdują się w trudnej sytuacji materialnej. Starać się o nie mogą jednak tylko ci, którzy wykażą się aktywnością społeczną lub przedsiębiorczością. 50-letni Leszek Czarnecki jest od lat zaliczany do najbogatszych Polaków. Jego majątek szacuje się na 4,3-5,5 mld zł. Uchodzi za jednego z najbardziej błyskotliwych polskich finansistów, należy do niego grupa Getin. Na konto założonej przez siebie fundacji przekazał 55 mln zł. Jak tłumaczył w jednym z wywiadów, chodzi mu o wyrównanie szans młodzieży, która ma dobre wyniki w szkole, ale z powodów finansowych nie może studiować. — Naszym stypendystom stawiamy jeden warunek: po studiach muszą pracować przez pięć lat w Polsce. Dla mnie to swoista forma patriotyzmu, chcę, by zdolni młodzi ludzie, zanim zrobią ze swoją karierą, co zechcą, popracowali w kraju, dla kraju — mówił Czarnecki. Nie sposób nie skomentować, że miliarder zajmuje się tym, czym powinno nasze państwo.
Mitt Romney
Kandydat Republikanów miał być tylko bladym cieniem urzędującego prezydenta USA. Zmieniła wszystko pierwsza debata telewizyjna, w której Mitt Romney rozniósł w puch Baracka Obamę. I choć drugą debatę nieznacznie przegrał, udowodnił, że w nadchodzących wyborach prezydenckich każdy wynik jest możliwy. Co ciekawe, pierwsza debata dotyczyła głównie gospodarki i kryzysu, z którym boryka się Ameryka. Zwycięstwo Romneya wystraszyło rynki finansowe. Amerykańskie indeksy giełdowe, które ostatnio rosły, zaczęły spadać — jednocześnie ze spadkiem poparcia dla Obamy. Jak podejrzewają analitycy, rekiny finansjery z Wall Street wystraszyły się tego, że Romney krytykuje Bena Bernanke, szefa FED, amerykańskiego banku centralnego. Nie podobamu się, że ten drukuje coraz więcej dolarów. Ale jak na razie to skuteczna recepta na kryzys.
W dół
Donald Tusk
Drugie expose premiera nie wywołało entuzjazmu Polaków, a najwyżej iskierkę nadziei. Poparcie dla Donalda Tuska, które spada od miesięcy, wzrosło nieznacznie — w granicach błędu statystycznego. Według sondażu przeprowadzonego tuż po expose opozycyjne PiS popierało 40 proc. respondentów, a rządzącą PO — 35 proc. (TNS Polska dla TVP). Wyniki kolejnego to: 37 proc. dla PO i 36 proc. dla PiS (ta sama firma dla tygodnika „Polityka”). Wygląda na to, że tym razem Donalda Tuska zawiodło to, co miał najsilniejszego, czyli public relations. Obiecywał wiele (wydłużenie urlopu macierzyńskiego, 300 mld zł z UE, 90 mld zł na inwestycje), ale po pięciu latach zaniechań trudno już komukolwiek w to uwierzyć.
Jan Kościuszko
Król polskiej gastronomii ma poważne kłopoty. Musiał złożyć wniosek o upadłość spółki Polskie Jadło, którą zarządza. Liczy jednak na to, że uda mu się dogadać z wierzycielami i wyprowadzić spółkę na prostą. Polskie Jadło to notowana na giełdzie sieć polskich restauracji działających pod różnymi szyldami. Pięć lat temu jej prezes i główny akcjonariusz Jan Kościuszko zaciągnął kredyt we frankach szwajcarskich w banku BNP Paribas. Miał plan ekspansji. Chciał budować kolejne restauracje obok stacji benzynowych przy autostradach. Niestety, pogrążył go kryzys — konkretnie gwałtownie drożejący frank. Gdy zaczął mieć kłopoty ze spłatą kredytu, BNP Paribas wypowiedział mu umowę kredytową. Jakby tego było mało, Jan Kościuszko ma groźnego przeciwnika. Część akcji Polskiego Jadła wykupił Krzysztof Moska, inwestor giełdowy, w przeszłości skupujący akcje rozmaitych spółek. O tym, jak jest skuteczny, świadczy krążący na giełdzie dowcip: „Nikt nie ma takiego noska jak Moska”. Tym razem inwestor wyraźnie ma zamiar usunąć Kościuszkę. Czy mu się to uda?
