Warszawsko-Beksińskie Targi Sztuki

Od piątku do niedzieli stołeczne Arkady Kubickiego aż napuchną od dzieł

Od piątku do niedzieli stołeczne Arkady Kubickiego aż napuchną od dzieł, a wystarczy już trzech z kilkudziesięciu wystawców, żeby pokazać i wydekoltowaną muzę z wypiekami, i obraz z samych jedynek, i twarz apokalipsy — ze ścięgnami krzywiącymi się na kształt diabolicznego statku

Galeria Artykwariat i paryski salon

Obraz, na którym nie ma nic poza cyframi? — tak bulwersowałaby się dama w bufiastym stroju z jedwabiu, wywijając operową lornetką w geście zniesmaczenia. Szczęśliwie dzieło z jedynkami nie będzie jej prowokowało, bo zaprezentowane zostanie na innym stoisku, podczas gdy muza pilnująca akademickich konwenansów przyjedzie razem z lornetką z Poznania. Specjalizujący się w obrocie wiekowym rzemiosłem i sztuką dawną Artykwariat przygotował bardzo zróżnicowaną ofertę — z „Rudowłosą dziewczyną” (na zdj.) autorstwa Gustave’a Jeana Jacqueta na czele, która wystawiona zostanie z ceną 67 tys. zł.

Myśląc o inwestycji, warto ten portret umieścić jakoś w czasie, bo oprócz tego, że solidnie wyprzedza wspomniane jedynki, reprezentuje też minioną staranność, z którą jeszcze w XIX wieku rozprawili się impresjoniści. Na obrazie Jacqueta wszystko jest jeszcze zgodnie z manierami — miękkość ciała, aksamitność wstążki we włosach, świetlistość materiału, z którego uszyto falbany. Zanim inni, również francuscy malarze wszystko porozmazywali swoimi migotliwymi plamkami, panowie we frakach i panie opięte gorsetami kupowali właśnie takie salonowo eleganckie malarstwo, odważniejsze ujęcia przesłaniając kotarami w sypialni.

Dama z częściowo zsuniętą falbaną czekałaby na nich na wytapetowanej ścianie, kiedy wychodziliby do opery, zabierając inny element ekspozycji Artykwariatu — dekoracyjną, pozłacaną lornetkę. XIX-wieczny przyrząd będzie miał cenę 3,2 tys. zł, a wykonano go w Paryżu, zdobiąc wypukłym rzeźbiarskim wzorem i szachownicą z czarnej emalii i opalizującej macicy perłowej. Od piątku będzie go mijał tłum w jeansach i sportowych kurtkach, a kiedyś ktoś odkładał go na wybitą materiałem półkę operowego balkonu, w wieczorowych rękawiczkach aż po same łokcie.

Galeria Esta, Dróżdż i koniec kropka

Tak jak gładko malowaną damę oburzyłby widok obrazu z cyframi, tak autorzy z gliwickiej ekspozycji mieliby pewnie dosyć rozbuchanego, wyzłoconego przepychu. Galeria Esta, która w tym roku zapełni geometrycznymi dziełami wyjątkowo duży obszar, zaprezentuje sztukę w pewnym sensie delikatniejszą — abstrakcję surową z wyglądu, ale poetyczną. To, co pozwala inwestorowi myśleć o zwyżkowym potencjale najróżniejszych prostych figur, to zwykle nie ich walory wizualne, tylko wczesność i myśl, która za nimi stała. „Układ A (III)” (na zdj.) z cyklu „Układy z trójkątem” powstał w pracowni Jana Pamuły w latach 70. — ale nie tak po prostu, bo któregoś dnia autor postanowił przedstawiać wyłącznie przekrzywione prostokąty. Malarz odrzucił wszystko, co składało się na tradycyjne malarstwo — artystyczne zabiegi jak z portretu XIX-wiecznej damy — i zastąpił to chłodną prostotą, czymś uniwersalnym, ale pojemnym.

Rozchodząca się ku górze figura miała wprowadzać odbiorcę w jakiś stan, nawet jeśli miałby to być niepokój z tytułu odrzucenia wszystkich tradycyjnych środków. Podobnie nastrajać mogą zresztą wspomniane jedynki, czyli jedna z unikalnych prac Stanisława Dróżdża — bardzo rzadka na rynku, bo wykonana ręcznie pod koniec lat 60. Argument o niskiej podaży inwestor przyjmie zapewne łatwiej niż sugestię, że wypisane tuszem cyferki wyzwalają lawinę odczuć, jednak akurat Stanisław Dróżdż rzeczywiście był poetą. Nie dekorował ani nie udziwniał, tylko szukał znaków najprostszych, dlatego jego „Samotność” to kwadratowy papier, który do przekątnej zapełniają jedynki, w drugiej połowie pozostawiając pustą kartkę. Kiedy Dróżdż przedstawiał „Zapominanie”, wypisywał ten wyraz jeden pod drugim, każdy kolejny krótszy o końcową literę — kończąc „zap”, „za”, „z” i stawiając pod spodem kropkę.

Galeria Connaisseur i czas apokalipsy

Po co trwonić czas na rzeczy uskromnione do skrajności, skoro można mieć całe piekielne kłębowisko węży, czaszek i masek na własność? — mogłaby wysyczeć grafika Beksińskiego, która razem z kilkoma pracami autora zdemonizuje ekspozycję krakowskiej galerii Connaisseur. Wysokimi jasnymi wnętrzami z eleganckim gzymsem i widokiem na krakowski rynek nie targały dotychczas potwory, a przynajmniej nie w takiej ilości jak podczas ostatniej wystawy grafik Zdzisława Beksińskiego.

Część tego zbioru będzie miała okazję rzucać uroki na warszawskich targach — każda praca z innym obliczem zaświatów, samotności czy upiornej nocy, ale w jednakowej cenie 3,6 tys. zł. Odbitki giclée — bo tak nazywa się je fachowo — to wysokojakościowa technologia powielania prac wykonanych w innym medium, tym razem rysunków prasowanym węglem i czarną kredą. Wciągające fantastyczne wizje mogą być przy tym inwestycją, dlatego że są sygnowane i numerowane, bo mowa o odbitkach autorskich, a nie o reprodukcjach.

W przypadku tak cienkich, plączących się linii, technika musi idealnie oddawać każde drgnięcie kreski — każdy włos oplatający okręt (na zdj.), cienkość skrzydeł nietoperza i kobiece usta nad połyskującym księżycem, znanym z biblijnych wizerunków tzw. Niewiasty Apokaliptycznej, stojącej na srebrnym łuku. A to dopiero… — pokiwałby na to wszystko przygarbiony Nikifor, zwilżając w ustach końcówkę pędzla, żeby sięgnąć po inny kolor.

Prace wybitnego prymitywisty z Krynicy są stałym wyróżnikiem oferty krakowskiego Connaisseura, czekając jeszcze cierpliwie na swój cenowy skok. Przenosząc się jednak do uzdrowiska z połowy ubiegłego wieku i tak można być poruszonym zmianą kontekstu — inaczej niż w przypadku operowej lornetki, dzieła Nikifora sprzedawane były nierzadko przechodniom, jako pamiątki za parę groszy. Dzisiaj wyceniane w tysiącach złotych, a malowane czasem na starych zeszytach czy papierze po czekoladzie, bo gestu kuracjuszy nie starczało niekiedy nawet na kartki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Warszawsko-Beksińskie Targi Sztuki