Władca trafiony przez swojaków

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2022-02-02 18:43

Dawna drukarnia przy ulicy Nowogrodzkiej – taka była pierwotna funkcja obecnej kwatery głównej PiS – nadal jest przytłoczona ciężką atmosferą po wtorkowej klęsce Jarosława Kaczyńskiego.

Szokują zwłaszcza rozmiary porażki, albowiem stworzona i traktowana przez najwyższego władcę bardzo osobiście ustawa podobno antycovidowa przepadła nie o włos, lecz stosunkiem 152:253, przy 37 posłach wstrzymujących się i 18 niegłosujących. Dwie okoliczności klęski prezesa zdumiewają. Pierwsza jest merytoryczna: projekt ustawy był tak bezmyślny, bezprawny, niewykonalny oraz nieuczciwy wobec polskich przedsiębiorców/pracodawców i pracowników, że naprawdę aż trudno uwierzyć, iż ten rekordowy absurd firmował… doktor prawa. Przypominam tytuł komentarza sprzed dwóch dni: „Wzajemne szczucie zamiast szczepień” – i już ciszej nad tą trumną. Druga okoliczność jest stricte polityczna: otóż najwyższy pan zupełnie nie wyczuł nastrojów w klubowych dołach i żył w ułudzie, że jego rozkaz poparcia projektu zostanie potulnie wykonany. Nieprzypadkowo wywołujący w PiS ostre podziały temat szczepionek sprytnie został z fatalnej ustawy o testowaniu całkowicie wygumkowany. Prezes jednak odleciał wysoko i nie przyjmował do wiadomości, że partyjni antyszczepionkowcy to zarazem antytesterzy.

Odrzucenia jego osobistego projektu aż tak miażdżącym stosunkiem głosów Jarosław Kaczyński – siódmy rok czujący się w Sejmie wszechwładcą – nie spodziewał się w najczarniejszych snach. Fot. Rafał Zambrzycki / KS

Dotkliwa klęska to jednak epizod, który nie powinien mieć przełożenia na rządy PiS do końca kadencji. Chociaż dla oczyszczenia atmosfery premier Mateusz Morawiecki bezwzględnie powinien poddać się próbie dobrowolnego wotum zaufania w trybie art. 160 Konstytucji RP. Oczywiście do planowego końca kadencji prawnie zachowuje ważność obowiązkowe wotum zaufania uzyskane 19 listopada 2019 r. stosunkiem 237:214 przy 3 posłach wstrzymujących się i 6 niegłosujących. Dobrowolny wniosek do Sejmu zawierałby pewien pierwiastek ryzyka, bo w razie niepowodzenia rząd automatycznie leci, jednak w obecnej sytuacji byłby dla PiS szarpnięciem do przodu po wizerunkowej klęsce. Rzecz jasna decyzja zależy nie od premiera, lecz od jego partyjnego nadzorcy.

Naturalne jest pytanie o następstwa głosowania z 1 lutego dla wyborów jesienią 2023 r. Obecny 228-osobowy, czyli już mniejszościowy klub PiS, rządzący dzięki grupkom wasali – kukizowców oraz niezrzeszonych – pękł we wtorek na kilka kupek. 151-osobowy trzon okazał się absolutnie wierny prezesowi, w tej grupie naturalnie znalazł się pierwszy garnitur partyjny i rządowy. 24 członków głosujących za odrzuceniem projektu to czyści zdrajcy, wśród nich trochę ziobrystów i poselski plankton. Podobny był skład 37-osobowej grupy wstrzymujących się półzdrajców. I wreszcie ćwierćzdrajcy, czyli aż 16 PiS-owskich (na 18 w ogóle) tchórzy, którzy taktycznie uciekli od głosowania. W trybie hybrydowym nie ma jakiegokolwiek usprawiedliwienia dla nieobecności w pracy, notabene przy niedawnym finalizowaniu budżetu frekwencja w maratonie głosowań wynosiła 459-460 posłów, czyli był komplet. Wtorkowej zniewagi prezes nie wybaczy nigdy, dlatego zdrajcy pełni, połowiczni oraz ćwiartkowi już powinni zacząć godzić się z brutalną prawdą, że w 2023 r. miejsc na listach kandydatów PiS do Sejmu dla nich nie będzie.