Wafelkowy palec

Jacek Konikowski
opublikowano: 2008-10-14 00:00

Spółka z Warszawy sprzedaje podobny do prince polo "palec" o "różnorodnym zastosowaniu". Zgrywa to czy nieuczesany marketing?

Przypadek. Korek w centrum Warszawy. Wzrok z nudów wyłuskał billboard z napisem HorrorKaczorror. Pod nim wizerunek wafla w kształcie palca, i napis: pokaż mu palec. Kontrowersyjny. Na granicy dobrego smaku. I nazwa producenta: Dzięki Uprzejmości Pana Andrzeja. W skrócie D.U.P.A.

Pierwsza myśl? Happening, zapewne dzieło gości w kominiarkach z Radykalnej Akcji Twórczej, grupy znanej z nielegalnego zaklejania billboardów własnymi w stylu "Hamburger dla niemowląt" czy "Talerz pusty... ale szklanki są z IKEI!". Na stronie internetowej czytamy: "Firma Dzięki Uprzejmości Pana Andrzeja powstała w sposób zwykły. Dwóch facetów, jeden młody, drugi nie bardzo, miało dosyć siedzenia na dupie i patrzenia na świat ogarnięty ptasią paranoją. Mając w głowie słowa Gombrowicza, w sercach strach o losy Ferdydurke, a w dupie poprawność polityczną, za wzór biorąc dra Frankensteina, powołali do życia Pana Andrzeja".

Sprawdziliśmy firmę dogłębnie, czyli w KRS. Okazało się, że taka spółka rzeczywiście istnieje od pięciu lat (z kapitałem zakładowym 50 tys. złotych). Pierwotnie hurtowo sprzedawała zboża i pasze dla zwierząt. Należała do dwóch Węgierek. Od niedawna produkuje artykuły spożywcze. Ktoś, kto poświęca 50 tys. złotych na zgrywę, musi być idiotą albo nie lada podatnikiem. Krzysztof Nagórski, prezes spółki, idiotą nie jest, choć prawdę mówiąc, na spotkanie z nim szedłem, nie mając do końca tej pewności.

Gruba sprawa

Spotykam się z Krzysztofem Nagórskim i z jego wspólnikiem Wojciechem Podściańskim przy naleśnikach z rybą.

— Z waszą firmą to zgrywa czy na poważnie? — pytam z obawą, że ktoś jednak robi mnie w konia.

— Zanim zaczniemy, może nagramy pana chrupanie. Pogryzie pan palca? — proponuje Nagórski, kładąc przede mną stertę batonów. Na każdym rysunek wielkiego palucha.

Gryzę. Wafel o smaku czekoladowo-orzechowym, oblany ciemną czekoladą. Niezłe.

— To wafel uniwersalny. Palec można gryźć, ssać lub wsadzić sobie gdzieś na później. Wybór należy do pana. Nie wpływamy na wybory klientów. Może go pan pokazać politykowi, policjantowi lub urzędnikowi. Pytanie, jak to odbiorą — opowiada Nagórski.

Na opakowaniu nie ma nazwy, tylko rysunek palca. Jak sprzedać towar bez nazwy?

— W Europie nikt nie robi produktów, które zamiast nazwy mają na opakowaniu ideogram. A przecież żyjemy w epoce kultury obrazkowej, do klientów przemawia obraz. Rysunek palca jest sugestywny, zaskakujący. Wystarczy na niego spojrzeć, a nazwa sama się nasuwa — mówi Nagórski.

Wcześniej parał się marketingiem. Niechętnie mówi o zawodowej karierze. Bez konkretów. Tyle tylko że jest behawiorystą mocno ingerującym w podświadomość konsumenta za pomocą rysunku. Projektuje opakowania, ale tak, żeby klienci chętniej po nie sięgali. Podściański zaś jest biznesmenem-żeglarzem, czarteruje jachty i organizuje rejsy morskie. Ma flotę kilkunastu jachtów. Słowem, behawiorysta i wilk morski. Kilka lat temu założyli firmę.

— Mieliśmy do wyboru albo Cała Inicjatywa Pana Andrzeja, albo Dzięki Uprzejmości Pana Andrzeja. Pierwsza nazwa wydała nam się zbyt płytka, chcieliśmy czegoś głębszego — mówi Nagórski.

Czemu akurat Andrzeja, a nie Słodka Tancerka czy Radosny Tartak?

— A czemu nie? Bałem się, że będziemy postrzegani jako ludzie starej daty, wolałem coś nośnego, bo jednak skrót nazwy naszej firmy jest bardzo nośny, znosi bardzo wiele. I jest bezbłędnie rozpoznawalna — tłumaczy Nagórski.

Ale wulgarny.

— Fakt, nazwa jest bardzo śliska. Ale chwytna. Połączyliśmy coś, być może niesmacznego, z czymś smacznym, słodkim. I to działa, bo kilka firm zadeklarowało chęć dystrybucji "palca" — zapewnia Nagórski.

Orgazm w płynie

— Zaczęliśmy przed przedwczesnymi wyborami do Sejmu. Wtedy kupiliśmy działającą spółkę z o.o., bo w banku wyjaśniono nam, że nowa spółka nie dostanie kredytu — mówi Nagórski.

Pierwszy projekt?

— Chcieliśmy sprzedawać "orgazm w płynie" pod nazwą Valid add. Taki napój gazowany. Znaleźliśmy producenta z Koszalina i poszło. Pierwszy billboard był: Achtung Orgazm. Drugi: przedstawiamy Ksero Brothers — wspomina Nagórski

Niestety, interes nie wypalił. Sprzedawcy bali się sprzedawać "orgazm".

— Zostaliśmy z ręką w nocniku. Otrząsnęliśmy się jednak, dochodząc do wniosku, że na "orgazm w płynie" jeszcze za wcześnie w tym kraju. Dlatego wyjechaliśmy z czymś mniej szokującym — mówi Nagórski.

Biznes jak każdy inny, choć szczelnie owinięty kontrowersją. Kampania reklamowa palca ruszyła tydzień temu. Nie bez oporów. Tylko Ströer zgodził się rozlepić plakaty na swoich billboardach. Obecnie "palec" produkuje firma z Obornik Śląskich MIŚ, Arsenal z Białegostoku zajmować się będzie eksportem do krajów Unii.

— Na razie zainwestowaliśmy jakieś 350 tys. złotych. Już ruszyła sprzedaż online. Chcemy sprzedawać palce w sklepach blisko szkół, urzędów lub kościołów oraz na stacjach benzynowych. Wszędzie tam, gdzie ludzie się spieszą i potrzebują coś wsadzić do ust. Czemu nie "palec"? Szukamy dystrybutorów. Pod koniec roku wypuścimy "goldfingery" oraz "boży palec" — czteropak dla dzieci pod choinkę — snuje plany Nagórski.

Wafel ma kosztować w sklepie 1,5 zł. I być hitem eksportowym. Za kilka dni pierwsze palce pojadą do Wielkiej Brytanii, Irlandii, Estonii oraz na Litwę i Łotwę.

Jednak trudno traktować poważnie firmę o tak dziwnej nazwie i kampanii reklamowej.

— Możliwe. Sporo ludzi patrzy na nas jak na wariatów. Tylko niech pan się rozejrzy dookoła: mnóstwo wariatów, chaos, absurd, idiotyzmy wszelakie — zauważa Nagórski. n

Na dupa.waw.pl zagląda nie tylko gawiedź. Najczęściej odwiedza ją Komenda Stołeczna Policji. Z partii tylko SLD zerknęło. Z urzędów pierwsza była Kancelaria Prezydenta, a druga Kancelaria Premiera. Czego na stronie szukali pracownicy IPN czy muzeum powstania warszawskiego, nie wiemy.

Shock advertising stosuje się w celu zwrócenia uwagi na produkt. Polega na wykorzystaniu motywów ryzykownych, wzbudzających mieszane uczucia. Zazwyczaj reklamy epatują seksem, zaskoczeniem, niesmakiem, strachem i przemocą na granicy dobrego smaku. Mimo to nie unikają jej nawet najbardziej znane firmy. Stosował ją m.in. Benetton. Polskie firmy też od niej nie stronią, czego przykładem są reklamy: "bajkowa" seria reklam Heyah, "odcięte palce" Play, "Nie dla idiotów" Media Markt czy "Polacy nie kaczory i Ryanairem latają", "Inwestycja bez ryDzyka" linii Ryanair. Bo chodzi o jedno: "niech mówią dobrze lub źle — ale niech o nas mówią".

Jacek Konikowski