Wirus ogarnięty, ale jakim kosztem

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2022-02-20 20:00

Zakończone w niedzielę XXIV Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Pekinie miały propagandowe motto „Razem dla wspólnej przyszłości” (”Together for a Shared Future”).

To idea współautorstwa Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego oraz Komunistycznej Partii Chin, rozumiana jednak przez obu udziałowców zdecydowanie inaczej. Realia igrzysk przynajmniej w dwóch wątkach okazały się karykaturą wzniosłego przesłania. Pierwszym była anormalność zawodów – z widownią jedynie telewizyjną – odbywających się w hermetycznej bańce, bo tylko tak sport mógł dać odpór inwazji broni biologicznej COVID-19. Podobnie zorganizowane były letnie igrzyska Tokio 2020, ale bardzo mroźny Pekin 2022 jednak podniósł nakazy i zakazy do kwadratu. Młodzież świata poznała chińskie rygory, będące tylko próbką życia codziennego w totalitarnym państwie. Akurat w kontekście tropienia SARS-CoV-2 były one zrozumiałe, w końcu zwalczać zarazę najlepiej umie ten, kto sam rozesłał ją w świat.

Dopóki płonął znicz:
Dopóki płonął znicz:
Zakończone w niedzielę XXIV Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Pekinie miały propagandowe motto „Razem dla wspólnej przyszłości”.
DAVID W CERNY / Reuters / Forum

Drugi wątek jest okołoolimpijski, bez związku wprost z Pekinem. Przez dwa tygodnie świat się zastanawiał, czy to starogrecka tradycja ekechejri, czyli bożego pokoju olimpijskiego wstrzymywała Władimira Putina z przejściem od fazy wojny propagandowej przeciw Ukrainie do realnych działań militarnych. Xi Jinping, władca komunistycznych Chin, podczas otwarcia igrzysk prosił gościa z Moskwy o uszanowanie imprezy w Pekinie do 20 lutego – analogicznie, jak car Kremla zrobił to w 2014 r. wobec igrzysk u siebie w Soczi. Wtedy Władimir Putin nie reagował na trwające podczas olimpiady krwawe zajścia na majdanie w Kijowie i ucieczkę prezydenta Wiktora Janukowycza, ale tuż po zgaśnięciu znicza 23 lutego w kilka godzin uruchomił na Krymie antyukraiński bunt, którego skutkiem było szybkie zagarnięcie przez Rosję półwyspu. Jeśli tamto kalendarium miałoby się teraz powtórzyć, to przede wszystkim w odniesieniu do dwóch prorosyjskich pseudorepublik na obszarze ukraińskiego Donbasu. Decyzję o ich przejęciu i oficjalnym wzięciu pod militarny parasol Putin już podjął i wycofać się nie może, bo przecież zostałby w oczach Rosjan tzw. miękiszonem, a przecież pozycjonuje się na herosa. Zatem finalizuje tryb zagarnięcia części Donbasu, prowadząc przygotowanie propagandowo-artyleryjskie.

Teoretycznie najważniejszy wątek sportowy igrzysk z polskiego punktu widzenia odjechał daleko. Przyczyna jest prozaiczna – ubogi dorobek medalowy i niezaspokojony polityczno-społeczny głód sukcesów. Postrzeganie Pekinu 2022 na drugim biegunie znajduje się na przykład w Norwegii, kolebce narciarstwa. Rekordowy sukces medalowy i zajęcie przez Norwegów z wielką przewagą pierwszego miejsca na świecie to powód do patriotycznej dumy i chwały. Polska wraca może nie na tarczy, ale jedyny brązowy medal Dawida Kubackiego powoduje oczywiście społeczny niedosyt. Studząc nastroje, stawiam jednak tezę, że polskie sporty zimowe po prostu wróciły na ich prawdziwe miejsce. Zajęliśmy 27. miejsce ex aequo, czyli ostatnie medalowe – dalej na 30. miejscu symbolicznie sklasyfikowane zostały wszystkie reprezentacje z dorobkiem zerowym. Zimowe sukcesy, do których kibice przywykli od początku XXI wieku, były osiągnięciami pojedynczych utalentowanych sportowców, ale nie szkoleniowego systemu. Poza tym na najwyższym poziomie sportowym różnice są tak absurdalnie minimalne, że o medalach decydują jakieś milimetry czy ułamki sekund, których ludzkie oko nie jest w stanie odnotować. Wspomniany brązowy rodzynek akurat otrzymał dar od losu, natomiast kilkoro naszych olimpijczyków, którzy poznali gorzki smak miejsca czwartego – niestety nie.