Wiosna przyniesie lotnicze protesty

opublikowano: 28-02-2014, 00:00

W PLL LOT startuje referendum strajkowe, a w PPL szykuje się gorący spór, bo nowy prezes chce zwolnić 500 osób

Spółki skarbu państwa przez lata przyzwyczaiły się już do gwałtownych sporów ze związkowcami pracującymi pod ziemią — teraz przychodzi pora na walkę ze związkowcami podniebnymi. Konflikty między pracownikami i pracodawcami narastają tak w PLL LOT, jak i w Przedsiębiorstwie Państwowym „Porty Lotnicze” (PPL). W LOT w czwartek, 27 lutego, wystartowało referendum strajkowe, które ma potrwać do końca marca. Powód? Od początku roku między związkowcami i zarządem linii lotniczych trwają mediacje w sprawie warunków wynagradzania pracowników spółki, które zmieniają kierowane przez Sebastiana Mikosza władze spółki.

Zobacz więcej

WSPÓLNA DOLA: PLL LOT, którego prezesem jest Sebastian Mikosz, i kierowane przez Michała Kaczmarzyka PPL według planów resortu skarbu mają stanąć w jednym domu — Polskim Holdingu Lotniczym. Na razie oba przedsiębiorstwa mają podobne problemy z pracownikami. [FOT. GK, ARC]

„W naszej ocenie takie działania pracodawcy mają na celu jednie poprawę warunków finansowych wysokiej kadry menedżerskiej, a nie poprawę sytuacji ekonomicznej PLL LOT” — napisali w oświadczeniu przedstawiciele Związku Zawodowych Pilotów Komunikacyjnych w PLL LOT. Jeśli do końca marca ponad połowa głosujących w referendum opowie się za protestem, związki zorganizują strajk ostrzegawczy. Przedstawiciele spółki do tych zapowiedzi na razie podchodzą z dystansem.

— Rozmowy trwają, stąd decyzja o referendum zainspirowana przez pojedynczych przedstawicieli związkowych wydaje się być niezrozumiała. Jest szkodliwa dla spółki i samych pracowników. Przekazanie mediom informacji o mającym się rozpocząć referendum jest wyłącznie próbą wywarcia presji na pracodawcę — powiedziała PAP Barbara Pijanowska-Kuras, rzeczniczka PLL LOT.

Gorąco robi się też w PPL, czyli u zarządcy Lotniska Chopina w Warszawie oraz portu w Zielonej Górze, posiadającego również udziały w pozostałych portach. W pierwszej połowie lutego resort infrastruktury i rozwoju wymienił w nim szefa — Michała Marca, który miał sprzeciwiać się planom połączenia z PLL LOT w ramach Polskiego Holdingu Lotniczego, zastąpił Michał Kaczmarzyk.

Według naszych informacji, rządy w spółce zaczął od mocnego uderzenia. W tym tygodniu, na spotkaniu ze związkami zawodowymi, miał zapowiedzieć ostre cięcia zatrudnienia. „Dyrektor zakomunikował nam, że z uwagi na przerost zatrudnienia w części administracyjnej PPL, chciałby zwolnić z pracy około 500 osób z szeroko pojętej administracji” — głosi jeden z mejli związkowców, do których dotarliśmy.

Dziś w części administracyjnej PPL pracuje ok. 800 osób, zwolnienia mają nie dotyczyć pracowników części technicznej i operacyjnej PPL. Cięcia mają być niezbędne ze względu na „gorszą od przestawianej przez poprzedniego dyrektora” kondycję finansowej PPL, które w ubiegłym roku miało mieć ok. 50 mln zł strat. Żeby je przeprowadzić, Michał Kaczmarzyk ma według naszych źródeł naciskać na zawieszenie części postanowień Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy. Związkowcy mają dziś debatować nad stanowiskiem wobec planów pracodawcy, a do kolejnych rozmów między nimi a zarządem powinno dojść w przyszłym tygodniu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu